LISTY DO PRZYJACIÓŁ

Listy do Przyjaciół, podobnie jak Listy do Julii, to żywe przykłady i dowody tego, co działo się we mnie. Są jak pamiętniki. To najcenniejsze, czym mogę się dzielić - żywe doświadczenia na mojej Drodze, pisane od serca, słowa kierowane do osób mi bliskich, obdarzanych przeze mnie zaufaniem.
Te listy są jak świadkowie zachodzących we mnie przemian. Zachowują Prawdę danej chwili.
Sukcesywnie będę je zamieszczać.


Mój SEN O DRODZE powraca do mnie wielokrotnie, jego wymowa jest wciąż żywa i aktualna, nawet coraz bardziej. Na gorąco dzieliłam się tą wizją z Przyjacielem. List zachowałam, mogę teraz podzielić się nim z Tobą.

14-10-2008
Witaj,
piszę ponownie, bo...

Wczoraj wymieniłam z Tobą myśli o drodze, o ścieżkach życia.
A dziś nad ranem miałam sen, który po przebudzeniu powrócił do mnie i kazał się analizować.

Śniłam, że jadę samochodem.
Znalazłam się w jakiejś nieznanej mi miejscowości, chciałam zaparkować, ale pojawił się jakiś facet - robotnik i powiedział, że nie można, bo właśnie robią tu drogę.
Nie wiedziałam, gdzie jestem i którędy mam jechać.
Wylądowałam w mieszkaniu u jakiegoś robotnika, była tam też dziewczyna.

Wyciągnęłam mapy i pytałam ich gdzie jestem, którędy mam jechać do Warszawy. Bo byłam wcześniej na południu Polski i wracałam. Oni nie potrafili mi pomóc. Patrzę na te mapy i nic nie widzę.
Wykonałam telefon do przyjaciela w Warszawie, żeby mi pomógł, może przez google-map. Nic.
Pytam tych ludzi: Ale gdzie ja w ogóle jestem, co to za miejsce, jak się nazywa ta miejscowość??? I nic... Oni nic nie wiedzą, ponieważ dopiero budują tu drogę...

Podczas oglądania map wypłynęło tylko, że prawdopodobnie wylądowałam na zachodzie, że być może to już są Niemcy. A ja pamiętałam, że miałam jechać na północ do Warszawy.
W końcu doszłam do wniosku, że muszę po prostu wsiąść w samochód i jechać, zanim się ściemni. I jakoś to będzie. Zorientuję się po drodze.

No i jak Ci się to podoba?

DROGA......Tao te king....
Wiem, dokąd zmierzam, ale nie znam drogi, którą mam się przemieszczać dalej.
Nikt mi  nie pomoże, nie wskaże drogi. Droga dopiero się tworzy, "it's under constraction" ;-)
Bo też sama Droga jest celem.
Wystarczy na nią wejść i z ufnością podążać naprzód. Droga sama poprowadzi. Czasami okrężną drogą...

Jestem spokojna.


Przyjaciółka, po naszym spotkaniu, napisała do mnie, że jestem jej Aniołem Stróżem, a nasze spotkanie najwyraźniej zostało „gdzieś tam” zaplanowane, bo nic nie dzieje się przypadkowo, a takie rozmowy właśnie w tym momencie były jej potrzebne.
Ponieważ spotkanie było dość krótkie, napisałam do niej obszerną odpowiedź, dzieląc się tym co przez ostatni rok sama przerabiałam. Jednak moje rady i wskazówki przydatne okazały się dla mnie samej jeszcze wiele razy… 


23-10-2008r
Kochana,
z całą pewnością MASZ RACJĘ. Twoja podświadomość w tym przypadku dobrze Cię prowadzi, a może to INTUICJA.... ona jest bardziej godna zaufania, bo w podświadomości są zakodowane różne stare, błędne, szkodliwe przekonania... 

To co mówisz i że w ogóle chcesz rozmawiać na takie tematy świadczy o tym, że jesteś gotowa rozpocząć zmiany w swoim życiu, a przede wszystkim w swojej głowie. Wiele osób i narzędzi pomoże Ci w tych zmianach, ale tylko TY możesz podjąć decyzję i działania. 
Twój strach i różne, zakorzenione lęki będą usiłowały stanąć na Twojej drodze. 
Przekonałam się, że walka z nimi jest bezcelowa. 
Trzeba sobie przede wszystkim uświadomić ich istnienie, zamiast wmawiać sobie, że ich wcale nie ma. One są. Każdy z nas ma w sobie jakiegoś stracha, który czasami ratuje naszą dupę - wiesz, co mam na myśli... 
Ale te lęki, które hamują nasz rozwój są blokadami. 
Kiedy czujesz lęk przyznaj, że go masz, czujesz. Przyznaj, że jesteś tchórzem. Jesteś człowiekiem, a to ludzkie. 
Potem otocz ten strach MIŁOŚCIĄ. 
Wyobraź sobie, że kochasz swój strach, bo jest częścią Ciebie, a wszystko co jest w Tobie, co jest Tobą, jest godne Miłości. 
Otocz siebie ramionami, przytul siebie, poczuj Miłość do siebie i powiedz: Kocham siebie Miłością Bezwarunkową. 
Powiedz sobie, że wybierasz MOC POKOJU. 
Amen. 

To są elementy radykalnego wybaczania, które mi osobiście bardzo pomogły. 
Możemy kiedyś poćwiczyć "na żywo", jeśli będziesz czuła się gotowa. 

A zawsze, każdego dnia możesz sobie powtarzać afirmację: 

ODWAGA jest naturalną częścią mej istoty. 
Jestem BEZPIECZNA zawsze i wszędzie. 
Zasługuję na wszystko co NAJLEPSZE. 
ZASŁUGUJĘ na MIŁOŚĆ. 

Kocham i akceptuję siebie dokładnie taką, jaką jestem.  - Dobrze jest mówić to przed lustrem, patrząc sobie w oczy i uśmiechając się do siebie całej. 

Na początku może być trudno, jeśli masz jeszcze trudności z samoakceptacją. Jeśli poczujesz, że chce Ci się płakać - rycz ile wlezie! To oczyszcza. I KOCHAJ siebie coraz mocniej, głaszcz siebie, przytulaj i rozpieszczaj. Tylko kiedy naprawdę poczujesz Miłość do siebie i to, że na nią ZASŁUGUJESZ, TAK PO PROSTU - wtedy zaakceptujesz wszystko co wydarza się w Twoim życiu i dostrzeżesz, że dookoła Ciebie także jest mnóstwo Miłości. W końcu jak ma Ciebie pokochać ktokolwiek, jak ma Ciebie kochać Życie, jeśli Ty sama nie otaczasz się Miłością??? 
Żaden lek nie jest tak skuteczny jak Bezwarunkowa, szczera Miłość. 

