sobota, 28 lutego 2015

ALE JESTEM






JESTEM
CHOĆ MNIE NIE MA
CHOĆ MNIE NIE MA
JESTEM

Jestem kulą światła
Nabierającą kształtów
Pędzącą przez galaktyki
By zanurzyć się w wodach oceanu
I zamieszkać w kryształowym mieście

Jestem wiecznym poszukiwaniem
Pytaniami bez odpowiedzi
Wątpliwościami na drodze ku odkrywaniu Prawdy
Zamkniętej w okowach lęków, ciemności i cierpienia
Tak głęboko
By światło prawego serca nie mogło jej dosięgnąć

Jestem odkrywcą
Choć spętanym mrocznymi doświadczeniami
To silnym duchem
Mocnym prawdą serca
I wytrwałym w świetle

Rozpuszczę bariery, pokonam trudności
Znajdę sprzymierzeńców
Jasność mego widzenia rozwieje ciemność
Rozpali trwałe pochodnie
Na coraz gładszej drodze do sedna

Jestem smugą światła
Wpadającą w głębiny oceanu
Rozświetlone przez kryształowe miasta

JESTEM OKRUCHEM STWÓRCZEJ MYŚLI
ALE  JESTEM








niedziela, 22 lutego 2015

TWARDY KAMIEŃ ŚWIATA czyli ZAJMIJ SIĘ WŁASNYM OGRODEM




Zaczerpnięte z profilu Nassima Harameina



Kilka lat temu porzuciłam tzw. karierę zawodową. Pozostawiłam za sobą sukcesy, splendor, zagraniczne wyjazdy, uznanie, pieniądze i perspektywę wysokich zarobków.
Wymagało to ode mnie przejścia przez barierę ogromnego lęku i nabrania odwagi. Musiałam być zdeterminowana i przekonana o słuszności swojej decyzji. Czułam, że to jedyna droga, by wydostać się z rozrywającego mnie od środka potrzasku, uratować i odnaleźć samą siebie.  Odcięłam się. Nie wiedziałam jeszcze jakie będą tego konsekwencje, ale pewna byłam, że wybór i nowy kierunek jest słuszny.

Stopniowo odcięłam się również od śledzenia bieżących wydarzeń i trendów.
Od banków, urzędów i części rodziny, nie potrafiącej zaakceptować zmian, jakie wprowadzałam w swoje życie. Nie potrzebowałam TV, ani gazet.
Nabrałam  przekonania , że jedyne za co naprawdę odpowiadam, to moje własne życie – moje wybory, moje działania i ich konsekwencje. Zrozumiałam, że nie odpowiadam za wybory innych oraz za to, co zdecydowali się myśleć o sobie, o mnie, o życiu…

Do dzisiejszych wywodów skłonił mnie Michael Tsarion.
Od czasu do czasu słucham, czytam, oglądam materiały o tej tematyce. Badam w sobie co jest moje. Zadaję sobie pytania. Przeżywam rozterki. Ostatecznie jednak wracam wciąż do konkluzji, że każdy odpowiada za siebie i najlepiej zrobi, zajmując się swoim podwórkiem. Dokonywaniem zmian w sobie i swoim życiu.

Michael Tsarion zadaje fundamentalne pytania i stawia odważne tezy:

„Wiedza musi dodawać ci siły i zmieniać po pierwsze ciebie.
Jak możesz robić cokolwiek , by zmieniać świat innych?
Może nawet nie mamy do tego prawa?
Może wszyscy źle to pojmujemy?
Jak ktoś może nawet pomyśleć, że ma prawo ingerować w sposób życia innych?
Jak się nad tym zastanowisz dojdziesz do wniosku, że to absurd.
Masz prawo naprawiać swoje życie. To jest pewne, że masz pełne prawo pracować nad swoim życiem. Masz prawo dokonywać takich wyborów, jakich chcesz.

Co, jeśli jest prawdą, że illuminati , kapłani molestujący dzieci, Templariusze i wszyscy ci ludzie… co jeśli okazałoby się, że oni wszyscy mają pełne prawo, by robić to co robią?
A ty nie masz prawa mówić im, ani nikomu innemu, co ma robić.
Co, jeśli okaże się, że takie jest duchowe prawo?
A jedyne do czego ty masz prawo, to zmiana własnego życia, bez względu na to, co robią inni.

