LISTY DO JULII


Listy do Julii, to listy matki do córki.
Jednak ta relacja nie jest typowa.
Julia sama mówi: Jesteś mi nie tylko matką, ale i przyjaciółką.
To dla mnie największy komplement.
Zatem to relacja bardzo intymna, bardzo bogata i duchowa.
Może Julia kiedyś zechce sama parę słów na ten temat dodać od siebie.

Listy do Julii pokazują jak wiele nas łączy i są szczerym obrazem wielu moich przemyśleń, odczuć, trosk...
Czasami przyjmują formę czegoś na kształt spowiedzi z moich stanów wewnętrznych, kiedy indziej stają się sesją terapeutyczno-motywacyjną, ukazującą równocześnie przemiany zachodzące w samej Julii. To także poniekąd obraz życia i transformacji dwóch outsiderek. Otwierając się przed Julią, pozwalałam sobie na swobodne wylewanie się, a nawet często potok myśli. Przygotuj się więc na długie monologi wewnętrzne.
Obie uznałyśmy, że ich zawartość kilku osobom może być pomocna.
Sukcesywnie będę je uzupełniać.




ROK 2012


27 maja
Hej!

Spieszę donieść, że zakupiłam w Evergreenie wegański ser Cheddar White.
To nie do wiary, że można wykonać roślinny cheddar i cieszyć nim swoje podniebienie!
Dziś otworzyłam go i starty dodałam do makaronu na kolację. Zioła, oliwa, kilka czarnych oliwek, odrobina sosu sojowego i starty cheddar white wege - mniaaaaam! :-)
A do tego spełniło się moje malutkie pragnienie, towarzyszące mi od kilku dni i do kolacji raczyłam się lampką czerwonego, wytrawnego wina! Zostało z jakiejś imprezy i Tomek mnie poczęstował. Zgadnij jakie? Ekologiczne. Cono sur! :-) Tak, to z rowerkiem. Takie małe przyjemności.
I dzisiaj odpoczywałam.
Rozpakowałam kochane kryształy, Buddów, dzwonki itp. Zrobił się nowy klimat w pokoju, a moja buzia i dusza radosne. I malutkie co nieco z gliny przez Ciebie wykonane zostało częścią "ołtarzyku", podtrzymującą świeczkę :-). I wreszcie zapaliłam kadzidło.

A twoje przygotowania ok?
Całuję, przytulam, ukochuję, jestem z Tobą :-)

P.s.
Wiesz Kochanie, przeczytałam ponownie twój list i zatrzymałam się na dłużej przy tym zdaniu:

„Nie wiem, co jest moje, a co jest głosami z zewnątrz, które mówią "rób, to a tamto, to będziesz fajna". Nie wiem, gdzie jest moje miejsce. Znowu zaciskają mi się szczęki, znowu mam sny pokazujące brak szacunku dla mojej osoby przez innych i moją bezsilność.”

To bardzo ważne słowa. Jest w nich dużo smutku i ciemności. Znam doskonale ten stan. Mógłby to być cytat ze mnie.
Poczułam potrzebę powiedzenia Tobie czegoś odnośnie tych słów…

Otóż – moje doświadczenie pokazuje, że nie znajdziesz swojego miejsca na ziemi dopóki nie odnajdziesz siebie wewnątrz siebie samej, ponieważ tam jest twoje najistotniejsze i najprawdziwsze miejsce.
Mówi się „tam dom twój gdzie serce twoje” – można to dwojako rozumieć.
Z pewnością rzecz w tym, aby dobrze czuć się ze sobą samym. Aby pogodzić się ze sobą. Aby być swoim najlepszym sprzymierzeńcem i przyjacielem. Aby dbać o siebie tak, jak dbamy o kogoś, kto jest dla nas najważniejszy. Aby każdego dnia okazywać sobie troskę, czułość, dobro, miłość, szacunek… i nic nie jest ważniejsze.

Aby to osiągnąć trzeba skupić się na sobie, na swoim wnętrzu. I doskonale wiesz, że nie chodzi tutaj o karmienie ego, że to nie ma nic wspólnego z tym, czym jest potocznie rozumiany egoizm.
Tutaj chodzi o poznawanie siebie, rozumienie siebie, o uważność, o poznawanie swoich potrzeb, o odróżnianie potrzeb od zachciewajek.
A także o pracę z własnymi emocjami, nauczenie się rozpoznawania emocji, pozwalania sobie na emocje, uwalnianie ich bez krzywdzenia innych i w końcu na wychodzenie poza emocje a rozwijanie uczuć. Otwieranie serca. Wychodzenie poza strach i lęki. Tak, trzeba do tego mieć odwagę, Czasem nawet sporo. I zapewniam Ciebie, że warto. Wiem, że ty potrafisz to osiągnąć. Wiem, że się boisz. Czasem panicznie. Może nawet paraliżuje cię czasem ten lęk. Tak bywa. To normalne. Pamiętaj, że to tylko gry umysłu. A umysł jest jak komputer – zaprogramowany. Trzeba go przeprogramować. Siłą swojej świadomości. Trzeba wręcz zmusić umysł do nowego sposobu myślenia – trzeba go tego  nauczyć. Ten kontrolujący umysł to ego. To ono się boi utracić kontrolę, Ono czuje, że Ty chcesz przejąć kontrolę nad nim i zrobi wszystko, żeby temu zapobiec. Dlatego trzeba uważnie obserwować siebie samego i swoje reakcje, zachowania, emocje… a Ty już masz w tym wprawę, potrafisz to, masz skila ;-)
Więc kiedy czujesz, że oblatuje cię strach, to wiedz że w rzeczywistości boi się ego, panikuje umysł. Może też panikować z racji wcześniej nabytych wzorców, doświadczeń – z resztą interesowałaś się funkcjonowaniem mózgu, wiec mogłabyś Ty mi wiele o tym opowiedzieć.

Zawrzyj pokój z samą sobą, poczuj się dobrze w swoim ciele, połącz się ze swoją duszą. Twoja dusza potrzebuje twojej uważności.
Jest bez znaczenia co mówią inni.
Zawsze pozostawaj w zgodzie ze sobą.
Rób tylko to, do czego sama masz przekonanie.
I nie oszukuj siebie samej – bądź szczera ze sobą całkowicie. Często ukrywamy głęboko myśli, których nie chcemy zauważyć, bo a nuż okażą się niewygodne, „brzydkie”.

Rozpoznaj co naprawdę tobą kieruje.
Chcesz skończyć studia ale ci się nie chce? Z lenistwa, z wygodnictwa nie masz ochoty tam chodzić? Czy naprawdę czujesz, że to nie jest twoje miejsce?
Wiesz, że stać cię na to aby skoczyć tę szkołę, wiesz że dasz sobie radę i nie ma co się stresować o stypendium. Więc – o co właściwie chodzi? Zadawaj sobie to pytanie, aż dojdziesz do głęboko w tobie ukrytej prawdy, aż poczujesz co jest dla ciebie właściwe.
Wyrażaj głośno swoje Potrzeby – potrzebuję wiedzieć co jest dla mnie dobre ; potrzebuję przestać się bać; potrzebuję pogodzić się ze sobą; potrzebuję wiedzieć jak...

Kocham Cię. Jesteś dla mnie bardzo ważną osobą.



28 maja
W „swoim” pokoju czuję się całkiem jak u siebie. Z resztą kiedy jestem sama na łonie Przyrody, kiedy zajmuję się ziemią, roślinami, rozmawiam z nimi i się do nich uśmiecham, kiedy przytulam się do brzóz i dziękuję im za energię, kiedy czuję świat i życie wokół siebie i w sobie – wówczas zawsze jestem u siebie. To cudowna Błogość i esencja Życia, Istnienia.
Kryształy są bardzo pomocne w tym domu, zwłaszcza podczas obecności Gospodarzy. Kiedy przyjeżdżają obniża się energia otoczenia i ja to odczuwam. Kryształy oraz brzozy pomagają tę energię zrównoważyć.

Myślę, że prawem Anny – jak każdego innego człowieka – jest czasem gdzieś „wsiąknąć” i odciąć się od wszystkiego i wszystkich – to bardzo cenna umiejętność.

Napisałaś bardzo ważne rzeczy. Mam ochotę powtórzyć to ze 100 razy!

Rycz – kiedy tak czujesz i tak potrzebujesz. To cenne oczyszczenie duszy. I ciała.
Użalaj się nad sobą jak długo chcesz i potrzebujesz. Tak długo, aż poczujesz że już NIE potrzebujesz. Wyzwolisz się,

Zapisana kartka! Doskonale!
A może wolisz, żeby cię ganić zamiast chwalić?

Dziwnie ci? Dziwnie ci? Dziwnie ci?
Zmiana! Zauważyłaś, że zaszła zmiana.
No to może napisz wielkimi literami na wielkiej kartce, że zaszła zmiana w tobie?

Masz sporo cennych wniosków.
Czytałaś list, który do mnie napisałaś? Przeczytałaś własne słowa przed wysłaniem?
Świetnie, to przeczytaj dzisiaj, przeczytaj znowu.