I pamiętaj, że Twoje myśli mają moc sprawczą. 
To CO i JAK myślisz wpływa, a nawet wręcz tworzy Twoją rzeczywistość. 
Masz wolną wolę i masz wpływ na swoje życie. 
Tylko TY sama myślisz w swojej głowie, tylko Ty decydujesz, jakie masz myśli. 
Możesz już dziś zdecydować, że wybierasz tylko pozytywne myśli. 

Kochana - bardzo chętnie znowu spotkam się z Tobą, jeśli tylko Ty będziesz miała ochotę. 
Z przyjemnością zapraszam Cię ponownie do siebie, kiedy tylko będziesz miała opiekę dla Mateusza. 
U mnie są warunki do intymnych rozmów.

Co do CD i Kaset - większość medytacji i wykładów Louise L. Hay jest do kupienia na kasetach, więc - do dzieła! :-))) 
Buziaczki.


LISTY DO W.
Miałam prawdziwą przyjemność poznać wspaniałego człowieka starej daty - doświadczonego, mądrego profesora fizyki, pasjonującego się swoją dziedziną, w której jest autorytetem; osobę kochającą ludzi i z pasją podchodzącą do edukacji młodzieży.
Nasza korespondencja była dla mnie czymś wyjątkowym. A przy okazji stała się spontanicznym zapisem naprawdę ważnego dla mnie czasu. Czytając ją po kilku latach, sama jestem zadziwiona...


30 września 2008

Co do fizyki - w latach szkolnych kompletnie mnie nie pociągała. Dopiero w 
ostatnich latach zafascynowały mnie jej elementy i zaczęłam żałować, że nie 
uczyłam się, kiedy była ku temu najlepsza pora...
Fascynujące jest dla mnie odkrycie Dr. Emoto i to jaką siłą są nasze myśli.
A wspaniałe jest to, że coraz więcej ludzi poznaje prawo przyciągania i 
zaczyna z niego korzystać.
Wszystko jest energią, nasze myśli także - i to jest CUDOWNE.

Co do Wiednia - pięknie będzie kiedyś zwiedzić tak wspaniałe miasto, jednak 
nie sądzę, aby mogło to nastąpić w bliżej określonej przyszłości.
Niestety obecnie tkwię w okresie przełomu i zmian, z nadzieją i wiarą, że 
wreszcie się przełamie co trzeba i zmieni na lepsze ;-).
Kiedy już odnajdę się na nowo, znajdę pracę i zarobię pieniądze, pospłacam 
rachunki - wtedy z przyjemnością skorzystam z Twojej propozycji, albo Cię 
po prostu w Wiedniu odwiedzę, bo będę już taka bogata, że wynajmę pokój w 
jakimś sławnym hotelu, haha.


10 października 2008

Bardzo się cieszę z dobrej Twej kondycji i cudownej mocy ziół. I ja 
jestem zwolenniczką ziół w ogóle.

Dziękuję też za słowa, którymi się ze mną podzieliłeś.
Twój psalm bardzo ładny w brzmieniu i wymowie.
Moja zasadnicza natura przyczepia się jednak natychmiast do meritum, choć w 
głębi CZUJĘ Twe intencje.
Bo Pan Bóg każdemu rękę podaje, czy On czysty czy brudny. ON nie 
wartościuje, wolny jest od obrażania się i gniewania, choć dzieciom takie 
bzdury do głów kładziono.
On wie, że każdy z nas wszelkimi rozmaitymi drogami podąża przez życie - 
góry i doliny, wzloty i upadki, ziemskie dobro i zło - wszystko to potrzebne 
nam jest do przerobienia własnych lekcji, po które TU przychodzimy. Wszystko 
to się uzupełnia, przenika, jest częścią całości - Jin&Jang.
Cała ta droga wiedzie ku oświeceniu, którego On dla nas pragnie, bo wtedy z 
Nim się jednoczymy. Jedni szybciej, inni wolniej - każdy w swoim tempie tam 
dotrze. Tak to czuję i widzę. Celem ziemskiej drogi jest sama DROGA, a 
efektem ta czystość i życiodajność, Światłość. W końcu w tym najbardziej 
podstawowym wymiarze, u samego Źródła - jesteśmy wszyscy JEDNYM. Może ludzie 
odkryją to na nowo...

Piszę to i piszę, myśląc jednocześnie, że Ty doskonale to wszystko przecież 
wiesz i czytając to sam się do siebie uśmiechasz. A ja najzwyczajniej 
odczuwam radość z dzielenia się z Tobą swoimi przemyśleniami i odczuciami. 
To jest fantastyczne. Bo ledwie się poznaliśmy, a ja czuję nadawanie na 
wspólnych falach z Tobą W. i z Twoją E.... aż mi się oczy 
zaszkliły... bo to są jedne z najcudowniejszych chwil w życiu, kiedy się taką 
wspólnotę czy jedność odczuwa. Dziękuję Ci za to. [sięgam po chusteczkę]

Mnie fascynuje ENERGIA. I ROZWÓJ.
Fascynuje mnie moc, która jest w nas, siła naszych myśli i naszego ducha - 
moc intencji.
Oglądając kolejny raz eksperyment Dr.Emoto skupiałam się właśnie na tym, co 
my sami możemy zrobić dla siebie i innych, dzięki intencjom, afirmacjom, 
wizualizacjom. I tu znów podziękuję Ci, ponieważ to Ty skierowałeś 
moją uwagę na WODĘ. Nigdy nie myślałam, że woda może być inteligentna. A 
jest. Kodują się w niej informacje. ALE - czy to jest moc wody, czy siła 
naszych myśli?
Na filmie "What the bleep do we know. Down the rabbit hole" jest mowa o 
eksperymencie z wykorzystaniem medytacji. Dzięki intencjom przekazanym do 
pewnego urządzenia w trakcie medytacji, zostało ono (urządzenie) zakodowane. 
Wyniki eksperymentu zostały potwierdzone badaniem naukowym z wykorzystaniem 
urządzeń pomiarowych.... Obejrzyjcie ten film! Albo przyjedźcie do Wawy i 
obejrzymy razem u mnie.
Wracając do wody - od teraz będę uważniejsza w tym temacie.
Znalazłam już w internecie książki Dr Emoto wydane w Polsce. Z pewnością 
wkrótce dokonam zakupu.
Znalazłam też blog, na którym fizyko-maniacy naśmiewają się z eksperymentów 
z wodą i z idei jej inteligencji. Twierdzą, że to robienie "wody z mózgu". 
heh.
No cóż - zawsze będą i zwolennicy, i krytycy, i malkontenci i prześmiewcy bo 
brak im lepszego zajęcia...
Ja bardzo chcę ten temat zgłębiać.


