NIEWIDZIALNI BEZDOMNI - Rzecz o Przebudzeniu

Zdjęcie: Zbyszek


Wielu ludzi myśli o sobie, jako o przebudzonych, a może nawet pretendujących do oświeconych, cokolwiek to oznacza.

Przebudzić się można na wiele sposobów i w wielu aspektach życia. Być może w jakimś się już ocknąłeś, a w wielu innych wciąż śpisz...

Weganizm jest wg mnie jednym z aspektów przebudzenia świadomości. Ale bynajmniej nie jedynym. Można być weganinem wrażliwym na los zwierząt i troszczącym się o swoją roślinną dietę, ale być ślepym na stojącego obok człowieka. Co więcej – można nie dostrzegać siebie samego i zamknąć się na samopoznanie. A jeśli nie widzisz siebie, to czy faktycznie zobaczysz innych?

Zagonieni, zakręceni w tym wariackim świecie, gdzie wszystko wciąż jeszcze jest na czas – szybciej, taniej, więcej i więcej – ludzie pędzą zaślepieni przed siebie, bo nie mają czasu przyjrzeć się sobie ani cudom, które mijają każdego dnia. Ilu zatrzyma się, by zachwycić się rozkwitającym bzem? Ilu w ogóle dostrzega zachód słońca? Myślę głównie o mieszkańcach wielkich miast. Zdarzyło mi się takim osobom rzucić spontanicznie: - Ach, jaki piękny zachód słońca! Albo – wspaniały księżyc! Nie odnotowałam żadnej reakcji. No chyba, że były to kilkuletnie dzieci…

Do dzisiejszych rozważań skłonił mnie krótki filmik (do obejrzenia poniżej). Zaledwie trzy i pół minuty, a takie wrażenie. Ciekawy eksperyment. Warto obejrzeć  i zastanowić się chwilę...

Czy przyszłoby ci do głowy, że ktoś z twoich bliskich może stać się bezdomnym i leżeć na ulicy...? Mi kiedyś przyszło, ponieważ sama byłam tego bliska. Dzięki uporowi, determinacji i pomocy życzliwych  osób (oraz stałemu wsparciu ze strony Julii) znalazłam dach nad głową. A ilu nie miało tyle szczęścia...? Ilu poddało się nie mając sił, by podźwignąć ten ciężar? Ktoś, kto sam przez to nie przeszedł nie ma pojęcia, jak traumatycznym doświadczeniem jest ono dla wrażliwej osoby. Jak to jest - stracić wszystko i nie mieć fizycznych sił by samodzielnie dalej sobie radzić. Nie jest łatwo prosić o pomoc, kiedy taka sytuacja staje się dla człowieka jego rzeczywistością.

Choć pomocną dłoń wyciągnęło do mnie kilka osób, to później wychodziły ich ukryte oczekiwania i intencje. Szczerą reakcję, będącą odruchem serca i pomoc bezinteresowną uzyskałam od słownie jednej osoby (a poszukiwań było dużo), prawie mi obcej, która sama wiele w życiu doświadczyła i przyjęła mnie do siebie jak matka. Nikogo nie oceniam. Wdzięczna też jestem za to doświadczenie, które bardzo wiele uczy. Zastanawiam się - jakimi, my współcześni ludzie, jesteśmy ludźmi?







Komentarze