Polecany tekst

MOJA KORONA

Na Pełni w Skorpionie zagłębiam się w sobie... 6.05.2020 MOJA KORONA 👑  Moja Korona jest Zielona  Berło moje jest wśród drze...

17 stycznia 2014

Moja Droga na Południe – KIERUNEK KRAKÓW



Po intensywnie spędzonej niedzieli spałam mocno głębokim snem. Poniedziałek obudził mnie słońcem zaglądającym przez firankę. Zbyszek zdążył już pobiec do pobliskiego sklepu po świeże bułki i jogurt, a ja zaparzywszy zbożową kawę wyciągnęłam pojemniczek z jaglanką, ugotowaną wczoraj w kuchni u Jana i Bożenki. Leniwy poranek i śniadanie przed domem wśród kwiatów dobiegał końca. Trzeba było ekspresowo się spakować i stawić na umówione spotkanie z Anią i Januszem.  Zatem żegnamy Pokoje pod Różą w Ciężkowicach i… witamy kolejne przygody!

Tym razem podróżujemy komfortowym samochodem i przede wszystkim – w doborowym towarzystwie. W drodze do Krakowa zatrzymujemy się w Lusławicach. To wyjątkowa okazja, by obejrzeć nowoczesne centrum koncertowe, o którym wcześniej nie miałam pojęcia. Okazuje się, że Małopolska może poszczycić się  nowym ośrodkiem kulturalnym. Jest nim Europejskie Centrum Muzyki Krzysztofa Pendereckiego w Lusławicach, gdzie w 2013 roku odbywał się festiwal muzyki „Emanacje”, z okazji Jubileuszu Krzysztofa Pendereckiego. Architektura prosta i nowoczesna, wewnątrz wszystko jeszcze pachnie nowością. Budynek usytuowany jest praktycznie w szczerym polu i przynajmniej dla mnie, jego pojawienie się na horyzoncie było zaskakujące.

Pobyt w Krakowie rozpoczynamy od krótkiej wizyty w hotelu na Starym Mieście, gdzie nasi gospodarze potrzebowali załatwić swoje sprawy. W zasadzie nic takiego, gdyby nie fakt, że był to skądinąd znany mi i wyjątkowy – Hotel Pod Różą. Cóż za zbieg okoliczności – Rose, rose w mojej głowie u Jana, Pokoje pod Różą w Ciężkowicach, Hotel Pod Różą na powitanie w Krakowie… później były jeszcze kolejne, przyciągające nas miejsca z różą w nazwie. Cokolwiek życie chciało nam przez to powiedzieć, trudno było te zdarzenia zignorować i oboje zwróciliśmy na nie uwagę. I właściwie nie powinnam się temu dziwić, ponieważ róża jest dla mnie symbolem duszy, a cała ta podróż miała zdecydowanie wymiar duchowy.

Tak więc przywitaliśmy się z miastem Kraka, rzec można – luksusowo. Ciekawy przeskok od bieszczadzkiej drewnianej chałupy bez prądu, do europejskiej klasy pomieszczeń Likusów. Stare Miasto w Krakowie w ogóle ma swój specyficzny urok (jak zapewne każde inne Stare Miasto w różnych pięknych miejscach naszego kraju…) i czuję się tam, tak jakoś… „wyżej”. Cudownym zbiegiem okoliczności mieszkanie Ani znajduje się dwa kroki od Rynku Starego Miasta, przy samych Plantach, w starej kamienicy, na ostatnim piętrze. Jest przestronne, klimatyczne, zapraszające. Poczułam się w nim tak… DOBRZE. Gościnność Ani i Janusza była w pełni szczera, naturalna, płynąca z serca. Wlali w moje serce i duszę tyle ciepła. Poczułam się w tym domu niesamowicie miękko, jakby potraktowano mnie znowu jak księżniczkę i podarowano coś znacznie cenniejszego niż pałac. Po tym wszystkim, co stało się moim udziałem przez ostatni rok-dwa, te bieżące wydarzenia stanowiły dla mnie cudowny balsam, magiczną odmianę i nagrodę od losu. Teraz, odświeżając w pamięci tamten czas wciąż czuję się obdarowana i głęboko wdzięczna. To wszystko było całkiem niespodziewane, zaskakujące i być może dlatego właśnie TAKIE WSPANIAŁE.




- Korzystajcie z czego chcecie. Czujcie się jak w domu. – Takie słowa usłyszeliśmy od Ani. Po czym niemalże w ułamku sekundy chwyciła zaparzacz, aby jeszcze nastawić dla nas kawę i oboje z Januszem uściskali nas serdecznie, odwiesili klucz na gwoździu i zniknęli za drzwiami. TACY LUDZIE to SKARB. DZIĘKUJĘ WAM!






W tym mieszkaniu naprawdę czułam się jak w domu, a zwłaszcza w kuchni pełnej filiżanek, kubeczków, talerzyków i innej ceramiki. Widać było kobiecą rękę i zamiłowanie do detali. W jadalni stał przepiękny drewniany stół, z grubych desek, które ponoć Ania odzyskała ze starych schodów i zleciła przerobić na stół.
Znowu mogłam wyspać się w szerokim, długim, wygodnym łóżku i miękkiej pościeli.
I kąpiel! Od przeszło trzech lat nie mam dostępu do wanny i korzystam ze skądinąd wygodnych natrysków. Ale wanna, możliwość położenia się w gorącej wodzie z pianką – to takie odprężające i potrzebne, zarówno dla ciała jak i dla zmysłów.








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wasze ulubione

Archiwum Bloga