A ja dalej - jak napisałeś - "porządkuję własne sprawy".
A właściwie konsekwentnie zmieniam swoje życie o 180'.
Czasem sama się zadziwiam, jak ja daję z tym radę. Dobrze, ze Najwyższy 
wyposażył mnie w wytrwałość.
Cuda się dzieją na moich oczach.
Cuda się zapewne zawsze działy, ale ja coraz lepiej je dostrzegam, dzięki 
zwiększonej uważności i poszerzonej świadomości. Mam nadzieję, że Najwyższy 
uśmiecha się patrząc na mnie. Nie - ja czuję, że tak jest. Jego Światło 
spływa na mnie. Dam radę.

Mówiłam o Tobie mojej córce.
Pokazałam Jej rezonans.
Później wzięła ode mnie mój łańcuszek i starała się zrobić to sama.
Po chwili zniecierpliwiona rzuciła: - Mamo, JAK to DZIAŁA???

Ciebie uściskuję także.



10 października 2008

No teraz znowu ja....  
 
Absolutnie - mam ciągły niedosyt wszystkiego co twórcze, rozwijające, nowe....
A i owszem - byłam bardzo zaaferowana. Dlatego wcześniej się nie odezwałam.
To zaaferowanie łączy się ze zmianami w moim życiu, o których Ci króciutko wspominałam.
No to kilka zdań wprowadzenia:
18 sierpnia poziom mojej frustracji sięgnął zenitu i znalazłam w sobie dość determinacji i odwagi, aby podjąć decyzję o zakończeniu współpracy z firmą, w której byłam od kwietnia.
19 sierpnia współpraca została rozwiązana. Nadmienię, że nie rozmawiałam o tym z ojcem, ani z mamą. Postanowiłam darować sobie tym razem wciąganie rodziny w moje decyzje, których często nie rozumieją i nie akceptują.
Szczęśliwie Bóg obdarował mnie gronem przyjaciół, u których znalazłam i zrozumienie i wsparcie.
Decyzja była zdecydowanie desperacka, gdyż nie miałam przygotowanego innego miejsca pracy i tkwiłam w długach.
Los chciał, że w przeddzień odejścia poznałam kobietę, która wydaje mi się być kluczową postacią w mojej obecnej sytuacji. Zaprosiłam ją na rekrutację w tej byłej firmie, choć doskonale wiedziałam, że Jej kompetencje są dalece wyższe i nie mogę jej zaproponować adekwatnej propozycji.
Ona - jak mi później przyznała - także sama nie wiedziała po co idzie na to spotkanie, bo jedyne co ją zachęciło, to intrygujący głos w słuchawce telefonu i sposób prowadzenia rozmowy (to o mnie...)
Efekt był taki, że gdy dowiedziała się o mojej rezygnacji - uradowała się. I potwierdziła, opierając się na swoich obserwacjach podczas pobytu w biurze firmy, że moja decyzja była jak najbardziej słuszna.
Powiedziała, że rozpatruje jakieś projekty biznesowe i chętnie widziałaby współpracę ze mną. Tak to się zaczęło.
Kobieta starsza ode mnie jakieś 13 lat, duże doświadczenie zawodowe i podobne podejście do życia obecnie jak ja, podobne wartości. Nadajemy na podobnych, a czasem na identycznych falach.
 
Obie zdecydowałyśmy, że mamy dość pracy w sprzedaży.
Obie chcemy rozwijać się w branży szkoleniowej.
Myślimy o stworzeniu wspólnej firmy, ale powstrzymuje nas świadomość, że ogranicza nas brak doświadczenia w tymże, brak kasy na inwestycje.
Ona  otrzymała propozycję postawienia na nogi firmy szkoleniowej pewnego znanego trenera, o którym ja sporo słyszałam, który reprezentuje wspólne nam wartości.
Mnie zaproponowała, byśmy obie w ten projekt weszły, aby zdobyć doświadczenia.
No i głowimy się!
Jest tyle ZA i PRZECIW po obu stronach.
Ważymy.
Jeszcze nie wiemy.
Mnie ogromnie ciągnie do budowania własnego miejsca, wiem, że tak najbardziej się zrealizuję.
Ale - mam świadomość, że wpierw muszę się wiele nauczyć, zrobić różne kursy, popraktykować i zdobyć/ zarobić kasę, aby zainwestować we własny biznes, aby poprowadzić GO tak jak ja to czuję i widzę. Och.
A jestem w miejscu takim w życiu, że chcę już działać tylko w zgodzie ze sobą. Po to ta desperacja, po to zejście z wcześniejszej ścieżki, żeby podążać za głosem swojego serca. Nie chcę się naginać do "korporacyjnych oczekiwań" - długo by o tym mówić...
Wiesz - gdybym teraz miała dość kasy, to : 1. poszłabym po kolei na różne kursy, mam długi spis    2. postarałabym się o to, żeby poprowadzić trochę szkoleń w tematach mnie pasjonujących z osobami, które cenię    3. w trakcie z pewnością moja świadomość podpowiedziałaby mi, jak tak naprawdę ma wyglądać to, co chcę zbudować   4. przyciągnęłabym ludzi, którzy chcą abym to ja ich szkoliła i zaczęłabym tworzyć własne programy szkoleniowe  5. szukałabym odpowiedniego lokum, stworzyła nazwę firmy (właściwie to już ją mam), logo i takie marketingowe sprawy... ojejej, ale się zapędziłam... Mam jeszcze inne marzenia, na dalszą przyszłość, stworzenia takiego miejsca z duszą, klubo-herbaciarni o energetycznym klimacie i sklepu z artykułami eko itp. :-) - tylko w biznesplanach nie jestem mocna, tzn.nigdy nie robiłam.
 
No ale na to wszystko potrzeba sporo kasy i czasu.
 
