Polecany tekst

MOJA KORONA

Na Pełni w Skorpionie zagłębiam się w sobie... 6.05.2020 MOJA KORONA 👑  Moja Korona jest Zielona  Berło moje jest wśród drze...

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poczucie bezpieczeństwa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poczucie bezpieczeństwa. Pokaż wszystkie posty

6 sierpnia 2020

PRZYPŁYWY I ODPŁYWY - Wstęp




PRZYPŁYWY I ODPŁYWY

 

Życie to Przypływ i Odpływ.

Sinusoida emocji i uczuć.

Sinusoida zdarzeń.

Życie to nieustanne przypomnienia, że muszę wejść, by móc wyjść…

5 grudnia 2017

Z ARCHIWUM: O rodzicach i dzieciach. O relacjach w rodzinie.









      Drogi Tato,
Przed chwilą rozłożyłam przed sobą zdjęcia Dagmarki, które Ty zrobiłeś Jej gdy byłyśmy
latem w Rusku. Zapatrzyłam się w te piękne zdjęcia i zamyśliłam się. Dagusia jest na nich
taka śliczna. Ma taką ładną, mądrą buzię. Na jednych jest wesoła i roześmiana, na innych
jakby zamyślona. Patrząc na to moje wspaniałe dziecko, które tak bardzo kocham, zaczęłam
myśleć jak też mało dajemy naszym dzieciom. Jak mało dajemy im z siebie - miłości,
czułości, ciepła, poczucia bezpieczeństwa i spokoju. Mimo, że przecież je kochamy,
mówimy, że chcemy dla nich jak najlepiej. Ale czy rzeczywiście wiemy, co jest DLA NICH
najlepsze? Miotamy się między strofowaniem, zakazami, nakazami, karami a próbami
„bezstresowego wychowania”, próbami zrozumienia ich patrzenia na świat, ich potrzeby
wyżycia się, rozładowania piętrzących się niepokojów, potrzeby poznawania świata na swój
własny sposób. Nie potrafimy pogodzić tego wszystkiego w postępowaniu z nimi.

20 lutego 2016

Inspiracje: DZIESIĄTE WTAJEMNICZENIE









Kiedy zrozumiałem, że te dusze są jeszcze bardziej przerażone ode mnie, zacząłem wysyłać im pozytywną energię. Natychmiast się od nas odsunęły i wróciły do swojej poprzedniej pozycji.

16 stycznia 2014

INSPIRACJE z własnego dziennika i SEN O PRZEBUDZENIU


Te najbardziej oczywiste nauki, wskazówki, rady czy stwierdzenia, potrzebują częstego wracania do nich, przypominania sobie i powtarzania ich. Mają niestety tendencję do zanikania w naszej pamięci, bądź rozpływania się w natłoku codzienności.
Zajrzałam do swojego zeszłorocznego dziennika – zeszytu, w którym zapisywałam niektóre wydarzenia, swoje przemyślenia, odczucia, sny, stany emocjonalne oraz inspiracje.
Wypadła z niego kartka, z takimi zapiskami:

3 stycznia 2014

Moja Droga na Południe - W DOMU JANA





RÓŻA I TĘCZA

Przed dziewiątą rano pożegnaliśmy drewniany bieszczadzki dom i objuczeni tobołami schodziliśmy z górki w dół, do szosy, aby lokalnym autobusem dojechać do Sanoka. Ostatnia szansa na podziwianie bieszczadzkich widoków. W Sanoku trzeba było poczekać około trzech godzin na autobus do Tarnowa. Szczęśliwie się złożyło, ponieważ w tym czasie zdążyłam odebrać gotowe, nowiutkie okulary oraz zrobić małe sprawunki. Po kilku godzinach jazdy mieliśmy postój na dworcu w Tarnowie, skąd kolejnym autobusem dojechaliśmy do Ciężkowic.

