GDZIE ZACZYNA SIĘ ZMIANA?




Gdzie zaczyna się zmiana? Otóż zaczyna się ona w Tobie.

Moja matka wielokrotnie dawała mi do zrozumienia, jak ważna w życiu jest ciężka praca. Powoływała się nawet na jakiegoś znanego profesora, głoszącego zasadę „3x8”, czyli 8 godzin snu, 8 godzin pracy i 8 godzin... nie wiem czego. Zapewne stania w korkach, robienia zakupów i zajmowania się domem, bo na rozwój własny może nie być już miejsca. Mój ojciec wyrzucał mi, że zarabiam pieniądze, jakich on nie uzyskał przez całe swoje zawodowe życie. Popadałam więc w poczucie winy – raz, ponieważ za mało robię, innym razem – bo za dobrze mi się wiedzie. Chciałam, aby rodzice byli ze mnie dumni, aby wyrażali wobec mnie swoją aprobatę, dzieliłam się z radością swoimi sukcesami materialnymi. Wszystko to jednak niczego dobrego mi nie przyniosło. Nigdy nie byłam w stanie ich zadowolić. Sama nie byłam szczęśliwa. Przyszedł dzień, kiedy postanowiłam odmienić swoje życie. Decyzja, aby odnaleźć szczęście poprowadziła mnie w rzeczywistości ku odnalezieniu samej siebie. Zorientowałam się, że gdzieś po drodze siebie zagubiłam i jedyną słuszną drogą jest droga ku poznaniu siebie. Tym samym rozpoczęłam usilną pracę nad sobą i usuwaniem własnych ograniczeń. To jednak nie była ciężka praca w rozumieniu mojej matki, ale znacznie trudniejsza, za którą nikt nie wypłaca pieniędzy. To zajęcie 24 godziny na dobę, wymagające całkowitej szczerości i uczciwości wobec samego siebie. To droga pełna upadków, ale przecież zawsze można powstać z kolan. Nawet kiedy leżałam krzyżem na podłodze i zapadałam się niżej i niżej, w końcu doznawałam oczyszczenia i wzlatywałam jak feniks z popiołów.



Przyglądanie się swoim myślom, również tym głęboko ukrytym, swoim przyzwyczajeniom, ocenie własnej i otoczenia, postawom i intencjom, odkrywanie źródeł problemów i stopniowa zmiana punktu widzenia – to część tej drogi. Przekonałam się, że słuszne jest twierdzenie, iż nie zbawi się świata, lecz należy uzdrowić i zbawić siebie samego. Zaczęłam rozpoznawać tworzone przez mój uwarunkowany umysł projekcje – wieczne scenariusze zdarzeń, rozgrywające się według moich własnych wyobrażeń. Zrozumiałam, że to one są źródłem wielu nieporozumień, iluzji i cierpień. Obserwowanie swoich myśli i pilnowanie, by nie wyprowadzały mnie na manowce, a zatem także unikanie tworzenia projekcji, to wielka i cenna lekcja oraz umiejętność. Myślę, że to podstawa szczęśliwego życia.

Świadome wprowadzanie myśli pożądanych, pozytywnych, twórczych, budujących zamiast destruktywnych, zatruwających, ciągnących w dół – oto sposób na uzdrawianie siebie i swojego życia. Dziś już wiem, jak potrafimy tworzyć swój świat poprzez własną myśl i intencję.
Aby jednak dokonać głębokiej zmiany niezbędna jest wytrwałość i konsekwencja, nie ma tu miejsca na półśrodki. Wielkie zmiany bywają bolesne – wiąże się z nimi konieczność zostawienia przeszłości za sobą, a to było dla mnie trudną lekcją. Wielkie zmiany przyniosły wielkie konsekwencje. Potrzebowałam oczyścić przestrzeń wokół siebie i odciąć toksyczne relacje. Musiałam pogodzić się z niezrozumieniem ze strony najbliższych i brakiem ich akceptacji – wybierając własną drogę nie mam prawa oczekiwać, że inni też nią podążą albo chociaż ją zrozumieją, nie mam prawa oczekiwać od innych czegokolwiek. Muszę natomiast coraz więcej oczekiwać od samej siebie, przede wszystkim konsekwencji, wytrwałości, cierpliwości i odwagi oraz wyrozumiałości dla innych. Bardzo trudno jest nie oceniać, jednak uczę się tego i staję się coraz mniej krytyczna wobec innych i siebie; obserwuję i wyciągam wnioski. To co myślę o innych, to moja sprawa. Jeżeli decyduję się komuś pomóc, robię to niezależnie od swojej opinii o danej osobie. TO CO INNI MYŚLĄ O MNIE, TO WYŁĄCZNIE ICH SPRAWA. Do mnie należy zmienianie własnych nawyków, przekonań i programów, tak abym żyła w zgodzie ze sobą. To co daję światu od siebie, wkrótce do mnie powraca. Zatem zmiana zaczyna się we mnie, i we mnie kończy się.

Niezależnie od tego, jak trudno było po drodze, ile razy odczuwałam zwątpienie i bezsilność - jestem wdzięczna za każdy krok i szczęśliwa każdą osiągniętą zmianą. Niczego nie żałuję, coraz więcej doceniam. Nieustannie dostrzegam synchroniczność zdarzeń w moim życiu. Wiem, że podążam we właściwym kierunku. Droga, którą kroczę sama mnie prowadzi. Nauczyłam się ufać i oddawać w opiekę Opatrzności.
Czasami wydaje mi się, że już sporo wiem. Jednak na koniec dnia - wiem, że wciąż nie wiem nic.


Komentarze