I ten temat zajmował mnie ostatnio bardzo.
W międzyczasie rozpatrywałam już ostateczną ostateczność w postaci sprzedaży mieszkania, które teraz jest znacznie więcej warte, niż gdy je kupowałam i dwukrotnie przekracza wartość zaciągniętego na nie kredytu hipotecznego.
Oczywiście moim celem jest pozostać w tym mieszkaniu. Ale...
Nie myślałam o nowym kredycie, bo niby jak... Aż tu nagle, po czwartkowej długiej rozmowie z tą znajomą, natchnienie : Telefon do kolegi, który dla moich klientów robił kredyty, pytanie i odpowiedź: banki ze względu na kiepską sytuację na rynkach finansowych odcinają wiele opcji i wprowadzają restrykcje. Ale - jest jedna opcja, atrakcyjna. OK. Chwyciłam Pana Boga za nogi, będzie dobrze! Wezmę dodatkowe, spore pieniądze, spłacę długi i zapewnię sobie utrzymanie na kilka miesięcy, na rozbieg i dokształcanie, może uda się jeszcze na kapitał zakładowy spółki... tak byłam podekscytowana, że zaczęłam robić głupoty i wszystko mówiło mi: - Zwolnij! Zwolnij! Spokojnie, powoli!
No i słusznie, bo w poniedziałek okazało się, że bank już uniemożliwił takie rozwiązanie.
O rety....mówię Ci...cios. I co dalej? Uruchomiłam kilka kontaktów, ten kolega kilka swoich.
Dopiero w środę dostałam od niego info, że jest jeszcze jedna możliwość, na mniejszą kwotę niż chciałam początkowo, no ale ratuje mi tyłek. W czwartek podpisałam wniosek, złożyłam dokumenty. Modlę się w duchu, żeby rozpatrzyli pozytywnie i korzystnie dla mnie, dla banku i tak będzie korzystnie, zarobią na odsetkach i opłatach.
 
Więc rozumiesz - zabrakło mi w głowie miejsca na inne sprawy.
Teraz czekam dwa tygodnie na decyzję.
 
Jednocześnie będą się ważyły decyzje moje i nowej znajomej, co do losów zawodowych na najbliższy czas...
 
RETY! Alem Cię zarzuciła długim tekstem....
Mogłabym tak długo...hahaha...
A to tylko pobieżnie po temacie.
 

A dodam jeszcze do wcześniejszych wywodów, że marzy mi się też stworzenie i koordynowanie jakiegoś fantastycznego projektu szkoleniowego dla dzieci i dorosłych - szkoły, w której mogliby rodzice rozwijać swoją wrażliwość, uczyć się od dzieci i nowego spojrzenia na dzieci, a dzieci mogłyby uczyć się inaczej niż w tradycyjnej szkole, tak aby ich naturalna wrażliwość była rozwijana, a potencjał, o którym Ty wspominałeś, był twórczo stymulowany do naturalnego wzrostu.... ale mądrze mi wyszło...
 
Za ileś lat, kiedy sama będę mądrzejsza i bardziej rozeznana pewnie stworzę i poprowadzę takie miejsce, gdzie skupię fantastycznych, zaangażowanych ludzi :-). Daj Boże.
 
Papa.
 


13 października 2008

Dziękuję za tak wyjątkowe słowa. Ładnie to określiłeś.
Zapewniam Cię, że mam wspaniałych Opiekunów. Anielskich - tam w niebie. I 
także anielskich - tu na ziemi.
Uwielbiam Anioły. Jest ich wiele w moim domu. I w moim życiu. Czuję ich 
opiekę. I prowadzenie.
Czuję, wiem, że jestem otoczona wyjątkową opieką. W przeciwnym razie już by 
mnie nie było.
Anioły w ludzkiej postaci ostatnio coraz częściej pojawiają się na mojej 
drodze. A ja sama także staram się być takim Aniołem.

Czuję też bardzo wyraźnie, że jestem na właściwej ścieżce. I jest ona 
przybliżeniem do tej najwłaściwszej, tak, dobrze ujęte. Kolejny krok, aby 
wizja stała się jeszcze jaśniejsza.

Dziękuję za każde słowo i myśl.



13 października 2008

Twoje marzenie jest zdecydowanie bardziej skonkretyzowane niż moje, no i 
dotyczy szkoły pełną gębą. To duże wyzwanie. I bardzo mi się podoba, jestem 
za!
Zwłaszcza  miejsce na medytację i praca dla środowiska.
Ale to projekt zakrojony naprawdę na szeroką skalę i wymagający dużych 
inwestycji.
Wierzę, że takie właśnie szkoły zaczną powstawać, bo ludzkość dąży ku 
odrodzeniu najważniejszych wartości.

Moja jeszcze nieskrystalizowana wizja obejmuje nieco inny wymiar edukacji.
Ja widzę bardziej coś w rodzaju instytutu nowoczesnej edukacji dla dzieci 
przedszkolnych i może wczesnoszkolnych oraz rodziców - arteterapia, twórcze 
zabawy i zajęcia, rozwijanie intuicji, odkrywanie i rozwijanie talentów, 
wrażliwości, potencjałów; warsztaty psychologiczne dla rodziców; w ogóle 
warsztaty rozwoju osobistego i duchowego.... coś co istnieje poza regularnym 
szkolnictwem ale może z nim współpracować.
Może mam jeszcze kolejny raz zostać mamą i dlatego tak ciągnie mnie do pracy 
z małymi dziećmi.... ;-)

Wiem już, że moja droga samorealizacji to praca z ludźmi i dla ludzi. Moim 
zadaniem jest samorozwój i dzielenie si ę nabytymi doświadczeniami dla dobra 
ludzi, stwarzanie warunków, pomoc, stymulowanie rozwoju i podnoszenia 
świadomości; nawet jeśli ostatecznie zrealizuję to nie poprzez jakiś 
instytut ale poprzez stworzenie cudownego miejsca-klubu-galerii z duszą, 
propagującego te wyższe wartości czy przez prowadzenie sklepu z 
eko-produktami.
Ale tak naprawdę myślę, że będę bardzo długo żyła i wystarczy mi czasu, 
zapału i sił na realizację wszystkiego po kolei :-))).

No, no...Profesorze, doprawdy nie sądziłam, że tak dotknie Cię odruchowe 
zastosowanie sloganu : "nigdy nie mów nigdy".
Przepraszam. Równie dobrze mogłam napisać, że nigdy nic nie wiadomo, albo że 
wszystko może się zdarzyć.
Takie było znaczenie tego sformułowania. Daleka jestem od narzucania Ci 
czegokolwiek. Sama jestem rogata, więc wyrażam zrozumienie. Też nie lubię 
kiedy mi się rozkazuje :-).