19 grudnia 2013

Jak pozwoliłam pozbawić się energii

  
Postanowiłam podzielić się tym doświadczeniem – ku przestrodze.
Otóż natknęłam się na osobę, która zaczęła celowo przykuwać moją uwagę. Stałam na przystanku, czekając na autobus. W pewnej chwili zauważyłam kobietę. Nosiła duże ciemne okulary, a mimo to wiedziałam, że na mnie patrzy i stara się przyciągnąć mój wzrok
Widziałam i czułam, że coś z nią jest NIE TAK. Gdy nadjechał mój autobus wsiadła do niego tuż za mną i zaraz rozpoczęła rozmowę przez telefon. Mówiła na tyle głośno, aby pasażerowie obok słyszeli dokładnie treść rozmowy. Informowała rozmówcę o nagłej śmierci młodego mężczyzny i terminie pogrzebu. Właściwie, to KTO jadąc autobusem przeprowadza TAKIE rozmowy? Ale to oczywiście nie moja sprawa. Nie chciałam tego słuchać, wiedziałam że to nic dobrego, czułam że to celowe wciąganie w niskie wibracje, w energetyczny dół, a jednak… nie potrafiłam przestać, nie przeszłam w inne miejsce. Sygnał był na tyle silny, że choć chciałam się odciąć, przyciągał moją uwagę. Czułam jak moje uszy wręcz wyciągają się, aby słuchać jej opowieści, choć wcale słuchać NIE CHCIAŁAM! Wiedziałam, że słuchać NIE POWINNAM. Szczęśliwie po kilku minutach wysiadłam z autobusu.
Ale - Następnego dnia byłam wyczerpana! Jakby mi ktoś upuścił krwi. Ledwo zipałam i zastanawiałam się: O CO CHODZI?! Kiedy weszłam w siebie, zobaczyłam obraz tej kobiety. I już wiedziałam bez wątpienia, co stało się przyczyną mojego osłabienia. Czym prędzej poszłam do lasu, pobyć między drzewami, poprzytulać się do brzozy, aby oczyścić swoje pole i doładować je.
Uważajcie na siebie!
Takie pasożyty można spotkać na każdym kroku. Nie wypatrujcie ich. Bądźcie czujni wtedy, kiedy coś zacznie przyciągać waszą uwagę. Zastanówcie się czy to „COŚ” podnosi was, czy ściąga w dół. Kiedy tylko rozpoznacie, że coś jest nie w porządku, odczujecie jakiś niepokój – odetnijcie się od tego. Zmieńcie miejsce, pójdźcie w innym kierunku, skoncentrujcie myśli na czymś pozytywnym, nie pozwólcie aby ktoś wciągnął waszą uwagę (a więc energię) w niskowibracyjne, dołujące rozmowy, tematy. Możecie otaczać siebie światłem, złotym światłem i ugruntowywać się w poczuciu bezpieczeństwa.

Bywają też sytuacje, właśnie w komunikacji miejskiej, kiedy ktoś wcale nie rozpoczyna dyskusji, jednak siedzi i „dziwnie” się przygląda. To się czuje bardzo szybko. Nagle robi się „jakoś nieswojo”, albo można poczuć się słabo. To też powinno dać do myślenia.

Jeśli jesteś wystarczająco mocno ugruntowany w sobie, pełen swej wewnętrznej mocy, zamiast odcinać się możesz… myślą swoją i intencją, wewnętrznym skupieniem roztoczyć Pokój wokół siebie, tym samym wyciszyć i zneutralizować destrukcyjne zapędy innej Istoty.
Jeśli jednak nie czujesz się na siłach – odejdź, wyjdź, odetnij się bez wahania.

Za każdym razem trzeba umieć wyczuć daną sytuację, aby wiedzieć jak postąpić w tym konkretnym przypadku. Przede wszystkim należy BYĆ UWAŻNYM.
Niech Wam się nie wydaje, że jak już tyle przerobiliście, tyle doświadczyliście, to wiecie wszystko i nic takiego was nie spotka. Świat dookoła nieustannie się zmienia i zmiany te wciąż przyspieszają. Byty pasożytnicze coraz częściej tracą grunt pod nogami i za wszelką cenę usiłują przyczepić się do mało uważnych osób, z których energię da się czerpać.
Sama generalnie jestem uważna, a dałam się wciągnąć. W sytuacji, którą opisałam, do pewnego stopnia uległam manipulacji, jednak cały czas byłam obserwatorem zdarzenia. Spieszyłam się wówczas na ważne spotkanie i to na nim skoncentrowałam swoje myśli. To doświadczenie było mi potrzebne, aby być ostrożniejszą oraz – by uwrażliwić innych.
Bądźcie więc spokojni, zrównoważeni i ugruntowani wewnętrznie, przytomni i uważni, a wszystko będzie dobrze.

JA JESTEM MIŁOŚCIĄ,
JA JESTEM PRAWDĄ I ŻYCIEM.
JA ZARZĄDZAM, ŻE KAŻDA CIEMNA MOC
ODSTĘPUJE W MGNIENIU OKA.