Paweł nic nie przejaskrawił – Paweł strzelił w 10!
Tak właśnie robisz. Zawsze osiągasz swoje cele.
Jak chcesz się użalać – użalasz się skutecznie.
Jak chcesz zaliczyć – mobilizujesz siły i zaliczasz.
Jak chcesz dobrze wypaść na spotkaniu – jesteś rewelacyjna.
Jak chcesz poczuć beznadzieję i bezsilność – wracasz do użalania się.
Dlaczego się użalasz? Boisz się utracić strefę komfortu? Boisz się, że się uda a wtedy trzeba będzie konsekwentnie być odpowiedzialną za siebie i skończy się zrzucanie odpowiedzialności za niepowodzenia i frustracje na innych… na okoliczności, na dzieciństwo, na ojca, na babcię, na siostrę bo to ona zawsze dostawała wsparcie… itd. Itp…

Czar radzenia sobie wcale nie pryśnie! Wręcz przeciwnie – będziesz sobie radzić coraz lepiej, poczujesz wolność i wiatr w żaglach i zacznie rozpierać cię poczucie szczęścia, zadowolenia, spełnienia. Ale boisz się. Boisz się porażki. Im bardziej się boisz tym bardziej ją do siebie przyciągasz. Jak ją przyciągasz i jej doświadczasz to masz argument w ręku – no tak, mówiłam, że się nie uda! Jasne – nie udało się, bo tak chciałaś.

Zobacz swój strach. Przestań bać się własnego strachu. To TYLKO strach, każdy go ma. On ma wielkie oczy i nic poza tym. Manipuluje umysłem. Wejdź w niego i wyjdź poza niego. Jak dziewczyna w "V-jak Vendetta", jak bohater Mr Grey w "Revolver".

Pisz i czytaj samą siebie.
Cała mądrość jest w Tobie.
Wszystko co potrzebujesz wiedzieć jest w TOBIE.
Zajrzyj tam, do  wewnątrz. Jak? Tak jak to zrobiłaś wczoraj.
I nie mów więcej, że nie potrafisz. Właśnie – opatrznie – udowodniłaś sobie i mnie, że owszem potrafisz!
Nadal w to wątpisz?
Przeczytaj swoje wczorajsze kartki.
Przeczytaj list napisany do mnie.

Cel?
Jedynym celem jest samo Życie.
Jedynym celem jest moment obecny, TERAZ. Żadne jutro czy za rok. Tylko Teraz.
Tylko to, co czujesz w tym momencie, co teraz myślisz. Ponieważ inny moment nie istnieje, po prostu!
Celem nigdy nie jest skończenie gry – celem jest sama gra.
(Jak mówi TAO – to DROGA jest CELEM samym w sobie)
Dlaczego? Ponieważ każdy koniec jest równocześnie początkiem czegoś nowego. Zawsze.
Śmierć nie istnieje – to tylko moment przejścia do kolejnego etapu. Nie wiesz co będzie dalej. To Przygoda, Podróż, Droga. Koniec gry nie istnieje. Są kolejne etapy. Nie próbuj wiedzieć co będzie dalej. Jest tylko TERAZ. Wszystko dzieje się w równolegle, w jednym i tym samym Momencie.

Skup się na tym. Na tym co teraz jest w Tobie. Za tym podążaj. Przestań się tego bać.
To co teraz czujesz, ze jest dla ciebie dobre jest dobre dla ciebie teraz.
Jutro rano może już nie być. Wtedy poczujesz co innego i za tym podążysz. Dokonasz zmiany.
Trzeba to dostrzec, przyjąć, zaufać i praktykować. Bez lęku.

I zapamiętaj – życie dba o ciebie, kiedy mu ufasz.
Każdego dnia masz wszystko, czego potrzebujesz.

Rozróżniaj to, czego chcesz, od tego, czego potrzebujesz.

Taka mała książeczka, Ekhart Tolle, "Potęga teraźniejszości".

  AMEN.

Rób tylko to, w czym TY widzisz SENS.
Nikt nie będzie Ciebie szanował, jeśli TY nie będziesz sama szanować siebie, proszę zrozum to.
Nie oczekuj szacunku od innych.
Szanuj sama siebie.
Nie oczekuj od ojca tego, czego on ci dać nie potrafi i nie może.
Jak ma dać wsparcie tobie, kiedy nie umie dać go sobie samemu?

Zastanów się – jakie twoje działania stoją w sprzeczności z tobą samą?
Czy robiąc to czy tamto szanujesz siebie?
Czy ktoś inny postępujący tak jak Ty obecnie twoim zdaniem szanowałby siebie?
Zobacz siebie w innych i dostrzeżesz co o nich myślisz. Zauważasz, że to właśnie myślisz o sobie, że ty sama to robisz sobie…

No to wyobraź sobie, że właśnie umarli. I co teraz?
Co robisz?
Jakie podejmujesz działania?
Jak się z tym czujesz teraz?
A jak po chwili?

KOCHANIE, ja do tej pory pamiętam swoje sny i zaciskające się do bólu szczęki.
Tak, to się bierze ze strachu, z bezsilności, z gniewu, złości i wściekłości. Głównie na samego siebie. To są mega złe emocje skierowane w siebie.
Ty masz szansę i możliwość dostrzec to i zrozumieć dużo wcześniej niż ja. I uratować siebie przed ogromem cierpienia. Decyzja należy do Ciebie.

Ja bardzo czuję twoje emocje, uczucia, rozdarcie…

I bardzo Ciebie wspieram.
Zawsze jestem przy Tobie.
Choć ze swoimi decyzjami zawsze jesteś sama. Jak każdy z nas.
Trzeba naprawdę uwolnić się od potrzeby bycia wspieranym.
Trzeba odnaleźć w sobie moc, wsparcie i siłę.
One tam są. Od zawsze.
Trzeba tylko przypomnieć sobie o tym.

„Chciałabym pojechać na wyprawę i żeby wszystko się układało na niej. W taki magiczny sposób jak w Pielgrzymie. I chciałabym mieć odwagę na robienie tego, co jest dla mnie dobre, tak naprawdę.”

Piękne słowa.
Wiesz, chcieć to móc. Marzenia spełniają się.
Masz Odwagę. Masz ją w sobie. Dostrzeż ją i poczuj. Ona tylko na to czeka.

KOCHAM CIEBIE.

Ja.

P.s. Wiem, że być może za dużo piszę, za dużo gadam…. Nie mam czasu zrobić korekty teksu. Idę do ogródka do warzywek. Doładować siebie.



30 maja
Cześć Kochanie,
dziękuję za linka. Póki co nie mam czasu ani za bardzo nastroju na przeglądanie.
Mam tu trudną sytuację, powiedziałabym, że jesteśmy na froncie.
Przychodzi mi w praktyce zastosować rady, jakie ostatnio Tobie wypisywałam. Tak bywa. Tak to właśnie jest.

Trudne sytuacje, często wręcz przytłaczające, dają sposobność do wzmocnienia siebie, budowania swojej siły wewnętrznej. Teraz ja potrzebuję być swoją odwagą i siłą spokoju, zachować jasny umysł i postępować mądrze.
Jasno widzieć, co jest dla mnie dobre. I przestać się bać, uodpornić się na ciskaczy zatrutych strzał. To osoby o silnie negatywnych wibracjach, manipulujące otoczeniem dla własnych celów, których intencje są nieciekawe. Miałam już z takimi do czynienia. Jak to mówi Jaro - jak się zorientujesz, że to taki typ, to trzeba wiać jak najdalej.
No dobra, dosyć.
A jak twoje kolokwia?

Całus i przytulas.



31 maja
Cześć Kochanie,

właśnie jesteśmy po naradzie pokojowej.
Tak, jest znacznie lepiej. Powiem nawet, że jest dobrze.
Wczorajszy wieczór i dzisiejszy dzień były bardzo trudne. Dużo nerwów i negatywnych emocji. Jednak przemyślałam sobie wszystko na spokojnie i ułożyłam w głowie. W zasadzie byłam nastawiona na szukanie sobie nowego miejsca, zastanawiałam się z kim porozmawiam. Przydały się twoje tulenia i kciuki oraz moje odwaga, spokój i rozsądek oraz otwarte serce. Udało się dojść do porozumienia, zawarliśmy rozejm, startujemy od nowa i zobaczymy...
Dziękuję za twoje dobre słowa otuchy, wysłałaś je w przestrzeń w trakcie naszej rozmowy.
Oczywiście rozmowa z gospodarzami, tak.
Jutro wyjeżdżają. Zatem póki co zostaję na gospodarstwie. Jest co robić.

Gratuluję dotychczasowych wyników i trzymam kciuki za udaną sesję, w terminach zerowych.
Wiem, że dasz sobie radę najlepiej jak możesz. Bądź spokojna, jest dobrze i wszystko układa się pięknie.

Baardzo cieplutko przytulam i bardzo chcę przytulić Ciebie na żywo, zobaczyć Twoją uśmiechnięta twarzyczkę. Jesteś kochana, wiesz?

Kończę, śpię już od dawna.

Powodzenia Kochanie, trzymaj się dzielnie,
całuję gorąco,
mamik


2 czerwca
Padłam właśnie, jestem wykończona.
Aktualnie świeci słońce. W ciągu dnia  wiało mocno, lało obficie, posypało gradem, zmoczyło mnie i przemoczyło, zmarzłam. Na zewnątrz 10 'C. W domu było 15. Napaliłam więc w piecu i przynajmniej jest ciepło.
Cichcem urwałam dziś kilka listków rukoli do obiadu, była pyyyszna. Niesamowicie chce mi się warzyw i ziół świeżych.
Wyniosłam też z ogródka 5 truskaweczek, mniaaam.
Całus. Chyba pójdę spać....