Czy totolotka już obstawiłeś??? ;-)

Co do rodziców:  w znacznej mierze przepracowałam już ten temat i relacje z 
rodzicami.
Mam dla nich dużo zrozumienia, oczyściłam przeszłość - ciężka to praca była, 
ale warta wysiłku.
Na teraz staram się wyzbywać oczekiwań, mam w sobie dużo spokoju i 
akceptacji. Nabrałam wreszcie więcej pewności siebie i poczucia własnej 
wartości. To bardzo pomogło i pomaga. Wiem dokąd podążam, biorę 
odpowiedzialność za swoje decyzje, które sama podejmuję. Robię swoje, 
niezależnie od tego, jak to ocenią. Bardzo przeszkadzało mi w życiu ciągłe 
przejmowanie się tym, co inni pomyślą i jak mnie ocenią. To było okropne i 
niszczyło moje prawdziwe Ja.
Dlatego też po prostu podążam w zgodzie z moim wnętrzem, dając sobie spokój 
z informowaniem o kolejnych krokach.
Ostatni rok dokonał cudów w moim życiu. To był ogromny przełom.
Nie - w zasadzie co ja mówię - to ja dokonałam tych cudów przez ostatni rok. 
Tak bardzo tego pragnęłam, że poświęciłam co trzeba było, przekopałam niezłą 
kopalnię, przeszłam wszystkie etapy transformacji, wszystkie na ten czas 
potrzebne. Przekopałam tunel do Nowego Życia. Mogę śmiało przyznać, że 
doznałam Oświecenia. Właśnie to przyznałam. Pierwszy raz przed samą sobą. A 
Ty jesteś tego świadkiem. Wow! Czuję jak mocno energia we mnie wibruje...
To był naprawdę kawał dobrej roboty. Duży wysiłek. Ogromna satysfakcja.
Radość, Wolność, Samotność. Samotność w najlepszym tego słowa znaczeniu.
I przyciągnęłam do siebie fantastycznych ludzi. Dajemy sobie wsparcie, bo 
nasz sposób myślenia i postrzegania świata dopiero stanie się popularny.
Ale jest nas coraz więcej. I wierzę w to, że coraz więcej dozna 
Przebudzenia.
Zaczynam wszystko od nowa. Koło fortuny zatoczyło pełen obrót. Wszystko się 
może zdarzyć. Początek Nowej Drogi. Świetnie!

Co ja do Ciebie piszę.
To niesamowite, że kiedy piszę do Ciebie, to takie rzeczy same się ze mnie 
wylewają.
Ja wiedziałam, że podczas podróży z tatą poznam kogoś wyjątkowego. Miałam 
rację. Moja intuicja prowadzi mnie coraz lepiej. Dziękuję.

Przykro bardzo mi się zrobiło, kiedy przeczytałam o niedomaganiach E.
Ale - jestem pewna, że E. wykorzystując swoją głęboką wiarę, stosując z 
zaangażowaniem odpowiednie afirmacje i wizualizacje może pokonać chorobę. 
Stworzyć piękne, pełne miłości kryształy w swoim organizmie....MYŚLI -> 
WODA->CUDA
I tego życzę Jej z całego mojego serca, wysyłając Jej morze Miłości. 
Jesteście wspaniali. Oboje.



30 października 2008

Witaj ponownie ;-)

cieszę się, że w tym natłoku zajęć znalazłeś czas, by do mnie napisać.
Rzeczywiście jeden wykład za drugim - bardzo intensywne życie, panie 
psorze...
Dobrze, że masz wieś, tam może trochę stopujesz i wdychasz życie.
A dodatkowe umiejętności w postaci bycia fachmenem od zamków zawsze mogą być 
przydatne... ja swego czasu musiałam nabiegać się za facetem od gerdy :-))) 
zanim załatwiłam nowe zamki.

Wybacz, ale to ja cenię sobie kontakt z Tobą i jest dla mnie swego 
rodzaju wyróżnieniem fakt, że w ogóle masz chęć na korespondencję ze mną, 
osobą która ledwie na chwilę pojawiła się na Twojej drodze i zaraz 
uleciała... że tak się wyrażę...

U mnie dokładnie przed tygodniem pojawiła się rano na moim drzewie za oknem 
sójka, błękitnopiórka. Pierwszy raz odkąd tu mieszkam, czyli 3 i pół roku, 
widziałam tu sójkę. Była zwiastunem pięknego dnia i wspaniałego gościa.
A w piątek podczas spaceru obserwowałam na moich łąkach dwa razy lot 
bażanta. Bo nie wiem, czy już ci wspominałam, że 100 metrów od mojego domu 
biegają bażanty. Latem i wiosną często było słychać ich krzyki. I śpiewy 
pasikoników, rechot żab. Teraz coś pomilkły... Piękne, złociste liście 
jesiennych drzew zaległy na chodnikach niczym dywany. Uwielbiam brodzić w 
suchych liściach i słuchać jak szeleszczą pod butami. Na naszym jeziorku 
łabędzie wiernie pływają - całe stadko, chyba 8 czy 9 sztuk, nie wspominając 
o kaczkach... A moje roślinki zachowują się, jakby wiosnę czuły. Pelargonie 
na balkonie wypuściły nowe pączki kwiatów, inne kwiatki kwitną na potęgę, a 
domowa zamifolia wypuściła młode pędy... ot co.
A ja tak mocno zapuściłam korzenie w domu, że dziękować Bogu za nową znajomą, która 
zaczyna mnie z niego wyciągać.
Poza tym czekam na decyzję kredytową, która niebawem będzie.

Najlepszego!
Uściski.



6 listopada 2008
 
Czy interesowałeś się kiedyś szkołą waldorfską, czyli filozofią Steinera?
Właśnie mnie natchnęło...
Czytałam Księgę czakr Bagińskiego, trafiłam na wzmiankę o ruchu antropozoficznym Rudolfa Steinera, poszukałam w sieci informacji na ten temat, znalazłam 3-letnie studium podyplomowe kształcące w tym zakresie.... i poziom mojej energii znacznie się podniósł.... Ja chcę się tego uczyć! Chcę zgłębić tę wiedzę, metody, zasady.... jeju... mam jednak wątpliwości, czy przyjmą mnie do takiego studium, ponieważ nie mam wykształcenia pedagogicznego, które jest wymagane. Ale - do cholery - jeśli ktoś chce się uczyć, temat go pasjonuje, gotów jest zapłacić kasę, to chyba powinno mu się to umożliwić, a nie stawiać bariery, prawda? Zajęcia rozpoczęły się we wrześniu, więc jeśli w ogóle, to przyjdzie mi poczekać do kolejnego września, ale chyba wybiorę się zbadać teren, może poznać panią profesor, założycielkę 1szej szkoły waldorfskiej w Polsce - Marię Ziemską .. to takie moje myśli "na gorąco". Czuję, że mnie tam ciągnie.... że coś z tego będzie w przyszłości... równocześnie obawiam się, że mnie nie dopuszczą, że nie dadzą mi studiować, ze względu na brak wymaganego wykształcenia, nie mówiąc o doświadczeniu pedagogicznym. No ale, pewnie sama sobie wymyślam bariery. We will see... Może jakiś dobry Aniołek pojawi się na mojej drodze i mi to ułatwi.
 
