Nowe WEGE-MIEJSCE w Warszawie i moje TOP3


MYSA - Wilcza 60


Pojawiło się kolejne nowe wege-miejsce w stolicy!
Właśnie stamtąd wróciłam po kolejnej już wizycie i nie mogę się powstrzymać, aby nie podzielić się z Wami wrażeniami!

Kawiarnia MYSA przy Wilczej 60 jest lokalem... no nie, jednak miejscem i to z dobrą, przyjazną atmosferą. Nieduże, kameralne, jasne, nowoczesne wnętrze, urządzone prosto i dość minimalistycznie. Zawitałyśmy tam pierwszy raz z Julią dosłownie kilka dni po otwarciu. MYSA znajduje się w centrum Warszawy, niedaleko W GRUNCIE RZECZY, gdzie w kwietniową niedzielę zjadłyśmy lunch. Na deser przeszłyśmy się do MYSY, sprawdzić czy warto będzie o niej pamiętać. No cóż, tak się składa, że wracamy tam z przyjemnością!

Podobnie jak W GRUNCIE, tak i MYSA prowadzona jest przez pasjonatów. Założona przez studentkę Anię, wielbicielkę wegetariańskiej kuchni i prowadzona przy wsparciu jej mamy. Widać, że Ania uwielbia krzątać się w kuchni i przygotowywać posiłki. I co mi osobiście bardzo się podoba, ponieważ sama tak mam, Ania lubi też kreować i tworzyć własne kompozycje, nie koniecznie trzymając się cudzych przepisów.

Pewną atrakcją MYSY jest sala na dole, którą natychmiast nazwałam "świetlicą". Tak mi się skojarzyło, pozytywnie. Można się tam wyciągnąć wygodnie w miękkich, kolorowych pufach. I spotkać  w większym gronie znajomych, na przykład - jak pewna grupka dziś - świętując urodziny.

Ludzie w MYSIE może czasem są trochę zakręceni (a kto nie...?), jednak są bardzo życzliwi i uśmiechnięci.
Jak wszędzie, i tutaj zdarzają się wpadki. Pewnego dnia trafiło na mnie. Dostałam sałatkę uboższą o dwa składniki. Ale kiedy Pani Beata zorientowała się w sytuacji, natychmiast błąd został naprawiony, i to z nawiązką.

Sałatka Zielona, do której oddzielnie podawany jest sos


Kiedy okazało się, że do Warszawy zjeżdża moja przyjaciółka witarianka, postanowiłyśmy ponownie spotkać się właśnie w MYSIE, ponieważ serwują dobre zielone sałatki i surowe koktajle. Jednak pomyślałam, że wspaniale byłoby mieć w menu świeże surowe ciasto. MYSA zawsze ma apetycznie wyglądające ciasta wegańskie - dziś widziałam pomarańczowe i rabarbarowe, niestety nie są bezglutenowe. Rozsmakowałyśmy się z Julią w pół-surowej tarcie z kremem jaglanym. Ale dla mojej przyjaciółki potrzebny był deser w pełni raw. A przyznam, że i ja sama na taki miałam ochotę. Dzień przed spotkaniem, w ostatniej chwili, późnym wieczorem, napisałam do MYSY, że zagoszczę jutro i proszę o surowe pyszności.
Dziś rano, kiedy moja prośba została odczytana, natychmiast dostałam wiadomość, że właśnie namaczają się nerkowce i po południu będzie gotowy surowy sernik - w zasadzie, to nernik. To była wspaniała wiadomość! Do naszych zielonych sałat, również na specjalną prośbę, namaczała się dodatkowa porcja nerkowców. Miałyśmy więc dziś zielono-orzechowe popołudnie. A sernik-nernik Ania przygotowała własnoręcznie i wyszedł naprawdę pięknie. Delektowałyśmy się nim ze smakiem.


Ania prezentuje świeżo przygotowany raw-nernik


MYSA ma również przepyszną kawę. Nic na to nie poradzę, kawę bardzo lubię, a ta w MYSIE mnie uzależnia... Chociaż muszę przyznać, że czekam na pojawienie się tutaj mleka owsianego, zamiast sojowego. Pod tym względem (i nie tylko pod tym) doceniam W GRUNCIE RZECZY, gdzie kawa także jest smakowita, a mleko roślinne do wyboru - sojowe lub owsiane.

Poza sałatką, tartami i kawą wypróbowałam jeszcze w MYSIE Koktajl Rozpustny - bananowo-karobowy z masłem orzechowym własnego wyrobu oraz dahl z soczewicy. Wszystko było pyszne.
Widziałam jak goście ze smakiem zajadali się warzywnym pasztetem, humusem i innymi zachęcająco wyglądającymi pastami do świeżych warzyw.

Na obecny moment MYSA oraz W GRUNCIE RZECZY są moimi ulubionymi wege-jadłodajniami w Warszawie. Trzecim miejscem, do którego uwielbiam wracać, jest SECRET LIFE CAFE na Żoliborzu.

Komentarze