3 czerwca
Ty kochasz swój staż, a ja kocham Ciebie i momenty, kiedy dzielisz się ze mną swoimi odkryciami i zachwytami.

[A'propos zachwytów - niedawno Tom wkurzał się na mnie za to, że tak zachwycam się pomidorkami, Twierdził, że go to irytuje oraz źle wpływa na rozwój krzaczków - ponoć nie wolno im mówić jakie są piękne. Ja na to odparłam, że jeśli oczekuje, żebym przestała się zachwycać, to muszę się wyprowadzić, ponieważ nie zamierzam przestać się zachwycać. Po czym tego samego dnia zadzwoniła jego mama, a ja odebrałam telefon i byłam przy ich rozmowie. Tom powiedział mamie o moich zachwytach i swojej dezaprobacie. I wiesz co mama na to? Mama powiedziała, że należy się zachwycać i rozmawiać z roślinkami! Heh! Powiedziałam jej, że ją uwielbiam. A Tom przestał się na mnie wkurzać.
Zabawne było dla mnie obserwować, kiedy przed samym wyjazdem uciął bukiet peonii i wkładając je do samochodu, wąchał je z zachwytem. Na co Ona poganiając go rzekła - już się tak nie zachwycaj. A on - no co, sam je zerwałem i nawet pozachwycać się nie mogę?? :-))  ]

Przejrzałam stronę magazynu slow life.
Zapowiada się ciekawie. Nawet pomyślałam sobie, że mogłabym pisać dla nich felietony "Mieszczka na farmie" ;-). Tylko nie wiem kiedy...
Natomiast najnowszym numerem na stronie jest wydanie luty/marzec... czyżby gdzieś przepadli?
Miałaś może w ręku ich papierowe wydanie?
Chętnie przejrzałabym.


9 czerwca
Bardzo potrzebowałam, żeby ktoś mnie przytulił i pocałował... nawet sobie nie zdawałam sprawy jak bardzo, dopóki nie wzruszyłam się i popłakałam po przeczytaniu twojego listu, łącznie z zakończeniem. Niesamowite, że dwa proste, szczere słowa mogą tak wiele zdziałać. Dziękuję Ci za nie.

Bardzo, bardzo ucieszył mnie twój długi list. Naprawdę cieszę się, że tak dokładnie opisałaś co u Ciebie i chciałaś się podzielić.

Trzymam kciuki za egzamin - dasz radę!

Wielkie, ogromne dzięki za porady odnośnie mojego pisalnictwa. Wszystkie trafne i przydatne. Myślałam już o Vege Viva! kiedy mailowałam z Evergreenem. Ktoś kiedyś powiedział mi po lekturze moich listów, że powinnam pisać bloga i też mi to przelatywało przez głowę. Chyba zwyczajnie boję się nieznanego, trochę tak jak z allegro... najtrudniej postawić pierwszy krok. Twoja zachęta jest dla mnie niezwykle ważna. Potrzebowałam usłyszeć od ciebie to, co w sumie wiem. Tyle, że jeszcze w siebie nie wierzę w tym względzie. Czuję gdzieś wewnętrznie potrzebę, czuję że mogłabym i chcę, boję się zacząć, boję się  może trochę odbioru, pewnie chciałabym, żeby ktoś pomógł mi uruchomić tego bloga, zaprojektować... szkoda mi czasu na czytanie o tym, jak się robi i prowadzi blogi... jakoś tak... albo głowę mam za ciężką.
Widzisz - wywołałaś falę przemyśleń, dobrze.

W sumie zastanawiam się (i uświadomiłam sobie, że już kiedyś się zastanawiałam, tak w między czasie) o czym tak naprawdę chciałabym pisać i jaki kształt, formę, przekaz miałby mieć ten blog... i wiesz, nie sądzę żebym miała pisać o ekologii czy ogrodnictwie... ja potrzebuję pisać o tym, co mi w duszy gra, przelewać swoje głębokie przemyślenia, odczucia, obserwacje, zachwyty, radości, smutki..... dokładnie tak, jak piszę w listach.
I wiesz - ja do tego dojrzewam, stopniowo. Myślę, że zbliża się ten moment, kiedy będę dokładnie wiedziała co i jak. Oby tylko wystarczyło mi odwagi (i może twojej zachęty - to niezwykle pomaga) aby w porę zacząć działać.

Na spotkaniu, o którym opowiadałam, kolega siedzący koło mnie (też wspominałam tobie o nim) przyglądał mi się bacznie, dokonując analizy mojej osoby i powiedział o mnie (m.in.) - Pani redaktor. Miałam okulary, te granatowe, może dlatego, a może nie. Kiedy to mówił nie wiedział jeszcze, że będę robić notatki ze spotkania. Później, kiedy usiadłam do notowania, odwrócił się do mnie ze słowami: - a nie mówiłem, pani redaktor.

Fajnie, że masz taką Anię, u której możesz się zacumować na dwa tygodnie...

Dziękuję za opis przebiegu sesji - rozumiem emocje, towarzyszące takim sytuacjom. Wiesz jednak, że bezcelowe jest martwienie się o to czy uda się dopiąć, czy zdążę, czy obejrzę itp. Owocniejsze jest myślenie z pełnym przekonaniem, że wszystko potoczy się jak należy, że zdążę na czas, a sprawy układają się pomyślnie.
To, że ktoś nie przyszedł czy "nawalił" jest ani dobre ani złe - zawsze prowadzi to do nowych sytuacji, które w efekcie końcowym zawsze są korzystne - kwestia sposobu postrzegania zdarzeń oraz punktu widzenia.

U mnie jak? Hmmm, różnorako.
Z gospodynią - tak, lepiej. Jednak gospodyni jest jaka jest, czyli szybko się irytuje i frustruje.
A roślinki - jemy już rzodkiewki z ogrodu, oczywiście coraz więcej truskawek, trochę podrywam rukoli i młodego szpinaku do sałatki. Kupiłam w sklepie pomidory i ogórka oraz chleb żytni i masło - już bardzo mi się chciało.
Sałatki ładnie rosną, ale jeszcze za małe do skosztowania. Buraczki botwinki maleńkie, marchewka ledwo pokazuje nać nad ziemią, takoż pietruszka. Itp. Itd. Pięknie kwitną  peonie i jaśminy - pachną przecudnie.
No i niestety - pomidorki w tunelu chorują, Dzisiaj urobiłam się jak głupi mops pieląc tam papryki i krzaczki pomidorowe, upał jak w saunie niemalże. No i dopatrzyłam się kolejnych objawów niedomagania ich. Radzimy co z tym robić. Gospodarz jutro przyjedzie, to będą podjęte decyzje. W każdym razie, aż się dzisiaj popłakałam ze zmęczenia i zmartwienia. Ale Ela doczytała, że to nie z winy niewłaściwej opieki, ale raczej z choroby znajdującej się już w nasionach... zobaczymy.

Jak to dobrze, że są e-maile i można się wirtualnie niejako spotkać i porozmawiać. Mogę sobie wyobrazić, że siedzimy razem przy czymś smakowitym i sobie rozmawiamy.
Czy możesz sobie Ty wyobrazić, czy jesteś w stanie, że dla kogoś gotowanie to strata czasu?
Bo w tym czasie można tyle rzeczy zrobić... gwoździe powbijać, grządki przepielić...

Kocham Cię mały/Duży łobuzie!
Zuch jesteś i osiągasz wszystko, co osiągnąć naprawdę chcesz. Wiem to. I Ty to wiesz.

Bardzo cieplutko przytulam, ukochuję nas obie i buziaki posyłam!
mama



10 czerwca
No tak, Pielgrzym rozgrywa się w Hiszpanii, a mi się skojarzyło z Chile, zbieżność nazw miejscowości.
Moja Ty Kochana... tak, to odrobinkę głupie i owszem, świadczy o niedoborze wdzięczności. Z drugiej strony żadne uczucia głupie nie są, zwłaszcza kiedy potrafi się je uczciwie w sobie dostrzec.
Fajnie, że natychmiast znalazłaś drugą stronę sytuacji.

Wiesz, warto odczuwać wdzięczność jak najczęściej. Dokładnie za wszystko, zwłaszcza za drobiazgi - to z nich składa się życie. Kiedy odczuwam wdzięczność i mówię sobie i Bogu/Kosmosowi/Życiu - dziękuję - to wypełnia mnie radość, prawdziwe, proste szczęście. To uczucie szczęścia w sercu i duszy bierze się właśnie z rzeczy prostych, małych, codziennych... dziękuję, że tu jestem; dziękuję za słońce, za błękit nieba, śpiew ptaków; dziękuję za wspaniałych ludzi w moim życiu; dziękuję za miskę ciepłej strawy, za wspaniałe odżywcze pożywienie i za to, że mogę sobie gotować; itp.itd. Dziękuję również za trudne sytuacje w moim życiu - one dużo uczą mnie o sobie samej i sprawiają, że się wzmacniam. 
Dziękuję też, że ktoś zechciał obdarować mnie prezentem. To miłe. W prawdzie jest on dla mnie nieprzydatny, jednak z pewnością ktoś inny chętnie z niego skorzysta. Odstąpię mu za atrakcyjną cenę, a w zamian zafunduję sobie coś, co sprawi mi radość.
Czyż brzmi to wspaniale?
Uśmiecham się szeroko na słowa o cudownym Bracie :-)
Zaskoczyłaś mnie takim konkretnym postanowieniem odnośnie jogi, a zwłaszcza pomysłem wyjazdu do Nepalu. Proszę, proszę.
Być może wspominałaś coś o jogowych planach, jednak...
Marzenia są po to, żeby je spełniać. Skoro masz takie postanowienie w sobie, to wystarczy je krok po kroku realizować.