Pomyślałam o Tobie - w związku tym tematem - bo raz, żeś pedagog i dwa - żeś pół-Austriak, a tam ta idea jest ponoć rozpowszechniona.
 
Buziaki.
 

7 listopada 2008

Godne podziwu jest to, jakie tempo życia prowadzisz... ile ogarniasz 
jednocześnie tematów... nie dziwota, że czasem się gubisz.
I jeszcze tylu ludzi pisze do Ciebie o własnych żywotach... to 
intrygujące.... ja do Ciebie piszę o swoim intymnym świecie, mój ojciec do 
Ciebie pisze o swoich rozważaniach... kiedyś pisałam do taty, wylewałam 
swoje wnętrze, ale zaprzestałam po doświadczeniach zeszło i tegorocznych. 
Zrozumiałam, że najbliżsi powinni wiedzieć mniej, a jeśli chcę, żeby 
wreszcie traktowali mnie jak dorosłą, samo decyzyjną jednostkę, to muszę 
przestać przed nimi biadolić i pytać o rady. W ogóle przestać biadolić - ha! 
osiągnęłam to! Cieszę się wszystkim co jest!
Jakoś tak było, że kiedy chciałam najzwyczajniej podzielić się swoimi 
troskami, pozwalałam, żeby tata i mama uczestniczyli w moim życiu, 
wprowadzałam ich głęboko, to oni rozumieli to jako konieczność dawania mi 
jasnych rad, rozwiązań i oczekiwali, że podejmę decyzję zgodnie z ich 
wskazówkami... a mi w ogóle nie o to chodziło. Człowiek szuka dialogu, a 
czasem monologu, potrzebuje odbiorcy - tak jak między nami się dzieje - 
chętnie posłucha co inni myślą, jak to widzą, jak odbierają z dystansu, ale 
decyzje chce sam podejmować, niezależnie i niezawiśle, i odpowiedzialność za 
nie też ponosić - nicht war?

Ale mi się wylało - jednym ciurkiem, nawet nie będę sprawdzać, co napisałam, 
tym razem... bo z reguły to czynię... poniosło mnie, niech tak zostanie... 
kiedyś poczytam sobie - ułatwi mi to pracę z ludźmi, z dziećmi...

Tyle wydarzeń u Ciebie.... u mnie jeszcze trwa czas "biernego 
przyjmowania" - spokój, harmonia, obserwacja, ufność - wszystko jest dobrze 
i dzieje się w najwłaściwszym czasie.
Czuję, że z nowym rokiem rozpędzę się - a wtedy wszyscy uwaga! Pójdę jak 
burza!
Powoli energia kumuluje się we mnie. Dojrzewam coraz mocniej. Wkrótce 
podejmę ostateczne decyzje na najbliższy czas - w sferze zawodowej, 
ofcourse. Gdzie, z kim, co...
No i czuję, że Najwyższy szykuje dla mnie idealnego partnera - zbliża się 
czas wybuchu namiętności.... jak przestanę pisać, to pewnie z tej przyczyny 
:-)
Obiecuję, że postaram się pisać nadal!

Ostatnio moja starsza córka dała mi dużo ciepła - to tak ogromna radość. 
Ustawiała mnie do pionu, kiedy moja mama zagrała mi na emocjach, 
próbowała zamanipulować - takie socjotechniki...
A córa mówi do mnie: Mama, co Ty... nie możesz dać się tak manipulować! Olej 
to!
Hahahahaaha.....
No tak....

Może będziesz miał czas, chęć i możliwość, to poczytaj o szkołach 
waldorfskich i ideach Rudolfa Steinera - to są metody i podejście bliskie 
nam obojgu. Opiera się na naturalnych cyklach w życiu człowieka i rozwijaniu 
jego naturalnego potencjału.

Buziaki.



7 listopada 2008 ciąg dalszy

War jak cholera, tak tak...
Zdecydowanie lepiej idzie mi pisanie niż mówienie. To znaczy lepsza jestem 
w wyrażaniu myśli i emocji "na papierze" niż "na żywo".
Dziękuję.
Myślę sobie, że też kiedyś wydam książkę, ale będzie to proza.
Już dawno takie przeczucie miałam.

No cóż, przyznać się muszę, że mnie dziś też trochę poniosło...
Poczułam, że dziś jest idealny czas na inicjowanie zmian!
Kobiety zaczynają od najprostszych zmian - zmian swego image.
Wczoraj byłam odwiedzić moją fryzjerkę, pogadać... Popatrzyła i mówi, że już 
dawno czas minął na odświeżenie fryzury... co prawda to prawda... 
Powiedziałam, że za 2 tygodnie, kiedy kasa wpłynie.
Dziś poczułam, że zwlekanie mija się z celem. Przypomniałam sobie, że w 
szufladce leży jeszcze odłożone "na wszelki wypadek" ostatnie 100 PLN. Tak. 
To pieniądze na inicjacje zmian, z pewnością nie na chleb....
Zadzwoniłam, poszłam....
Zmieniłam kolor, skróciłam włosy...
Pani Mira sceptycznie podchodziła do mojego pomysłu, aby z blondu przejść na 
brąz, ale po dokonanej "operacji" sama była pod wrażeniem. Zrobiłyśmy 
kilka świetlistych blond-refleksów na brązowej czuprynie, żeby uniknąć 
całkowitego szoku i jest świetnie!
Czuję, jak energia we mnie pulsuje. Och, nadchodzą piękne zmiany! Wow!
Umowa kredytowa podpisana, złożona, za tydzień circa about powinnam mieć 
środki. Zacznę od wydawania na warsztaty i kursy. Pójdę pewnie na masaż Lomi 
Lomi Nui. Och, dam autko do przeglądu i wymienię opony... Zabiorę moje córy 
na "Upiora w operze" w teatrze Roma... W grudniu powinnam dostać wypłatę 
prowizji za duży kontrakt, sprawa ciągnąca się od lipca - wreszcie się 
finalizuje... super.
Jutro idę na wykłady na SGH - tematyka: trenerstwo.

