Po krótkiej, a może nawet dłuższej przerwie kontynuuję relację z wrześniowego wyjazdu w Bieszczady.
Dwie części opowieści schowały się w czeluściach komputera i czekały na swój moment, no i nadszedł.
Jeśli nie znasz początku tej historii, dobrze byłoby wrócić do wpisów październikowych, począwszy od "FORTUNA KOŁEM SIĘ TOCZY".
Zatem wracamy na bieszczadzką ścieżkę...
JA CHCĘ DO JANA!
Mniej więcej dwa-trzy miesiące przed wyjazdem w Bieszczady, Jan zapraszał mnie do siebie. Zachęcał, abym go odwiedziła, zobaczyła jak mieszka i pobyła kilka dni na łonie Natury.
To było bardzo miłe, pomysł niezwykle podobał mi się, jednak nie widziałam wówczas możliwości zrealizowania go. Bo niby jak? Nie mając pieniędzy…
- Może ktoś znajomy będzie jechał samochodem i zgodzi się mnie zabrać…
I tu Jan rzekł: - Ze Zbyszkiem przyjedź. Z Warszawy macie autobus, a dalej ja was odbiorę.
- Ale Zbyszek dopiero w październiku będzie w Warszawie.
- No to co? – odparł Jan.
No właśnie. Co ma być, to będzie.
No i stało się tak, że z końcem sierpnia pakowałam się w Bieszczady, do Zbyszka. To już coraz bliżej do Jana. Na dzień przed wyjazdem czułam, że potrzebuję nowej duchowej transformacji. Napisałam o tym Zbyszkowi, z dopiskiem: „JA CHCĘ DO JANA!”
Tak właśnie czułam. Moje wnętrze tak wołało.
Odpowiedź zwrotna: „Ok. W swoim czasie wszystko. Nie przyspieszysz, ani nie opóźnisz.”
Dobrze. Zatem – wszystko we właściwym momencie. Jestem drugi dzień w bieszczadzkiej głuszy i dowiaduję się, że jutro, JUTRO przyjeżdżają goście z Ciężkowic!
- Chciałaś do Jana, no to Mistrz przyjedzie do Ciebie. Widzisz, jaką masz moc? – powiedział Zbyszek, uśmiechając się.
Pomyślałam sobie, że ściągnął Go tutaj, aby spełnić moje marzenie. Janowi bardzo spodobało się to miejsce i pewnie wróciłby tu z przyjemnością. Ale Zbyszek zaprzeczył, nic na ten temat Janowi nie wspominał. Jan sam do niego zadzwonił i powiedział, że przyjadą.
I kto mi powie, że to nie jest Synchroniczność?! Oczywiście, Jan wiedział o moim przyjeździe i mogę śmiało zakładać że wiedział, iż nasze spotkanie jest NIEUNIKNIONE.
Tak więc jestem w zasadzie drugi dzień w tym pięknym miejscu,
po całodniowej podróży, wciąż jeszcze oszołomiona tempem wydarzeń, nowymi ludźmi, otoczeniem i całkowicie odmiennymi warunkami życia, a tu zajeżdża samochód z którego wychodzi Jan, we własnej osobie. Wita się ze mną wyrażając radość, że w końcu widzimy się osobiście. A ja przyjmuję te wydarzenia w sposób całkowicie naturalny, nie poddaję się żadnym emocjom, czuję że wszystko toczy się dokładnie TAK JAK POWINNO. W zadziwienie popadam wspominając te wydarzenia i przyglądając się im z dystansu. A tam, wówczas, przyglądałam się jakby z boku - ludziom, ich zachowaniom i reakcjom. Spontanicznie nawiązała się rozmowa pomiędzy mną a Janem. Staliśmy odsunięci nieco od pozostałych, a podczas rozmowy czułam wibrującą energię. Nie wiedziałam co dokładnie się dzieje, ale byłam pewna, że DZIEJE SIĘ.
Pamiętam jakie zadałam pytanie, jednak treści odpowiedzi już chyba wcale nie słyszałam – płynęłam wraz z unoszącą się wokół nas falą, poddając się odczuwaniu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz