ZAAKCEPTOWAĆ NIEZNANE



A CO, JEŚLI...?

Człowiek generalnie boi się tego, czego nie zna i chętnie trzyma się tego, co już zbadał. To daje mu poczucie bezpieczeństwa.
Aby nauczyć się akceptować podążanie w nieznane musiałam przejść bolesną drogę, na której z trudem przełamywałam wewnętrzne opory i strach. Podejmowałam radykalne, acz nie racjonalne decyzje, zamykając usta rozumowi pytającemu „A CO, JEŚLI…???” Co, jeśli się nie uda, czekają tam na mnie problemy, trudności, brak akceptacji, a przede wszystkim – JEŚLI SOBIE NIE PORADZĘ! Droga w nieznane, bez większych planów i bez zabezpieczenia wymaga poddania się biegowi wydarzeń i podążania w ufności, zgodnie z wewnętrznym odczuwaniem. Trzeba otworzyć serce, zaufać swojemu instynktowi i przestać racjonalizować. Trwało to dość długo (choć tak naprawdę tyle, ile należało), ponieważ mój głos wewnętrzny był stłamszony i zagłuszony przez brak poczucia własnej wartości, przez NIE-wiarę w siebie, przez ciągłe podważanie siebie. Zatem całymi latami zdawałam się na opinie zewnętrzne. Chociaż nie tak całkowicie. W rzeczywistości oczekiwałam, że usłyszę od innych to, co czułam w środku. Potrzebowałam potwierdzenia. Nie przyjmowałam od razu wszystkiego, co sprzeczne było z moim odczuwaniem.

Uwalniać lęki, kasować stare programy

Hamowały mnie lęki, blokowały mi dostęp do wewnętrznej wiedzy i mądrości. Uniemożliwiały rozwój, którego tak pragnęła moja dusza. Wydarzenia w moim życiu przyniosły mnóstwo sytuacji, wywołujących u mnie skrajne stany lękowe. Jednak siła ducha, determinacja i wytrwałość pomogły stawić czoło własnemu - niekiedy dosłownie paraliżującemu - strachowi, spojrzeć mu w oczy, poczuć go, wręcz wejść w niego, a następnie wyjść i pójść dalej… To umożliwiło kwantowe skoki w pogłębianiu świadomości i rozwój wewnętrzny; dzięki stopniowemu odblokowywaniu własnego potencjału, poprzez uwalnianie się od zakotwiczonych programów. Wiem, że te blokady mają swoje podłoże częściowo w dzieciństwie, jednak wiele z nich przyniosłam ze sobą, razem z doświadczeniem duszy zbieranym przez liczne wcielenia.

Dzielenie pomnaża

Aby uwolnienie stało się możliwe potrzebowałam nie tylko własnej wytrwałości w dążeniach, ale także pomocy ze strony odpowiednich Nauczycieli, których los stawiał przede mną we właściwym momencie. Za każdego z nich jestem bardzo wdzięczna. Bez ich pomocy nie dałabym rady. Jesteśmy sobie wzajemnie potrzebni, aby dzieląc się wzrastać. Ostatnio spotkałam kolejnego Mistrza na mojej Drodze. Ale o Janie za chwilę.


Komentarze