15 grudnia 2013

WSZYSCY JESTEŚMY W DRODZE - uwalnianie napięć, akceptacja i spokój




Ostatnio na stronie "Listy do Przyjaciół" podzieliłam się swoim snem sprzed kilku lat. Był to sen o Drodze... Ta Droga, to Życie przede mną. Droga jest stale w trakcie budowy. Podążając nią każdego dnia układam kostki pod swoimi stopami. Nie ma tutaj jakiegoś dalekosiężnego celu, ponieważ to ONA sama jest celem, każdy krok, podążanie i doświadczanie. Właściwie - to nie Życie przede mną, ale bycie TU i TERAZ.

TAO te king, rozdział 48:
"Uczeń pracując, osiąga codzienny postęp,
Lecz Drogę można osiągnąć
Jedynie przez codzienne straty:
Stracić tu, nie zdążyć tam...
Aż przychodzi spokój.

Wszystkiemu, co istnieje, potrzebna jest swoboda.
Cały świat należy do tych, którzy pozwalają mu
Płynąć lekko, zgodnie z naturalnym porządkiem,
Ale jeśli ktoś się wysila i pozostaje
W nieustannym napięciu,
Świat wydaje się niezwyciężony."

Powyższy rozdział TAO te king towarzyszy mi w sposób szczególny.
Wracam do niego co jakiś czas, wczytuję się w brzmienie słów i tego, co jest pomiędzy słowami. Codzienne straty, jak wielu z nas,  miałam sposobność odczuć mocno i wyraźnie. Podążając Drogą swego istnienia uczyłam się i uczę nadal akceptować straty. Właściwie przestałam myśleć w kategoriach „straty”. Uwolniłam ze swego życia naprawdę dużo ciężarów, cały balast pozostawiłam za sobą. Zaakceptowałam konsekwencje moich decyzji o radykalnych zmianach, a łączyły się one ze sporymi, namacalnymi stratami – materialnymi, takimi jak pozbycie się samochodu, mieszkania, wielu przedmiotów; dotyczącymi tak zwanej pozycji w środowisku zawodowym i wiążącym się z tym uznaniem i akceptacją otoczenia; utratą poczucia bezpieczeństwa ekonomicznego; a także dotyczącymi ludzi w moim życiu.

Jednak żadna nauka nie jest dana raz na zawsze. Kiedyś wydawało mi się, że jak już coś osiągnę, zdobędę pewną umiejętność, to będę mogła ją „odhaczyć” i tak już pozostanie. A to nie tak. Każdego dnia weryfikuję siebie samą na nowo. Każda sytuacja jest nowa, inna. Wszystko ulega zmianie. Również ludzie wokół mnie. Trzeba stale zachowywać uważność, czujność i dokonywać wewnętrznego wglądu. Jednak bez napięcia, bez wysilania się. Impuls przychodzi we właściwym momencie. Wciąż jestem w drodze, codziennie buduję kolejny jej odcinek, przyglądam się i badam. I poczułam nie raz, jak faktycznie w końcu przychodzi spokój…

„Stracić tu, nie zdążyć tam...
Aż przychodzi spokój.”

Trzeba przestać się bać straty, przestać obawiać się zmian, zaakceptować fakt, że nic co materialne nie jest stałe, że ludzie również odchodzą z mojego życia.

Im mniej mam, tym mniejsze są moje potrzeby. Jeśli czuję się pogodzona z tym, odczuwam spokój. Najpierw zmniejszają się, a później znikają lęki związane z koniecznością zabezpieczenia tych potrzeb. Wymaga to ode mnie akceptacji tego co jest, tego co przychodzi oraz ufności, że Życie o mnie dba i wszystko JEST DOBRZE, układa się tak, jak trzeba. Przekonałam się wielokrotnie, że moje wyobrażenia o tym, jak powinno wyglądać moje życie, co powinno się właśnie teraz wydarzyć i czego tak bardzo mi potrzeba, wcale nie stanowiły najlepszych rozwiązań. Kiedy usilnie chciałam wprowadzać własne wizje i realizować moje scenariusze zdarzeń, zaliczałam „porażki”, szło jak po grudzie, doznawałam rozczarowań i związanego z tym bólu. Kiedy jednak akceptowałam TO CO JEST i pozwalałam na swobodny przepływ, poddawałam się nurtowi wydarzeń, przestawałam się wysilać i ufałam, że naprawdę, BÓG WIE CO ROBI i ma dla mnie dobry plan – sprawy zaczynały stopniowo układać się na właściwe miejsce, a ja dostrzegałam w tym wszystkim głębszy sens. Również w każdym swoim potknięciu, upadku, nabitych siniakach, które dzięki przyglądaniu się im, dawały mi cenne doświadczenie.