Ciekawe jest to, że ja rozmawiałam z Nepalczykiem i w jego sklepie usłyszałam, że powinnam jechać do Nepalu. W moim śnie byłam natomiast w Indiach, a w innym pojawił się wyraziście hinduski Mistrz. Przeczucia mówią mi jednak, że w tym życiu tam raczej nie pojadę, więc może Ty...
Brat podpowiada sensownie. Twoja intuicja jeszcze bardziej. Masz rację - trzeba zachować ostrożność, pójść wpierw do dobrego nauczyciela, powiedzieć o swoich dolegliwościach, dowiedzieć się na co powinnaś zwracać uwagę, jak układać ciało i czy w ogóle joga jest dla Ciebie odpowiednia - nie wszyscy mogą ją praktykować.
Mata jest niezbędna. Dobra mata eliminuje poślizg i nogi podczas ćwiczeń nie rozjeżdżają się, warto więc kupić odpowiednią zamiast najtańszą. Dbaj o swoje kolana i o skórę również, jeszcze przydadzą ci się.
Kocham i przytulam,
mama


12 czerwca
Ja też chcę! ja też chcę! Zrób dla mnie! Nie mam bananów, nie mam pomarańczy, nie mam blendera...
mam truskawki i sojowe/ryżowe mleko... i duuuuużo mięty świeżej :-)
A rysunek też twój?
Dzisiaj jadłam truskawki prosto z krzaczków. Mniaaaam. Wreszcie są dojrzałe naprawdę, słodkie, duże i czerwoniutkie.


13 czerwca
Brawa za rysunek!
No tak - cudze chwalicie, swego nie doceniacie.
Przyznam - zajefajnie jest móc jeść truskawki prosto z krzaczka.
Wczoraj pomiędzy pieleniami zajadaliśmy się nimi. I dobrze, ponieważ dzisiaj pada i pada od 2.30 nad ranem. Pogoda barowa. Zatem popijam kawkę z mlekiem sojowym. Kawka jest z cykorii, zakupiona w Evergreen. Polecam - ugotowana w tygielku na wywarze z cynamonu i kardamonu (plus dzisiaj świeży imbir) smakuje jak prawdziwa kawa.
No to - aromatycznego dnia :-)


13 czerwca
Jesteś dzielna.
Przestało padać, nawet trochę słonko wyłoniło swe oblicze zza chmur.
Byłam w ogrodzie, pojadłam truskawek prosto z krzaczków, obmytych świeżym deszczem. Narwałam rukoli do obiadu - rukoli są conajmniej trzy rodzaje, o tylu wiem. U nas rośnie taka o miękkich, szerokich liściach, nieco łagodniejszym smaku. Jest pyszna i lubię ją blanszowaną w potrawie.

Jeden z krzaczków pomidorowych położył się na ziemi pod naporem deszczu i ciężarem owoców. Czym prędzej wzięłam z domu sznurek i kozik do przycięcia. Odmierzyłam właściwą długość sznurka i podwiązałam biedaka do kijka, przy którym rośnie. Przy okazji kilku pozostałym krzaczkom dodałam po sznureczku i podwiązałam je do kijków na wyższych wysokościach, żeby gałązki miały mocniejsze wsparcie i aby uniknąć ich upadku na glebę.
Właśnie zjadłam pyszny obiad. Życie jest doprawdy piękne, a Piękno zawiera się w najprostszych rzeczach.

Upichciłam aromatyczny (a jakże!) brązowy ryż, a do niego sos na bazie luitenicy.
Luitenicę wzbogaciłam oliwą, kurkumą, kuminem, świeżym imbirem oraz świeżutką rukolą. Proste, kolorowe, smaczne, aromatyczne, zdrowe. Jadłam słuchając muzyki, czasem zagadując z Tomem. Było spokojnie w domu. 
Ja chwilę odsapuję po jedzonku, pozmywam naczynia i ząbki i pójdę podwiązać pozostałe krzaczki. Może jeszcze najpierw napiję się jaśminowej herbaty. [za domem jaśminy w pełni rozkwitu pachną namiętnie]
Buziaczki :-)


13 czerwca
No tak - ja piszę do ciebie o swoim obiedzie, a ty w tym czasie piszesz do mnie o swoim :-)))
Bardzo apetycznie to wygląda i pewna jestem, że wspaniale smakuje.
U nas dynie, cukinie i papryka będą jak wyrosną, czyli raczej późnym latem i wczesną jesienią.
Mleczka kokosowego też nie mam. Ale mam pyszne tofu - zapomniałam chyba wspomnieć, że do swojego dania dodałam pyszne naturalne tofu.
Warzywa po tajsku - brzmi absolutnie fenomenalnie.
Smacznego!

15 czerwca
Arbuz jest malusi, uroczy i smakowity,  a talerzyk hand made jak widzę, również uroczy.
Wiesz, Ty też ładnie piszesz...
Czytam po stroniczce książkę pełną słońca, smaków i zapachów - "Tysiąc dni w Toskanii - Życie pachnące rozmarynem" Marleny de Blasi. Jednak dzisiaj wyjęłam na podorędzie Kena Wilbera "Krótką historię wszystkiego" i do niej się przymierzałam przed południem. Ponieważ jednak lepiej przyswajam słowo mówione połączone z pisanym/czytanym, to energia poprowadziła mnie do wykładu wideo Gregga Bradena. Później przeczytałam kawałek Wilbera, zagłębiłam się w efekcie w rozmyślaniach i przemyśleniach i w końcu zgłodniałam.
Postanowiłam, że dzisiaj na obiad zjem makaron. Poszłam zatem do ogródka, narwałam liści szpinaku i rukoli oraz wyrwałam młodą sałatę. Chwyciłam jeszcze wyrośniętą białą rzodkiew, ale to już na kolację do chleba. Właśnie, za chwilę idę do sklepiku po sąsiedzku odebrać chleb. A do makaronu udusiłam na oleju, przyprawach, świeżym imbirze i mleku sojowym tenże szpinak z dodatkiem rukoli i urwanych w międzyczasie kilku gałązek naci selerów. Resztę rukoli zmieszałam z dokładnie umytymi liśćmi sałaty, polałam oliwą i skropiłam odrobiną octu winnego różowego. No pycha, mniam mniam. Życie jest piękne i pachnie aromatycznie.
Co do smoothie - okazało się, że w domu owszem jest ręczny blender.
Swoboda, swoboda! To życia uroda! Jak dobrze poczuć wolność, poczuć się wolnym i wiatr w żaglach mieć :-)
No to - całus!


16 czerwca
Pięknie! :-)
Bardzo dziękuję.
A ja właśnie na chwilę usiadłam, aby odsapnąć i napić się.
Mój laptop stacjonuje na kuchennej wersalce, ponieważ tutaj internet odbiera zdecydowanie lepiej i częściej niż w mojej sypialni.
Dzisiejszy dzień, jak do tej pory, przyniósł zapach pomidorowych liści,
aromat i smak truskawek oraz daktyli, w towarzystwie jaśminowej herbaty,
zapachniał również drewnem i świeżością mydlin w pełnym słońcu,
obdarzył ruchem oraz głębokim otwarciem serca wśród zieleni,
dał poczuć trawę pod stopami,
pozwolił być w czasie i poza nim,
miał kolor peonii w rozkwicie i różnobarwnych szmatek na sznurku do bielizny.
Lato na wsi, w wydaniu poza pieleniowo-sadzeniowym i we własnym towarzystwie, z wyjątkiem wizyty panów z belami drewna.
Czy mówiłam, że Cię kocham?



18 lipca
Dziękuję.
Obejrzałam, posłuchałam, ciekawe.
Jednakże równowaga kwasowo-zasadowa to nie wszystko. Ważne jest bardzo zadbanie o nasze ogrzewacze, o żołądek, śledzionę, trzustkę, wątrobę... a one lubią gotowane ciepłe, rozgrzewające.
Tutaj wiedza przekazywana przez tego chłopaka ma również zastosowanie, np. zakwaszające i zaśluzowujące działanie pasteryzowanego nabiału i mięsa, równocześnie wychładzające i osłabiające te organy. Jak fajnie, że miałam sposobność jeść sery kozie, zrobione ze świeżego mleka.

Ostatnio przyszłam głodna z ogrodu i rzuciłam się na surowe marcheweczki ,świeżo wyrwane,
i chlebek z masłem i kolendrą. Nie wyszło mi to na dobre. Przede wszystkim te surowe marchewki. Natomiast gotowane jak najbardziej. Poczułam, że słowa dr Tenzina "gotowane, ciepłe" są wciąż aktualne dla mnie i dla mojego systemu trawiennego, który jest wrażliwy i delikatny. Część warzyw czy owoców przyswajam w wersji surowej, np. ogórki gruntowe, sałatę masłową z oliwą, borówki amerykańskie. Jednak przede wszystkim potrzebuję ciepłego gotowanego pożywienia, najlepiej warzyw.
No i tak potwierdza się zasada, którą obie znamy - słuchać swojego organizmu i dawać mu to, co dla niego dobre, co mu służy. A niezależnie od tej zasady czasem ulegamy zachciankom podniebienia i łakomstwu, bo dzięki temu życie jest smakowitsze, ciekawsze i piękniejsze :-).
Wiemy, że kawa i cukier zakwaszają, a jednak kuszą nas, bo jak tu odmówić sobie pysznego gluten free ciastka made by Julia!
Jeszcze raz dzięki za linka - dobrze posłuchać i wiedzieć. A w życiu być elastycznym i życiem się cieszyć, nie stawać się niewolnikiem własnego brzucha, jak kiedyś słusznie powiedział mi Jarek.