Odmieniona ja.



12 grudnia 2008

Co u Ciebie???
Od tak dawna żadnych znaków...
 
We mnie tak wiele się zmienia, tak wiele dzieje się wokół mnie, że nawet nie da się opisać.
Właściwie mogę podsumować, że trwa akcja porodowa - rodzi się Nowa Luiza.

Bardzo dużo - tak sądzę - pracuję ze sobą i nad sobą. Wewnętrznie, duchowo.
Różne warsztaty i praca samodzielna.
Dzieje się.
Cuda.
Magia.
Właściwie - po staremu.
Spadają kolejne zasłony.
Szykuje się Nowe.
Moja Dusza bardzo pragnie uwolnienia. Chciałaby przyspieszyć, a na wszystko jest przecież odpowiedni czas, więc trzeba ją trochę trzymać w ryzach.
Jesteśmy tuż tuż...więc ciiiiiichoooo...
 
Napisz.
Ściskam.
 


13 grudnia 2008

Ohh.....
no pięknie, pięknie... podoba mi się... taaakkk... Sentymenty Cię dopadły z 
samego rana, no no. Dobrze. Ładnie. Składnie. Wesoło też. Mydło z 
Jeleniem....heh. Nie pamiętam.

Wiedeń, powiadasz?
I kusisz Wiedniem?
Ojjjjj....... wzdycham....
Nie wiem.....
Chciałabym....ale.....
3 pociągi.... businessswommmaaannnn..... hahahahahahah.... takie z nas 
biznesmenki jak... nie powiem co...
Obie bezrobotne.
Jedna na kredycie.
Druga "na mężu".
Oj.
Daj pomyśleć.

Uwielbiam Cię, profesorze!
Uwielbiam.
I tęsknię już trochę.
Jakoś tak... nie wiedzieć czem.
To pewnie przez te zbliżające się Gloria......Deo!
Ja jeszcze nie wiem. Może się schowam pod choinką i tam pozostanę do 27.12.
Nie wiem, to taki specjalny rok i taki specjalny czas dla mnie.

Napisz.



15 grudnia 2008

Ty wybywasz w "nieznane"? Ja wciąż podążam w nieznane!

Komórkę masz - rozumiem, żeby E. sprawdzić mogła, że wszystko z Tobą OK. 
Ciekawam, czy E. taka happy, że Ty tak disapear...

A ten przystępny hotel we Vienna to ile , za przeproszeniem, stoi za dobę?
Bo może w Opolu będzie taniej...?
Albo nawet w Krakowie, z wypadem do Opola...

No to niech ci się szczęści w tym "Nieznanem"!

Uściski szczere.






Dane mi było odnaleźć na swojej Drodze kosmicznego Maga, który kiedyś już był moim Mistrzem. Pojawił się w moim życiu dokładnie wtedy, kiedy go potrzebowałam i byłam już gotowa, by do niego trafić. Stał się moim terapeutą i nauczycielem. Przepracowałam z nim ogrom, dawał mi w kość, a ja czasem jemu. Nie sposób w tej chwili opisać tych wyjątkowych doświadczeń. Transformacja dokonała się, a ja wciąż żyję i to jest najważniejsze. Szczęśliwie czasem pisałam do niego listy. Poniżej zamieszczam jeden wyjątkowy, w którym dzielę się na gorąco swoimi bardzo osobistymi przeżyciami i olśnieniami. Jeśli nie jesteś gotów na takie wyznania, pomiń tę część.


07-08-2011
Właśnie pochłonęłam przepysznego, słodziutkiego melona i jest mi tak doooobrze i wdzięcznie za wspaniałości natury, że i Tobie chcę wyrazić swoją Wdzięczność...
dziękuję, dziękuję, dziękuję
za to, że Jesteś i jesteś kim jesteś i robisz, co robisz.
Natura jest wspaniała, że mi Ciebie zesłała ;-)

Kiedy sobie uświadomiłam, co w sobie rozpoznałam przed tygodniem, połączyłam to natychmiast z tym, o czym mówiłeś mi w piątek i co działo się we mnie podczas sesji u Ciebie. Kiedy powiedziałeś o "Pasji" i o moim wejściu w tego typu program - byłam zadziwiona. Nie rozumiałam o co chodzi i skąd się to wzięło? Zdawałam sobie tylko sprawę z moich lęków przed oceną ze strony członków rodziny i z niechęci do spotkania się z nimi, bo i o czym miałabym z nimi mówić?
Potem leżąc u Ciebie na stole zobaczyłam w moim umyśle Eckharta Tolle i zrozumiałam, że w jakiś sposób podłączyłam się do "jego" programu - rozmawialiśmy o tym przez chwilę. Powiedziałeś, że każdy ma swój program. Widać w nim tkwi coś, czego podłożem jest cierpienie.
To było dla mnie zaskoczeniem.
Teraz zobacz, proszę, o czym napisałam w swoim dzienniku 30 lipca, czyli tydzień przed naszym spotkaniem:

"Dzisiaj jednak wypływały ze mnie innego rodzaju emocje. Kiedy słucham fragmentów książek E.Tolle (które on sam czyta) zaczynam spontanicznie płakać. Mówi o wieczności, o życiu i śmierci, o głębi istnienia... O cierpieniu w umyśle. Ja tak mocno czuję to, o czym on mówi. TO JEST WE MNIE.
Całe życie czułam na sobie ciężar, Ciężar odpowiedzialności. Za co? Za rodzinę. Za siostrę, za matkę, za ojca, za dzieci... za, za, za...
Ale jest jeszcze coś więcej! Jakiś ciężar rodu. Ciężar Przodków. Całej linii. Ciężar wzorców w rodzinie. Może ciężar odpowiedzialności za przerwanie wzorca cierpienia? Ale jeszcze wiecej! Czułam, jakby ten wzorzec linii rodu przekładał się na całą ludzkość! Odczuwanie na swych barkach, plecach cierpienia rodzaju ludzkiego... Dlaczego? Dlaczego nadal żyję?"  

I proszę Cię - nie mów, że się porzygasz!
Bo wszystko jest po coś. Po coś słuchałam Tolle'go i po coś weszłam w ten program - żeby sobie uświadomić jeszcze wyraźniej jego istnienie i co on z człowiekiem może zrobić - i po coś o tym mówię do Ciebie... I - póki co - Tolle u mnie idzie w odstawkę.

