Moja Droga na Południe - PIERWSZA NOC W BIESZCZADACH




Z dala od cywilizacji

W nowym miejscu zostałam otoczona ciepłem światła, ognia i ludzkich serc. Tak szybko przeniosłam się w całkiem nową rzeczywistość, że wciąż miałam wrażenie, jakbym oglądała film. Atmosfera była magiczna. Sceneria nocna - większość szczegółów spowijał rozproszony mrok. W domu rozchodził się zapach palonych świec i drewna w kominku.

Przyszedł moment na sprawy bardziej prozaiczne, jak potrzeba skorzystania z toalety. W domu nie ma bieżącej wody ani ubikacji. Trzeba więc było wyjść na zewnątrz. A tam -ciemnooo… Nie wiem gdzie, nie wiem jak, w dodatku NIC nie widzę! Nie było innej opcji – Zbyszek musiał pójść ze mną. Okazało się, że tak zwana Sławojka, czyli Domek z Serduszkiem (zwany też Wychodkiem) znajduje się nieco dalej i trzeba dostać się tam wąską ścieżką, pomiędzy krzakami, w zupełnych ciemnościach. Zbyszek w jednej ręce trzymał oświetlenie, w drugiej moją rękę i – wciąż sprawdzając czy uważnie stąpam – prowadził mnie przez chaszcze do celu.  Potykając się kilka razy po drodze i odrobinę trzęsąc z zimna dotarłam na miejsce. Powiedziałam Zbyszkowi aby stanął z tyłu i świecił tak, żebym widziała światło oraz by mówił do mnie… żebym się nie bała… Tak, tak, możecie się śmiać, ale to były BIESZCZADY! Wilków w prawdzie, ponoć, w najbliższej okolicy nie ma, ale już niedźwiedzie i owszem. Nie mówiąc o innych, niezidentyfikowanych stworach. Dzięki obecności Zbyszka byłam bezpieczna, uratowana i szczęśliwie wróciłam do domu.

Łazienka. Kolej na mycie. Pani Mieszczce przyszło przestawić się na nowy sposób funkcjonowania. W sumie z nostalgią przypominałam sobie łazienkowo-kuchenne działania w starym domu na Mazurach, kiedy mój ojciec nabył tam siedlisko. Zanim postawił nowy dom z wygodami, mieszkało się „po staremu”. Woda noszona była ze studni, mycie odchodziło w miskach, a siusianie w Sławojce z wyciętym serduszkiem, przez które patrzyło się na jezioro. Cudnie było. Zatem odświeżyłam wspomnienia i zastosowałam w praktyce. W domu Henia łazienka jest, razem z umywalką i brodzikiem. Woda w kranie również, zimna. Istnieje specjalny system dostarczania wody do kranów w kuchni i łazience. Z wielkiej beczki, znajdującej się na zewnątrz, cienkimi rurkami woda przepływa do rur. Ale wpierw trzeba przetransportować tę wodę ze strumienia, w pięciolitrowych baniakach. Początkowo wydaje się to utrudnieniem, a noszenie wody żmudnym zajęciem. Jednak to pozory. W rzeczywistości to jest fantastyczne. Ale o tym innym razem.
Na razie jestem początkującą domowniczką bieszczadzką i grzeję w czajniku wodę na mycie!












Szlaban na ścieżce do sławojki:
"ZAJĘTE"





 

 

 

 

 

 

 "WOLNE"

 

 

 

 

Energie wibrują

Wszyscy byli już zmęczeni, pora spać.
Na strychu czekało na mnie posłanie. Zapakowana w dwa śpiwory i koc starałam się nie myśleć o temperaturze powietrza. Na zewnątrz oscylowała w nocy w okolicach zera, w pomieszczeniu pod dachem było niewiele więcej. Mój troskliwy Opiekun opatulił mnie dodatkowym kocem. Poczułam się jak w dzieciństwie, u Dziadziusia. On zawsze o mnie dbał.

Zasypiałam z trudem, jak zwykle w nowym miejscu. Tyle wrażeń, umysł pomimo zmęczenia utrzymywał aktywność. Wreszcie poddał się i przysnęłam. Nagle ze snu wyrwało mnie drżenie ciała. Czułam, jak prąd przepływa przez mięśnie, wywołując lekkie drgawki. Przepływ nasilał się. Pozwalałam, aby energia swobodnie płynęła i poddawałam się temu, co się działo. Znam TEN stan. Wiem, że najgorsze to blokować. A czasem strach powoduje napięcie. Ja byłam od niego wolna. Wiedziałam, że przez moje kanały energetyczne przepływa energia o wysokiej częstotliwości, moje ciało doświadczało wysokich wibracji. To było jak masaż od wewnątrz. Doświadczałam podobnych stanów podczas medytacji.

Nie byłam zaskoczona, że spotyka mnie to właśnie TUTAJ i Teraz. Wiedziałam, że kilka dni wstecz gościł u Henia Jan Gabriel. Spałam na Jego posłaniu. Zbyszek mówił, że to miejsce „uświęcone przez Jana”. Ja mam do takich stwierdzeń dystans. Jednak niewątpliwie Jan funkcjonuje na wysokich wibracjach i pozostaje w kontakcie z wymiarami, do których większość z nas ma zablokowany dostęp, o ile w ogóle dopuszcza możliwość ich istnienia. Czy ktoś w to wierzy czy nie, one po prostu SĄ. Żyjemy w świecie wielowymiarowym, a nie płaskim. Równoległe rzeczywistości są tuż obok i można w nie wejrzeć. Kiedy człowiek oczyszcza swoje ciało, oczyszcza też umysł. Kiedy oczyszcza umysł, zaczyna czuć potrzebę oczyszczenia ciała. Dlatego Jan przestał jeść. Dzięki temu nie zanieczyszcza swojego ciała i umysłu, może w wyjątkowy sposób pogłębiać swoją świadomość i docierać do wyższych wymiarów istnienia, gdzie energie są rozrzedzone, obraz pełniejszy, a światło wiedzy i mądrości wpływa w Jego Duszę. I w tym znaczeniu Jan JEST Mistrzem i JEST Błogosławiony. Bretarianizm jest wyjątkową drogą, niewielu jest w stanie nią kroczyć i też niewielu taki ma cel w TYM życiu. Weganizm jest także drogą oczyszczenia, według mnie dostępną dla każdego kto tylko tego chce i nieuchronną dla tych, którzy NAPRAWDĘ pogłębiają świadomość swego Ducha. WEGANIZM to SPOSÓB MYŚLENIA i POSTRZEGANIA. I całkiem nieoczekiwanie ten temat zaczął rozwijać się podczas mojego pobytu w Bieszczadach, docierając z coraz silniejszym przekazem do świadomości mojego nowego Przyjaciela. Ale to oddzielny temat.

Póki co przeżywałam swoją pierwszą, tak bardzo wyjątkową noc w Bieszczadach i w całej mojej niesamowitej Podróży, która stała się pasmem spełniania Marzeń.
Wtedy jeszcze nie wiedziałam, choć przeczuwałam, jak szybko przyjdzie mi spotkać Mistrza osobiście.


Komentarze