CAŁUSY!!!!!!!!!!!

Jutro nów księżyca.


23 lipca
A jak u mnie? W porządku. W piątek i w sobotę zasiewałam wieści wśród ludzi oraz cieszyłam się wolnością na polach - co widziałaś na zdjęciach. Równolegle trudno mi było uwolnić się od wewnętrznego napięcia, wynikającego z oczekiwania na przyjazd Toma. Początkowo miał być w piątek pod wieczór. Nie dał znać w międzyczasie kiedy będzie, więc przez całą sobotę wypatrywałam go siłą rzeczy, choćby podświadomie, takoż w niedzielę. W końcu przyjechał wczoraj około 19ej.
Wczoraj postanowiłam porobić trochę w ogrodzie, sama z siebie. Wypieliłam fasole - są już do zbioru szparagowe żółte i fioletowe! - i trochę buraczki, podlałam pomidory w tunelu.
Szczęśliwie Tom przyjechał bez obciążeń (widocznych) czwartkową wymianą zdań i jest miło. Nawet mnie wczoraj poczęstował czekoladkami.
I tak. cieszę się miejscem, w którym jestem, zielenią dookoła, motylkami, śpiewem ptaków, kolorami, zapachami.

Wczoraj podczas pielenia tak mi pachniały zioła.... ale z ogrodu wygoniły mnie w końcu nachalne roje komarów.
Cieszę się smakowaniem kolendry prosto z zagonu, takoż ostatkiem rukoli czy innych płodów ogrodowych.

Dzisiaj rano wyszłam przed dom z kubkiem naparu z pokrzywy. Stanęłam sobie na słoneczku i popijałam grzejąc ciało. Potem poszłam na trawę, jeszcze mokrą od rosy i przyglądałam się motylom, fruwającym z kwiatu na kwiat. Patrzyłam jak popijają poranny nektar, po czym wzlatują by szukać kolejnego kielicha. A kiedy w powietrzu spotkają się dwa motylki, wykonują swoisty taniec, wirując przez chwilę wokół siebie, jakby się witały ze sobą. To radosny widok, twarz patrzącego sama się uśmiecha i promienieje szczęściem obserwowania i widzenia Piękna prostych rzeczy - kwintesencji Życia.

Cieszę się tym, co jest teraz. I ufam - i taką wzmacniam w sobie wizję oraz odczuwanie - że będzie coraz lepiej i tylko lepiej. Wszystko układa się dokładnie tak, jak trzeba.

Wspaniałego dnia dla Ciebie.


25 lipca
Ech ty głosie rozsądku... czego jak czego, ale  rozsądku mam z urodzenia w nadmiarze. Właściwie - mamy.

Żeby ktoś chciał coś przeczytać i wydać, to wpierw musi powstać owo coś.

 "A pisać możesz i teraz już, każdy skrawek tekstu, uchwyconego w słowa wrażenia, refleksji czy spostrzeżenia może złożyć się na przyszłą publikację. Obserwuj, pisz, zbieraj ;)" - no i widzisz mój głosie mądry, takoż właśnie czynię nawet od lat kilku.

A dzisiaj cuda się działy w ogrodzie Artemidy...

Dzisiaj przerwałam na chwilę pielenie, by podnieść w górę głowę i rozejrzeć się wokół, popatrzeć na świat a nie tylko w dół, w glebę, szukając kolejnych roślinek, zwanych chwastami do wyrwania. Popatrzyłam na sterczące w górę niczym wachlarze, soczysto zielone liście cukinii i poczułam ogromną wdzięczność. Dziękowałam w duchu za to miejsce i moją w nim obecność, za te wszystkie cuda wokoło. I spotkała mnie wielka radość. Do ogrodu przyleciał przepiękny motyl. Duży, ze wspaniałymi skrzydłami, o kremowym ubarwieniu, z ciemnym szlaczkiem na brzegach, fioletem i pomarańczowymi groszkami u dołu. Latał po całym ogrodzie, przyleciał do mnie, zatrzymywał się tylko na chwilkę na jakiejś roślince, wciąż szybko machając skrzydełkami. Z zachwytem przyglądałam mu się, chodziłam za nim między grządkami. Pozwolił zaledwie kilka razy nieco lepiej mu się przyjrzeć, gdy na moment zatrzymał ruch skrzydełek. Pierwszy raz widziałam w naturze tak piękny okaz. Przepełniało mnie szczęście i wielka radość obcowania z tym cudem. Ze wzruszenia miałam mokre oczy, a buzia śmiała mi się szeroko. To był Paź Królowej.


25 lipca
Hahahaha.... no to zostałam królową. Ogrodowo-grządkową. hehehe...

Nie pamiętam, czy wczoraj dzieliłam się z tobą kolejnym ogrodowym moim zdarzeniem...

No to wkleję z moich notatek:

Dziś rano w ogrodzie przywitał mnie piękny kolorowy motyl.
Rusałka pawik tuż obok mnie usiadła na kwiecie margerytki.
Dość długo pozwoliła się obserwować. Podziwiałam jej barwne skrzydełka z pawimi oczkami. Przyglądałam się jak spijała nektar z kwietnego kielicha, zatapiając swój pręcik raz płyciej, raz głębiej, wyciągając słodycz z samego dna. Piękny widok. Na myśl przyniósł skojarzenie z mężczyzną, zatapiającym się w kobiecie.


31 lipca
Bardzo dziękuję za ten opis. Przez chwilę byłam z wami na tej podłodze i czułam się szczęśliwa :-).
Cieszę się z twoich radości.

U mnie jedno wielkie nic.
Cisza.





ROK 2013


21 kwietnia
Czasami opadają mi ręce i już czuję jaka głupia jestem i jak bardzo wiem, że nie wiem nic.
Nie wiem co mam ci zrobić, żebyś wreszcie przestała podważać samą siebie i przestała wierzyć w bzdury, które wbiłaś sobie do głowy i wciąż je powtarzasz.
Mantry mają wielką moc, a głównie ich ciągłe powtarzanie.
Gdybyś tak zechciała zmienić swoje mantry, prawdopodobnie twoje życie odmieniłoby się o 180’.

W takich sytuacjach w mojej pamięci pojawia się sytuacja z bodajże 2010 roku, kiedy poszłaś na spotkanie z Ewą, u niej w pracy. I nigdy nie zapomnę pod jakim wrażeniem Ciebie była Ewa. Pod wrażeniem tego, jak sobie poradziłaś w całkiem nowej, niespodziewanej sytuacji. Była zachwycona i bardzo Ciebie chwaliła. Z tego co o Tobie wówczas mówiła jasno wynikało, że jest doskonale świadoma twojej wyjątkowości i wartości, jakie sobą reprezentujesz, twojego osobistego poziomu – kultury, rozgarnięcia, elokwencji, prezencji… i ona, tak jak i ja, doskonale wie, że takich osób jak TY jest niewiele i są na wagę złota.
Pamiętam również doskonale i zawsze kiedy o tym myślę odczuwam smutek, jak ty reagowałaś, kiedy przywoływałam to wydarzenie, aby wykazać tobie samej, jaka jest rzeczywistość i że ona przeczy twoim własnym tezom na temat, jaka jesteś. Ty wciąż zaprzeczałaś i twierdziłaś, że ty wcale taka nie jesteś jak Ewa opowiadała itp.
A ja mam swoją teorię na ten temat i wybacz, ale choć masz prawo do własnej, to bez dyskusji i żadnych wątpliwości, to moja jest prawdziwa.
Otóż tamta sytuacja jasno wykazała, że kiedy jesteś rzucona na głęboką wodę, kiedy nie masz czasu rozmyślać, zastanawiać się czy się nadajesz, czy podołasz, jaka jesteś, czy cię zaakceptują czy nie i tak dalej, czyli kiedy po prostu działasz, reagujesz tu i teraz na sytuację, wydarzenia, wchodzisz w interakcję, to jesteś doskonała! DOSKONALE POTRAFISZ ODNALEŹĆ SIĘ i ŚWIETNIE SIĘ ZAPREZENTOWAĆ! I to jest FAKT!
Tak jak faktem są twoje wyniki na uczelni i zasłużone stypendium.
I błagam cię, przestań to podważać, a zamiast tego dostrzeż wreszcie jasno SWOJĄ WARTOŚĆ. Po prostu przestań tyle rozkminiać i rozmyślać, zacznij działać, dla odmiany – tak po prostu. Przestań zastanawiać się co myślą inni, to nie twoja sprawa!
Skup się na tym, co dla ciebie jest ważne, czego ty chcesz od życia i to rób.
Przestań komplikować, postaw na prostotę.
Może dla odmiany, zamiast budować zapory i góry lodowe, zacznij wszystko spłaszczać.