Dałam w piątek czadu - sam powiedziałeś. Mocno się napracowaliśmy, oboje - to fakt i tyle.
Rozumiem, że odpiąłeś mnie od tego programu i dziękuję. Chcę być od niego wolna.
Właśnie. Chcę być. I dlatego o tym z tobą rozmawiam, ponieważ wyraźnie dostrzegam, że to nie jest kwestia podpięcia się do czyjegoś programu przed tygodniem. To jest wzorzec, tkwiący we mnie odkąd żyję w obecnym ciele, a być może znacznie dłużej.
Nie wiem po co i dlaczego przyszłam tutaj wpięta w taki program? Być możę łączy to się z "tymi owymi", którzy kiedyś chcieli pozbawić mnie mocy, a może coś jeszcze? Jednego jestem pewna - chcę i potrzebuję skutecznie wyjść z i poza ten program, ponieważ serdecznie i stanowczo mam dość wszelkiego cierpienia!

I proszę - nie mów więcej, że ja tak lubię - ponieważ to NIE JEST PRAWDA. Jola, z którą pracowałam energetycznie do początku 2008 roku też mówiła, że ja tak lubię - a ja potrzebowałam przejść przez kolejne etapy, przepracować, inaczej nie mogłam...
Wcale ja tego nie lubię - to tylko uwarunkowanie, z którego już zdaję sobie sprawę i któremu już dziękuję i żegnam.
I wiem, że to co się wydarzyło ostatnio pokazało, że nadal jest we mnie "guzik", którego naciśnięcie działa. Potrzebuję skutecznie pozbyć się tego guzika!
Ale myślę, że jest coś więcej.
To całe cierpienie jest łączone przez ludzi z Jezusem i z tym, co chrystusowe.
A ja mam przekonanie w sobie, że kompletnie nie o to Jezusowi chodziło. Jego przekazem jest Miłość, a nie cierpienie.
Ludzie to przeinaczyli, kościół to przeinaczył i wpakował ludzi w ten cały wzorzec cierpiętnictwa. Wiadomo - kontrola.
I mówię tu o Miłości bezwarunkowej, uniwersalnej, o uczuciu, o iskrze wszelkiego życia. A nie o tym, co niektórzy nazywają "sraczką".
Mam poczucie, że to co do mnie należy, to przemiana w sobie syndromu cierpienia w odczuwanie Miłości czyli boskiej esencji życia.
I wewnętrzne zrozumienie, że to właśnie jest tym, co ludzie nazywają świadomością chrystusową.
Wiem, że możesz mieć skrzywioną minę i myśleć sobie o mnie "coś tam" - OK. Chcę i potrzebuję, abyś to wiedział, to co odczuwam w sobie. Jeśli to jest kolejny durny program, to będziesz wiedział co z mną robić next time ;-). A najlepiej odrazu mi o tym powiedz!

A ja - przeczytawszy własne, powyższe słowa - chyba właśnie zrozumiałam... kto i po co? czyżby to kościół wsadził mnie "we wzorzec cierpiętnictwa", aby tym samym odebrać mi moc? Jakieś - polowanko na czarownice i te sprawy? hmmm...
Wsadzimy jej na kark krzyż rodu, a jeszcze lepiej  krzyż całej  ludzkości, to się istotka przez tysiące lat będzie miała czym zająć...?
Jest taka wrażliwa, empatyczna, kochająca - wciągnie ją jej własne współczucie! Wciągnie i zniszczy tę delikatną konstrukcję! Że niby takie perpetum mobile samozniszczenia? Czy tak? Ale jeśli tak, to widać ktoś stworzył kontr-plan. I widać "coś" potężnego wspiera mnie w tym kontr-planie!

Wiesz, wciąż jestem szczęśliwa, że cię odnalazłam. Wciąż jestem przekonana, że to było nieuniknione i wciąż uważam, że jesteś "moją bramą".

W ostatnich kilku latach otrzymałam liczne wizje i przekazy i teraz się zastanawiam, czy aby jedno jest ich źródło?

Najsłuszniejszym wydaje się być teraz zajęcie się tym, co teraz. Zajęcie się zwyczajnością, codziennością.
To też generalnie czynię na co dzień, pomiędzy zajmowaniem umysłu innymi sprawami...
Dzisiaj u mnie przewróciła się z hukiem książka na regale... "Inteligencja ekologiczna". I wygląda na to, że kolejne poradniki rozwojowe wrócą na ten regał, a ja powrócę do przerwanej lektury "Inteligencji ekologicznej". Wejdę tym samym mocniej w tzw. realną rzeczywistość ziemską i być może otworzę się na coś, co z chęcią podejmę jako zajęcie zarobkowe.

Dziękuję!
Wiem, że mnie lubisz i tylko dlatego dotrwałeś do końca :-)

Uściski,
Luiza

P.s. Jeszcze coś - odkąd pamiętam widzę powietrze - tak to sobie kiedyś tłumaczyłam, "powietrze".
Jako kilkuletnia dziewczynka bałam się wieczorami tych świecących punkcików.
Kiedy było ciemno w pokoju widziałam je wyraźnie. Chowałam głowę pod kołdrę, ale były i tam! Były wszędzie.
Kolorowe, migające punkciki. Moja wyobraźnia nadawała im kształty. Zalękniona szłam do mamy, śpiącej w swoim łóżku, ale one były i u niej. Chodziły po niej kolorowe biedronki i robaczki, a ja dziwiłam się, że mama się ich nie boi.
Teraz przyglądam się tej subtelnej energii, otaczającej mnie i wszędobylskiej. Pulsuje. Nie widzę tych wspaniałych kolorów, ale wiem że są. Wszystkie kolory tęczy. Chcę je widzieć. To niesamowite, że esencja wszechświata jest wszędzie, jest na wyciągnięcie dłoni i można z niej czerpać i czerpać... Kiedy wieczorem siedziałam przy świetle świec, przyglądałam się tej przestrzeni. Zaczęła jakby nabierać formy, to mnie przestraszyło... kilka lat temu przekonałam się, że boję się Światła, był we mnie zakorzeniony lęk przed światłem. Teraz jest inaczej. Wiem natomiast, że potrzebuję ogromnej dyscypliny umysłu, który wręcz wyrywa się aby nadawać znaczenia i kształty.
  

Komentarze

  1. Może właśnie droga prowadzi gdzie indziej niż myślimy. Daj się ponieść :0

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Daję się prowadzić :-). Obserwuję, doświadczam i wciąż dostrzegam nowe aspekty. Zawsze istnieje jeszcze inna opcja... Wszystkiego dobrego. I dziękuję za odwiedzenie bloga.

      Usuń

Prześlij komentarz