Wiosną tego roku wielokrotnie powtarzałam poniższy tekst, kontemplując go. Z powodu tak zwanych przeciwności losu było mi trudno i nie widziałam przed sobą perspektyw, które bardzo widzieć chciałam. Kolorowymi mazakami wypisałam słowa z TAO te king na zwykłej kartce i przyczepiłam do półki. Miałam ją wciąż przed oczami. Pomogło mi to wlać w siebie przesłanie tych słów i poddać się naturalnemu porządkowi rzeczy.

„Wszystkiemu, co istnieje, potrzebna jest swoboda.
Cały świat należy do tych, którzy pozwalają mu
Płynąć lekko, zgodnie z naturalnym porządkiem,
Ale jeśli ktoś się wysila i pozostaje
W nieustannym napięciu,
Świat wydaje się niezwyciężony."

Tak to już jest, że wszelkie zmiany należy zacząć od siebie, a konkretnie we własnym wnętrzu.

Jeżeli w świecie wewnętrznym dokonuję porządków, wprowadzam weń harmonię i spokój - w świecie wokół mnie wszystko stopniowo zaczyna układać się na swoje miejsce, zaczynam odczuwać otaczający mnie spokój. To oczywiście jest nieustający proces. Każdego dnia pojawiają się czynniki - zdarzenia czy emocje - mogące ten spokój zburzyć. I niejednokrotnie zdarza mi się, dać się ponieść emocjom. W porządku, jestem człowiekiem. Rzecz w tym, że jestem ich świadoma, przyglądam się im i wciąż uczę się siebie. Dzięki temu, całkiem  niedawno rozpoznałam tkwiące jeszcze we mnie poczucie zagrożenia. Myliłam je z zakorzenionym poczuciem winy. Pewne sytuacje pozwoliły mi odczuć, o co tak naprawdę chodzi. Uświadomiłam to sobie, zrozumiałam i od razu zrobiło mi się lżej! Dzięki temu zamiast konfrontować się z ludźmi, skonfrontowałam się z samą sobą, a do kolejnych sytuacji podeszłam ze spokojem, otwartym umysłem i pełnym poczuciem bezpieczeństwa. Pamiętając przy tym, że nie odpowiadam za decyzje innych, lecz tylko za swoje.




13 października 2013

Moja Droga na Południe - JESTEŚ OTOCZONA BEZWARUNKOWĄ MIŁOŚCIĄ



Życie szlifowało mnie jak jubiler diament, musiałam się zahartować. Odczuwałam samotność, niedostatek, brak domu. Trudno było mi czuć się księżniczką. A jednak pakując się w Bieszczady uprzedziłam Zbyszka, że jedzie do niego KSIĘŻNICZKA, aby przygotował się na osobę wymagającą i lubiącą wygody. Była to przewrotność z mojej strony, ponieważ pomimo zamiłowania do komfortu, potrafię przystosować się do różnorodnych warunków, a w tym momencie tęskniłam do bycia blisko natury. Ale Zbyszek podchwycił żart i od tego momentu tak właśnie do mnie się zwracał: Księżniczko. I było to nad wyraz miłe, uprzejme i połączone z dbałością o mnie.

10 października 2013

ZAAKCEPTOWAĆ NIEZNANE



A CO, JEŚLI...?

Człowiek generalnie boi się tego, czego nie zna i chętnie trzyma się tego, co już zbadał. To daje mu poczucie bezpieczeństwa.

Aby nauczyć się akceptować podążanie w nieznane musiałam przejść bolesną drogę, na której z trudem przełamywałam wewnętrzne opory i strach. Podejmowałam radykalne, acz nie racjonalne decyzje, zamykając usta rozumowi pytającemu „A CO, JEŚLI…???” Co, jeśli się nie uda, czekają tam na mnie problemy, trudności, brak akceptacji, a przede wszystkim – JEŚLI SOBIE NIE PORADZĘ!

Wasze ulubione

Archiwum Bloga