Kobieto moja kochana!
Kocham ciebie i uwierz, że poryczałam się czytając twój list.
Dlaczego? Ponieważ większość doskonale znam z własnego doświadczenia. Wiele twoich dylematów było moimi, albo jeszcze jest.
Ja także chciałabym mieć przyjaciółkę i grono przyjaciół, znajomych o wspólnych zainteresowaniach i wyznawanych wartościach, z którymi mogłabym się spotykać, rozmawiać, omawiać, wymieniać, tworzyć. Czasem zastanawiam się czy to dobrze, że traktuję cię bardziej jak przyjaciółkę, niż jak córkę, czy to aby dla ciebie jest dobre? I NIE wiem. Myślałam też, że właśnie dlatego, że nie mam osoby, której mogłabym przekazywać swoje fascynacje i odkrycia i przemyślenia, przelewam to na ciebie. A Ty prawdopodobnie nie jesteś na to gotowa – to raz. Dwa – Ty masz inne priorytety, inne zadanie.
Jaka durna byłam zalewając cię tyloma informacjami, linkami, filmami kompletnie nie zastanawiając się nad tym, że ty masz skupić się na pisaniu pracy, a ja ci w tym przeszkadzam.
No durna jestem, egocentryczna wciąż strasznie, to przykre i bardzo ciebie przepraszam za moją głupotę. Zastanawiam się, czy ja to w ogóle zmienię do końca.
Tak czy inaczej moja konkluzja jest dokładnie taka jak twoja!
„Pojawiła mi się myśl, że może to dlatego, że mam się nauczyć wierzyć we własne osądy i sobie ufać. Jednak jest to bardzo trudne,”
TAK!TAK!TAK! Dokładnie TAK! Jesteś bardzo mądrą kobietą, która  pozwoliła by cudzy głupi osąd zadomowił się w jej głowie! Te wszystkie osądy na swój temat jakie masz, te autokrytyki w ogóle nie są twoje! Ktoś wszczepił ci taki program myślowy, a ty się nim zachłannie karmisz na własną zgubę. Więc przestań, wykasuj go wreszcie i zobacz, że twoje własne pomysły, myśli, spostrzeżenia, działania są mądre i wartościowe. Każdy popełnia błędy, a czasem głupoty, to normalne. Każdy czasem się potyka, aby móc się podnieść, czasem ocknąć i pójść dalej.

Tak, to bywa trudne.
Tak, to jest do zrobienia.
Tak, da się przejść przez te trudne sytuacje, da się przezwyciężyć wewnętrzny opór. Bądź świadoma swojego wewnętrznego oporu, bo jest on silny. Ale dasz radę go zniwelować. Po prostu przestań stawiać opór.
Naucz się puszczać.

Tak, masz się nauczyć wierzyć we własne odczucia i ufać sobie, ufać że ty wiesz co dla ciebie jest dobre, nawet jeśli czasem okaże się, że się myliłaś, to po to, żebyś się czegoś nauczyła i wyciągnęła wnioski.
Masz ugruntować się w sobie.

Tak, ja też to przerabiam!
Julia! Ja też chcę mieć przyjaciół, choć jestem też samotnikiem.
Ale wiem, że wszystko we właściwym czasie.
Rzeczy pojawiają się, kiedy jestem na to gotowa.
I wiesz co? Ja wiem, że tak będzie.
Trzeba też nauczyć się żyć samej, żeby umieć harmonijnie żyć z innymi, żeby tworzyć zdrowe relacje.

WIEM, ŻE SIĘ BOISZ. WIEM. Ten strach jest wszechobecny i paraliżuje mnóstwo ludzi. Julia, musisz spojrzeć swojemu strachowi prosto w oczy, rozumiesz? Musisz wyjść poza ten strach, musisz go okiełznać. Strach ma TYLKO wielkie oczy, a w środku siedzi potrzeba miłości i akceptacji.
Wiem, naprawdę wiem, że jest tobie trudno, zdaję sobie sprawę. Wiem też, że musisz się przemóc a właściwie to uwierzyć, uwierzyć w siebie i że dasz radę. To TY masz w to wierzyć.

Reakcja kasjera w Biedronce nie powinna dziwić – jest dostrojony do systemu, w którym tkwi. Wiesz, możesz sobie odpowiedzieć na pytanie: czy ja też chcę tkwić w tym systemie?
Jeśli tak, proszę bardzo, możesz.
A jeśli nie – zwyczajnie RÓB SWOJE.
Dodatkowo możesz edukować innych, wyjaśnić grzecznie, że masz zwyczaj nosić ze sobą torebki wielokrotnego użycia, aby zmniejszyć ilość śmieci. Krótko, bez wielkich mądrości. To tak samo, jak nabranie zwyczaju pytania w knajpach o kawę z mlekiem sojowym – kiedyś nie było, teraz jest. Ja zamierzam pytać o mleko ryżowe.
Kiedyś ludzie robili u nas wielkie oczy na pytanie o produkty eko-bio! A teraz powoli staje się to normą. Więc zauważ, że nie tylko ty jesteś z innego świata, to dotyczy wielu dziedzin życia. Wszędzie są nisze i są w nich ludzie, wyznający niepopularne poglądy.

Nie prawda, że zatrzymałaś się na poziomie z liceum.
Przynajmniej nie z mego punktu widzenia.
Bardzo się zmieniłaś i bardzo wiele zmieniło się w twoim życiu. Jesteś całkiem inną osobą. Podjęłaś bardzo ważne decyzje. Poczynając od drobiazgów (pozornie) jak kolor włosów, a na zmianie światopoglądu skończywszy. Przejście na wegetarianizm, świadomość eko, własna decyzja o zmianie nazwiska! Wybór szkoły, skończenie jej, wybór uczelni, poznawanie różnych ludzi, selekcja wśród znajomych – coraz większa świadomość z kim chcesz naprawdę przebywać.

Przydałoby się docenić takie wydarzenia (i mają one spore znaczenie!) jak zaplanowanie samodzielnej podróży do innego miasta, pojechanie, zwiedzanie, nocowanie (w obcym miejscu! Z obcymi ludźmi! Aaaaaa mogli mnie zjeść!), pogadanie z panią w kawiarni – nawiązanie kontaktów międzyludzkich! Rety! Kobieto! I Ty nie umiesz sobie radzić!!! WAKE UP! Może Ty masz właśnie podróżować po świecie?!

„Poza tym, jak spojrzeć na mnie z boku, to w swoim codziennym życiu jestem żałosną istotą. Nie myślę, nie rozwijam się, karmię się idiotycznymi internetami, od których jestem uzależniona. Nie wiem, co mnie pasjonuje, a jeśli gdzieś tam wiem, to tego nie robię. Jestem samotną, głupią istotą, spędzającą cały dzień przed monitorem. Mam za mało odwagi, przekonania i zdecydowania, żeby to zmienić, więc pozwalam, żeby ten stan trwał i mnie zamęczał.” – tak, to jest żałosne. I właśnie zastanawiam się, jak wielu ludzi to dotyczy i w jakiej części mnie samej…
Wiesz co, każdy odpowiada za siebie i skoro ma świadomość tego stanu opisanego powyżej (no bo niektórzy nie mają, ale ty masz) to ma pełne prawo decydować o sobie i swoim życiu – jak chce w tym tkwić, proszę bardzo. Jak nie – może to zmienić. Jak trudno mu samemu, może poprosić o pomoc albo dołączyć do innych, którzy też mają takie problemy, ale organizują się i wspierają.
Głupia jestem i nic nie wiem.






30 maja -  Julia napisała do mnie
Narysowałam Ci obrazek, na którym się uśmiechasz, żebyś się uśmiechała. Dookoła masz bąbelki z brokułem, serduchem, słoikiem i kluczem, który może symbolizować wiedzę, rozwiązanie, odkrywanie, ale też wszystko inne, z czym Ci się skojarzy. Jeden jest pusty, żebyś mogła tam wstawić to, co potrzebujesz albo co Cię w danej chwili uradowało.
Tulam i uśmiecham.




1 czerwca - Julia napisała do mnie
Morze, słońce, wiklinowy fotel w ogrodzie, pomidory, oliwki, oliwa z oliwek, sycylijskie pomarańcze. Leniwe popołudnie, romantyczny spacer. Wszystko w jednym utworze.

http://www.stereomood.com/song/75832


2 czerwca -  Ja do Julii
Słucham na dobranoc, chyba już czwarty raz. To naprawdę dobrze rozmiękcza ciało i zmysły, idealny utwór na dziś. Dziękuję.
I za obrazek z brokułkiem, spirulinką, sercem pełnym uczuć... dziękuję.
Jesteś baaardzo kochana, bardzo. Naprawdę dużo dla mnie robisz. Bardzo, bardzo, bardzo ci dziękuję za każdy gest, za każdy kawałek który mi przynosisz, za kaszkę, za marchewkę, za chusteczki, za batonik, za uśmiech, za przytulenie, za zorganizowanie dnia matki z dziećmi, za - za - za...
Za kawkę w kafejce, za babeczki w babce-ciuciu, za herbatkę w herbaciarni, za tyle innych niespodzianek... Boże mój, ile ty dla mnie robisz, aż mi trudno to ogarnąć. I jeszcze znosisz moje trudy, boleści i takie tam różne dziwadła, na przykład moje gadanie gadatliwe nie-reformowalne.

