poniedziałek, 11 lipca 2016

KUCHENNA MEDYTACJA - BISZKOPT Z OWOCAMI LATA CZYLI JAJA W KUCHNI WOLNEJ OD SOI










Rozkoszuję się smakiem domowego biszkoptu.
Ale zanim to nastąpiło przeżywałam wielką radość podczas jego przygotowywania. Miałam w tym kilkuletnią przerwę. Między innymi dlatego, iż przez cztery lata nie spożywałam jaj, co zmieniło się w styczniu tego roku. A jak wiadomo – podstawą biszkoptu są dobrze utarte i ubite jaja. Przygotowywanie ciasta na biszkopt to prawdziwa medytacja w działaniu. Wymaga uważności oraz cierpliwości podczas stopniowego, powolnego procesu dodawania i mieszania składników

Jak mówi Julia:
„Mieszanie ciasta na biszkopt jest szalenie istotne. Staraj się robić to delikatnie, napowietrzając ciasto i nie niszcząc struktury piany. Dzięki temu biszkopt będzie idealnie puchaty.”
Podążałam za jej wskazówkami, korzystając ze sprawdzonego i udostępnionego przez Julię przepisu.

Kiedy chcesz upiec ciasto lub przygotować jakąś potrawę i z rozmysłem dobierasz składniki , pozostajesz w dobrym nastroju, cieszysz się tym co właśnie tworzysz, wówczas  faktycznie tworzysz samo dobro i zdrowie. Zarówno w postaci gotowej potrawy, jak i jako efekt odczuwanego stanu.

Ktoś kiedyś gdzieś napisał, że kuchnia to świątynia. I ja się z tym zgadzam.

W mojej kuchennej świątyni jaj używam wyłącznie ze sprawdzonego źródła – z certyfikowanego gospodarstwa ekologicznego i to takiego, które uważam za godne zaufania bądź od małego gospodarza, z którym rozmawiam i wiem od niego, jak jego kurki są traktowane i czym karmione. Dlaczego mu ufam? Ponieważ patrzę mu głęboko w oczy.

W miarę aktualnych możliwości wszelkie składniki stosuję w wersji jak  najbardziej naturalnej, możliwie ekologiczne. Najchętniej z małych gospodarstw, jeśli mam do nich dostęp. Przestrzeganie reguł ekologii i właściwego traktowania zwierząt uważam za priorytetowe w przypadku jaj, masła i jogurtów, które również stosuję ponownie od niedawna. Od niedawna także całkowicie wyeliminowałam z mojego żywienia soję, która okazała się dla mnie mocno szkodliwa, zwłaszcza w postaci sojowych jogurtów. Już po kilku dniach sojowego postu poczułam ogromną poprawę.

Wracając do biszkoptu…
Tak, to cudowny radosny proces. Czułam się bardzo szczęśliwa przygotowując ciasto, później je ozdabiając, kosztując, a w końcu dzieląc się nim z dawno nie widzianym kolegą.
W tym kulinarnym uniesieniu nie posłuchałam jednak dobrej rady koleżanki, by zastosować nieco niższą temperaturę i odrobinę krótszy czas pieczenia ze względu na piekarnik z termoobiegiem…. No i biszkopt nieco się przypiekł i troszkę wysuszył. Ale i tak udał się pysznie!

Prosto z pieca!


PRZEPIS wykorzystałam z bloga Julii.
Jest doskonały!
Jednakże wymieszałam dwa rodzaje mąk – pół na pół orkiszową ciemną i ryżową jasną.
Na ciasto w brytfannie wyłożyłam świeże owoce od rolnika – czarną porzeczkę oraz odrobinę wiśni zerwanych z drzewa sąsiada.
Po upieczeniu kawałki ciasta ozdobiłam kremem kokosowym.


Biszkopt z owocami i kremem kokosowym



W drugiej wersji biszkopt polałam sosem z naturalnego jogurtu eko Łemkowyna i melasy karobowej. Wyśmienite!



Biszkopt w sosie karobowym



Tak cieszyłam się ze swojego wypieku, że postanowiłam tę radość uwiecznić. Jednak nie tak łatwo zrobić selfie z brytfanką pełną ciasta...