Wiem, że przeżywasz w sobie moje dolegliwości, zapaści, niebezpiecznie ostre zakręty życiowe. Wiem, że to ciebie dotyka, że się martwisz, niepokoisz, a masz sporo własnych powodów do trzymania się dzielnie. Ja czasami tylko mam prześwity świadomości, w czym (oczywiście na własne życzenie) tkwisz (ale może, wbrew pozorom, nie bardzo są inne konkretne, praktycznie do wykorzystania opcje... któż to wie? Tylko Architekt. Widać masz przez to przejść - się pomądrzyłam na marginesie, no bo jakże by inaczej...). W każdym razie - masz dość własnych trudności do przejścia, a tu jeszcze taka rodzicielka się trafiła, co jej się życie (na jej własne życzenie ofkors) wymknęło spod kontroli (no bo o to właśnie chodziło, co by przestać wreszcie kontrolować) i walić się zaczęły schematy, podpory, konstrukcje (no i generalnie dobrze), tyle że oczywistym efektem jest fakt, że trudno sobie z tym wszystkim naraz poradzić. A tu jeszcze wokół nas tyle dzieje się zmian, nawet nie jesteśmy w pełni świadomi jak wielkie to zmiany i jak mocno na nas wpływają - zmiany świadomości, zmiany częstotliwości... nasze ciała chyba zwyczajnie ciężko to wytrzymują i czasem nie nadążają.

Obie z Dagą doświadczacie przyspieszonego dojrzewania i dorastania, i wiele innych osób również.
Kocham was i jestem szczęśliwa że jesteście, że mamy siebie nawzajem. Tak bardzo chciałabym móc uchronić was przed cierpieniem, bólem i - jak w mojej wizji sprzed kilku lat - schować was i siebie w małym pudełku, gdzieś pod ziemią, aby przetrwać najtrudniejszy czas i wyjść, kiedy stanie się bezpiecznie. Moje serce chciałoby uchronić jak najwięcej osób, ono już dawno wiedziało, że będzie ciężko, że wielu będzie potrzebować ochrony, schronienia. A kilka lat później to ja sama poszukiwałam schronienia, bezdomna istota szukająca dachu nad głową… Widzisz, jak to się losy układają...

Z jednej strony jestem wdzięczna za twoje zaangażowanie i pomoc, z drugiej jest mi ciężko z tym, że postawiłam cię w takiej sytuacji, bo wiem że bardzo to przeżywałaś... Nie jest lekko być bezdomnym psem. Podziwiam tych, którzy potrafią zrobić z tego przygodę.

Julio, tak naprawdę to chyba zwyczajnie chcę powiedzieć, że bardzo cię kocham oraz że jesteś naprawdę wspaniałą Istotą, masz w sobie całe bogactwo dobra i wiele wspaniałych wartości, masz dobre serce, dużo wrażliwości. Nie wiem co mam więcej powiedzieć. Chcę, żebyś była szczęśliwa, tak naprawdę szczęśliwa, żebyś czuła szczęście w umyśle, w duszy, w sercu, żeby życie niosło cię lekko zamiast przygniatać. Ja dzisiaj czuję się przygnieciona, może dlatego tak mi się zebrało... ale wiem, że to minie, wiem że minie i znów poczuję się lekko i radośnie. I tobie tego życzę - czuj się lekko i radośnie każdego dnia. Niech życie stawia na twej drodze życzliwych, przyjaznych i pomocnych ludzi, niech sprzyjające okoliczności znajdują cię we właściwym momencie, niech wszechświat w którym żyjesz sprzyja twoim działaniom, marzeniom, obdarzając cię obfitością, harmonią i miłością. Kochasz życie, a życie kocha ciebie. Ufasz życiu, a życie dba o ciebie :-)



10 sierpnia
Julietta,
widziałaś co SECRET LIFE dziś oferuje? Czym kusi łakomych wegan i bezglutenowców???
Wegańskie praliny i szarlotka!!!

Odpowiedź Julii
Mamiiiii, opanuj się troszeczkę, proszę Cię

Ponownie ja do Julii
Tak, oczywiście. Tak.
Nie, wcale że nie. Nie chcę się opanować.
Wcale nie mam aż takiej potrzeby łasuchowania, ale mam potrzebę tworzenia sobie atmosfery, wizji i namacalnego środowiska bycia z ludźmi i wśród ludzi, doświadczających obfitości, dostatku, radości, jasności, potrzebuję uwierzyć, że na to zasługuję, że to jest także dla mnie, że mogę się tym cieszyć, że będę jeszcze żyć tak, jak żyć chcę. Tego potrzebuję ponad wszystko, aby móc utrzymać się na powierzchni. Bo oczywiście mogę też zlecieć pod powierzchnię, ale wcale tam być nie chcę. Jestem latawcem, który potrzebuje szybować w górę, w górę, w górę, być unoszonym lekkim orzeźwiającym powietrznym prądem, ku jasności, ku przestrzeni, ku wolności... taka jestem

Odpowiedź Julii
Wiesz, że zasługujesz na życie w obfitości. Wiesz to. Nie potrzebujesz tego sobie udowadniać w ten sposób. Przestań żyć w świecie iluzji. Zacznij żyć w rzeczywistości, w jakiej się znalazłaś, a którą cały czas negujesz. Jest jak jest, buduj światło w sobie, buduj szczęście w sobie, a nie w oparciu o iluzoryczne bodźce zewnętrzne. Tylko tak doświadczysz prawdy, tylko tak doświadczysz tego prawdziwego szczęścia. Jesteś zagubiona i nieszczęśliwa i próbujesz zakopać te uczucia pod dywan. Widzisz to?

Nie jesteś żadnym latawcem, który zdany jest na wiatr i leci, gdzie mu każą. Jesteś skałą, górą, korzeniem drzew, silnym, mocnym, stabilnym! GÓRĄ, SKAŁĄ KORZENIEM! Jesteś wiatrem, który miękko leci przez świat, ale ma siłę. Latawce się łamią, latawce grzęzną w gałęziach, latawce zrywają się ze sznurka. Ty jesteś ziemią, Ty jesteś wiatrem, Ty jesteś drzewem.

I nie potrzebujesz budować poczucia bezpieczeństwa na lichej podstawie zewnętrznych bodźców. Masz tę obfitość. Masz ją!

Tulam Cię.

Ponownie ja do Julii
To nie tak.
Tak naprawdę jestem Wiatrem. Jestem też Ziemią i Powietrzem.
Latawiec jest manifestacją, materializacją, aby móc zobaczyć wiatr.
Wiatr potrzebuje przestrzeni i wolności. Ziemia ugruntowuje.

Pomiędzy wiedzą, a praktyką jest przepaść.

Wiem, że zasługuję na obfitość, szczęście i miłość, jednak z pewnych powodów głęboko w sobie nie wierzę w to. Podważam własne szczęście, uważając że nie zasługuję na nie.
Właściwe pytanie brzmi: Dlaczego tak się dzieje? Skąd to się bierze?

I dziś właśnie znów widzę wyraźniej te przyczyny, z którymi tak długo nie potrafię się uporać.
Bo wcale nie chodzi o życie w rzeczywistości, w jakiej się znalazłam - ta rzeczywistość jest i tak, ale jest tymczasowa, chwilowa - chodzi o dostrzeżenie źródła problemu, o zrozumienie przyczyny i uwolnienie jej, teraz jest na to właściwy czas, jeśli go wykorzystam latawiec uniesie mnie ku wolności. Wiem to.
Wewnątrz siebie i w swojej podświadomości wciąż tkwię w głęboko zakorzenionym poczuciu winy i przekonaniu, że nie zasługuję na miłość, na szczęście, na dostatek. I dziś widzę, jak źródłem tych przekonań są zachowania moich rodziców. Od nich wzięłam niedostatek miłości i to, że na miłość trzeba sobie zasłużyć. Od nich dostałam program, że trzeba ciężko pracować, bo tylko CIĘŻKA praca da efekty, również finansowe, więc jeśli coś przychodzi ci lekko, to nie może dać ci obfitości. Od ojca wzięłam poczucie winy, że w krótkim czasie zarobiłam spore pieniądze, a on przez całe swoje życie zawodowe, jak twierdził, nie był w stanie tyle zarobić, w co akurat wątpię, ale to nie istotne.
To wszystko wciąż we mnie tkwi. To jest korzeń we mnie, korzeń do wyrwania.
Ja nie jestem ani korzeniem, ani skałą. Skałą byłam i już być nie chcę.

Jestem lekkością, jestem DUCHEM, jestem Świadomością.

Rzeczywistość, w jakiej się znalazłam, to właśnie jest świat iluzji, Julio.
To jest zewnętrzna rzeczywistość i to jest iluzja. To wszystko, co na zewnątrz jest tymczasowe, chwilowe i bardzo zmienne. Oraz potwornie iluzoryczne.

Jedyną prawdziwą rzeczywistością jest to, co wewnątrz.
Prawdziwy wpływ mam na to, co dzieje się wewnątrz mnie.
Wewnątrz siebie, w swojej Świadomości, w swoim umyśle mogę dokonywać prawdziwych zmian.
Wszystko inne to narzędzia.

Prawdziwe szczęście znajduję wewnątrz siebie, absolutnie tak. I wewnątrz siebie swoje Szczęście buduję.