Ciasto-selfie



Przy tej okazji polecam Tobie gorąco placuszki ryżowo-bananowe, również według przepisu Julii.
W mojej wersji usmażone placuszki polałam sosem ze świeżych truskawek z dodatkiem naturalnego jogurtu oraz syropem daktylowym. Tym samym kwaśne zrównoważyłam słodkim.



Placuszki bananowo-ryżowe


PRZEPIS NA PLACKI BANANOWE, pięknie ilustrowany akwarelami, znajdziesz TUTAJ.











niedziela, 3 lipca 2016

DZIENNIKI 2016 – TAKA JA




3.07.2016 niedziela

Modlitwa
Wyciszam się. Wchodzę głęboko w swoją Głębię.
Ojcze, bądź ze mną. Widzę i czuję Twoje dłonie na moich barkach, ramionach.
Dziękuję za wsparcie. Dziękuję za Drogę. Za rozwój.
Cisza.
Z serca wyrywają się uczucia. Tyle ich. Łzy.
Tyle odczuć. Emocji. I uczuć. I myśli.

Dbaj o siebie. Nie daj sobą manipulować. Łzy.
Nie musisz korzystać z niczyich rad. Możesz. Nie musisz.
Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane – tak mówią.
Dbaj o siebie. Naucz się odmawiać.
Dziękuję za Ciszę i Spokój. Dziękuję Ojcze. Dziękuję.

Jestem naiwna. Łatwowierna zbyt. Więcej MOCY!



Żyję jak w klasztorze. Tyle że – inaczej.
Taka inna wersja klasztornego życia.
Indywidualna Droga Duchowa.



TAKA JA 

Tyle wzruszeń. Tyle wzruszeń.
I radość. I smutek.
Błogość.
A czasem… ból.
Tyle wglądów. Tyle olśnień. Tyle darów.
I nawet wywyższenie.
I wciąż tyle wzruszeń. I znowu łzy.
Radości łzy. Smutku łzy. Wdzięczności łzy.
A czasem… łzy tęsknoty.

Taka JA.
Pełna.
I w górę.
I w dół.
Pełna.

A potem – CISZA.

Pustka.
Cisza.
Nic.
I wszystko.
Pełnia.
I ZERO. NIC.

JA JESTEM.
I NIE MA MNIE.
I JESTEM.
JA.
  












Gdybym chciała opowiedzieć Wam wszystko, co przeżyłam, czego doświadczyłam, przestalibyście słuchać.


Chcę przestać narzekać na niedogodności mojego życia.
Przestać narzekać.
JEST JAK JEST. JEST DOBRZE TAK, JAK JEST.
Dlaczego właśnie TAK?
Ponieważ to są idealne warunki, bym mogła zająć się TYM, CZYM MAM SIĘ ZAJĄĆ.
W tym kontekście trudności stają się pomocą.
Tak. Dobrze, że to wiem. Wiem to od dawna. Przemawiam sama do siebie tymi argumentami. Wiem, że są słuszne. A niedogodności wciąż pozostają niedogodnościami. Rozumiem dlaczego jest jak jest, a uwiera mnie nadal. Księżniczka na ziarnku grochu…

Jednak do wielu elementów tej sytuacji już przywykłam. Nauczyłam się dostrzegać plusy i korzyści. I czerpać z tych korzyści, z czym wcześniej miałam trudność. Wiele sytuacji krępowało mnie, nie potrafiłam odnaleźć się w nich. Teraz radzę sobie z nimi i czuję się swobodniej. Już się tak nie przejmuję tym, co inni mogą sobie pomyśleć. Niech myślą co chcą. Mi doprawdy wystarczy natłok własnych myśli.

Blisko cztery lata zajęło mi przystosowanie się do życia na krawędzi, bez własnego domu. Kątem u innych, obcych. Bez zabezpieczeń.

Wciąż mam marzenia. Właściwie wciąż te same od lat. A jednak priorytet pozostał. Nadrzędność Wyższego Planu, za którego sprawą tutaj jestem.

Od kilku lat powtarzałam, że chcę i potrzebuję realizować potencjał mojej duszy.
No i realizowałam.
Na początku tego roku pojawiły się we mnie nowe słowa:
Chcę i potrzebuję realizować Najwyższy Potencjał Świadomości mojego ciała, mojej duszy, mojej osobowości fizycznej. W tym życiu.

Jeszcze nie wiem, dokąd mnie to zaprowadzi.