Pozwalanie sobie na pewne zachowania w tym tak zwanym "realnym świecie", budując w podświadomości nowe przekonania.
Potrzebuję zatem udowadniać mojej podświadomości, że zasługuję na obfitość, ponieważ ona w to nie wierzy, bo zostało w niej co innego zakodowane.
Zatem - spotykanie się z właściwymi ludźmi, we właściwych okolicznościach, otoczeniu, atmosferze, korzystanie z dóbr materialnych, sprawianie sobie przyjemności, dawanie sobie rzeczy na które teoretycznie racjonalnie "nie stać" mnie - to wszystko ma przekonać podświadomość że i owszem, stać mnie, zasługuję, mam i mieć będę.

Rzecz w tym, żeby się nie przywiązywać do rzeczy zewnętrznych, do przedmiotów jak i do ludzi - cokolwiek jest zewnętrzne. Mieć  świadomość, że to jest tymczasowe, że wszystko zmienia się i mija, a podstawa jest we mnie.
Zawsze ja dokonuję wyborów - wybieram, co to dla mnie oznacza "właściwi" ludzie czy "właściwe" okoliczności, atmosfera, rzeczy i tak dalej. To jest mój wybór, moja intencja i to one kształtują świat wewnątrz jak i na zewnątrz mnie. INTENCJE to podstawa. A potem działanie. Ale działania wciąż się uczę. Popełniam błędy, uczę się na nich. Pomimo dobrych intencji, mogę coś zrobić źle lub nie mieć dość sił, aby intencję przełożyć na działanie, może paraliżować mnie strach. Ale wzmacniając swoje intencje, będąc ich pewną, stopniowo uczę się przełamywać opory, uwarunkowania, lęki i staję się skuteczniejsza w działaniu. Tak się dzieje, o ile pozostaję uważna na to, co dzieje się we mnie i wokół mnie. Mam otwarty umysł, obserwuję i wyciągam wnioski.

Jak kiedyś powiedział jeden z moich Nauczycieli - czasem dobrze jest zrobić dwa kroki do tyłu, aby odnaleźć siebie.

Doświadczyłam już wiele kryzysowych momentów, dotyczących mojej sytuacji ekonomicznej. Patrząc chociażby na ostatnie 6 lat mojego życia, kiedy tych załamań było sporo, zawsze pomimo trudności dawałam sobie coś, co sprawiało mi radość, przyjemność, zajmowało umysł pozytywnymi myślami, podnosiło na duchu, rozjaśniało pole widzenia. To były różne rzeczy, stosownie do potrzeb danej chwili. Kawałek po kawałku uczyłam swoją podświadomość, że zasługuję na każdy drobiazg - czasem książkę, czasem ubranie, ładną bieliznę, innym razem kryształy i karty anielskie, kiedy indziej udział w warsztatach rozwojowych (na które racjonalnie rzecz postrzegając nie powinnam sobie pozwalać), Były to też spotkania z przyjaciółką w przyjaznych wnętrzach kawiarni czy restauracji. Przyjemność dawało mi dzielenie się z innymi, podarowanie czegoś komuś, aby sprawić mu chwilę radości lub zwyczajnie pomóc, zabieranie moich córek w różne fajne miejsca czy na zakupy.
To wszystko nie powinno było się zdarzyć, gdybym podchodziła do życia totalnie racjonalnie.

Koniec końców chodzi o to, żebym dostrzegła i zrozumiała źródło-przyczynę moich problemów.
Skąd bierze się moje ubóstwo i bezdomność, skoro wcale ich nie chcę, nie decyduję się na nie świadomie, nie są w harmonii ze mną, a przysparzają mi bólu i cierpienia, sprawiają że czuję się nieszczęśliwa i nie na swoim miejscu.

I już je widzę.
To, co zakodowali mi w podświadomości rodzice stoi w sprzeczności z tym, co wiem Świadomie. Dotyczy to ciężkiej pracy i zasługiwania lub nie na dobrobyt i dostatek.
Druga rzecz, to zasługiwanie na miłość. Doświadczenia dzieciństwa wpoiły mi przeświadczenie, że NIE zasługuję na Miłość, więc muszę o nią zabiegać, starać się, wkupić się w czyjeś łaski, aby otrzymać AKCEPTACJĘ. Moje całe życie, to pole walki o akceptację, uznanie i miłość.
Wiem to od dawna, ale wciąż jest to moim problemem, z którym tylko wydawało mi się, że się uporałam.

Następny punkt - poczucie misyjności. Uwierzyłam, że moją rolą jest pomagać innym, rozwiązywać ich problemy, czyścić ich brudy, oczyszczać ich przestrzeń, bo sami sobie nie poradzą, No i proszę bardzo, przełożyło się to dosłownie na moje życie - zaczęłam fizycznie czyścić cudze zasiedziałe brudy, syf jakim obrośli. Zabrałam się za to z wielkim entuzjazmem, bo przecież ja tu jestem siłą porządkową, będę "czyścicielem basenów". Efekt jest taki, że ja zaczynam cierpieć i być nieszczęśliwa, a oni (którym tak chciałam pomóc) są wkurzeni, bo wcale tej pomocy nie chcieli, bo tak się składa, że im jest dobrze z tym syfem, że lubią ten swój brud i w ogóle nie wiedzą o co mi chodzi. Masakra, prawda?
Dlaczego to robiłam?
Przyjaciel pomógł mi to zrozumieć i otworzył mi oczy.
W głębi siebie z jednej strony czułam, że muszę odpokutować wcześniejszy dostatek (lata, w których zarabiałam dużo pieniędzy i miałam komfort finansowy), bo nie zapracowałam na niego wystarczająco ciężko. Widać czułam, że muszę zdegradować siebie społecznie i ekonomicznie - zbankrutować, doświadczyć ubóstwa i stać się bezdomną, uzależnioną od innych. Meandry podświadomości.
Z drugiej strony biorąc się za sprzątanie cudzych brudów chciałam bardzo pomóc tym ludziom, wierzyłam że zainicjuję zmiany w ich życiu, ale równocześnie głęboko podświadomie miałam intencję, aby otrzymać w zamian wdzięczność i idącą za nią akceptację, zastępującą mi miłość.

W to, że doświadczę miłości od mężczyzny chyba przestałam już wierzyć.
W swojej świadomości wciąż budowałam obraz harmonijnej, zdrowej, pełnej miłości relacji z mężczyzną, jednak moja podświadomość wciąż tę wizję podważa! Moja podświadomość nie wierzy w to i krzyczy, że wcale na to nie zasługuję, bo jestem beznadziejna, trudna, ułomna, warta wiecznego krytykowania i nikt takiej mnie nie zechce!

Nie wiem czy to samo nie dotyczy aby sfery zawodowej, co czyni bezskutecznym moje starania o pracę.
Co z tego, że świadomie znam swoje atrybuty, zalety, swoją wartość i wiedzę, skoro głęboka podświadomość również i tę sferę podważa?!

Spotkałam wczoraj kobietę. Powiedziała, że jest bezdomna.
Podeszła do mnie ciemną nocą, kiedy rozpętała się burza, lało jak z cebra, a ja właśnie wychodziłam z Tesco z małymi zakupami.
Zapytała czy może zadać mi pytanie. Powiedziała, że jest bezdomna i…. nawet dokładnie nie pamiętam co dalej, ale poprosiła o jakąś pomoc. - Przepraszam, ale nie mogę. - odparłam.
Miała łagodną twarz i uśmiechnięte oczy. Nie nalegała. Powiedziała: - Rozumiem. Jak dobrze, że wreszcie pada deszcz, prawda?
- Tak, odpowiedziałam. Założyłam chustę na głowę, odpowiedziałam na jej „Do widzenia” i poszłam przed siebie.
Chwilę później już żałowałam, że jej nie pomogłam, jakkolwiek. Było mi smutno, przykro i źle, że ludzie znajdują się w sytuacji,  kiedy muszą chodzić ulicami, prosząc innych o parę złotych. Później przyszła refleksja, że obie jesteśmy w podobnej sytuacji, tylko w inny sposób prosimy ludzi o pomoc. Ona na ulicy, ja przez telefon, internet, znajomych.
Jestem ciekawa jej historii. Czy to jak żyje, to jej świadomy wybór? Może dowiem się tego...

Nie jestem ani skałą, ani korzeniem, ani górą.
Jestem Świadomością, obserwującą nurt życia. Jestem Uważnością, płynącą ze strumieniem.
Jedyny prawdziwy wpływ mam na swoje myśli, poprzez nie na emocje oraz na kształtowanie siły ducha. Na wiele rzeczy i sytuacji zewnętrznych wpływu nie mam.
Bóg jest, MA PLAN i wie, co robi.
Przy-Tulam.
Mi.













5 komentarzy:

  1. znam co najmniej kilka osob borykajacych sie z podobnymi problemami. To olbrzymi sukces i tytaniczna praca zmiana myslenia i swiadomosci, zbudowanie poczucia wlasnej wartosci. GRATULUJE

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję. Jednak prawda jest taka, że ta praca wciąż trwa i nie da się osiąść na laurach, ponieważ bardzo szybko można wszystko stracić... to dopiero początek, mały kawałeczek... a kiedy z radością zamyka się jeden etap, natychmiast pojawia się następny :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówi się, że droga do sukcesu jest zawsze w budowie:)

      Usuń
    2. Jeszcze jedno... może te znajome osoby znajdą tutaj dla siebie jakąś inspirację, albo dodadzą coś od siebie...

      Usuń
  3. Mówi się, że droga do sukcesu zawsze jest w budowie. Coś w tym jest

    OdpowiedzUsuń