Tutaj jest problem, ponieważ cały świat robi dokładnie na odwrót. Wszyscy gonią, chcąc poprawić innych. A prawdziwa praca ma polegać na tym, że zajmujesz się swoim własnym domem, swoim własnym ogrodem.  Gdyby wszyscy tak robili, niewidzialne siły przyszłyby z pomocą…

Jak mówi Vernon Howard:
POTRAFIMY ZAAKCEPTOWAĆ BOGA, STAJĄCEGO SIĘ CZŁOWIEKIEM, BY OCALIĆ CZŁOWIEKA, ALE NIE AKCEPTUJEMY CZŁOWIEKA, STAJĄCEGO SIĘ BOGIEM, BY OCALIĆ SAMEGO SIEBIE. (Vernon Linwood Howard. 1918-1992)

To jedno z najmocniejszych stwierdzeń, jakie słyszałem.
Czym jest zatem ta zależność ludzi, że je odrzucają? Bo wiem, że wszyscy którzy mnie słuchają wyrażają sprzeciw.
Ale co motywuje ludzi,  by odrzucać to stwierdzenie?
Dlaczego nie chcesz zaakceptować, że człowiek jest swoim własnym zbawicielem?
Bardzo mnie to ciekawi. Dlaczego ty masz z tym problem? Co w twojej psychice sprawia, że mając 20 czy 25, bądź 40 lat, nie masz na tyle rozumu by pojąć, że o to właśnie chodzi?
Wg mnie, jeśli tego nie akceptujesz, nie jesteś zdrowy. Powinieneś przejść kwarantannę. I pozbyć się religii.

Mówiłem to wiele razy i powtarzam to ostatnio:
Musisz pojąć różnicę pomiędzy pytaniem:
- Czy ktoś sprzedał mi te kłamstwa?
a
- Czy kupiłem te kłamstwa?
Bo to wielka różnica.

Sprzedaje ci się kłamstwa, ale to święte prawo sprzedawcy, by sprzedać ci kłamstwa.
Wybór musi być, ale decyzja należy do ciebie. Kwestia moralna dotyczy tego co kupiłeś, w co włożyłeś energię i co dałeś w zamian.

Jak człowiek nie ma harmonii wewnętrznej, tworzy chaos. Chodzi więc o to, jak dobrze jesteś zestrojony. Jak stroisz swój wewnętrzny instrument – świadomość. Alternatywnie możesz go nie stroić, a potem grać symfonię w zespole nie zestrojonych ludzi. I możecie wierzyć, że jesteście nieźli. A będzie to chaos. W rzeczywistości ten chaos jest faktem, jest szczytową formą muzyki. Sam manipulujesz swoim umysłem, by uwierzyć, że twój chaos jest porządkiem. I niestety na świecie jest wielu szkodliwych ludzi, którzy nie lubią porządku. Bo czują się dobrze w chaosie, a ty im go dostarczasz.

Żadnego człowieka, osadzonego w swoim wnętrzu, nie da się zahipnotyzować.

Żaden człowiek bliski swojego centrum, kierowany intuicją, mający wyostrzony zmysł krytyczny nie podda się manipulacji na dłuższą metę czy w trwały sposób. Być może da się go zwieść na chwilę.

Myślę, że wiele dziejących się na świecie przeszkód i tragedii działa jak szlifierka, ostrząca miecze inteligentnych ludzi. Niestety nie da się ich ostrzyć bez tarcia. Bez szlifierki i całego tego mechanizmu. Podobnie jest z wyostrzaniem świadomości: musi istnieć ten twardy kamień świata, by ostrzyć twój umysł i świadomość. Dzięki temu dostrzegasz w tym wszystkim sens. Ostatecznie jest to odkrywanie swojej jaźni, nie społeczeństwa czy innych ludzi. Wszystko to jest odkrywaniem tego, kim i czym jesteś.”


 
A ja zadaję sobie pytanie:
Czy rzeczywiście musi istnieć „ten twardy kamień świata”?
Myślę, że musiał. Do tej pory. Ale – jak długo jeszcze?
Może jednak nadchodzi kres jego istnienia?
Może takiej właśnie zmiany mamy dokonać?










piątek, 20 lutego 2015

ŻYCIE PO SPIRALI I PĘDZĄCE WIRY - DZIENNIKI 2015


Zaczerpnięte z profilu Nassima Harameina



24.01.2015
Przeżywam swoje „AHA!”
Nagłe olśnienia, głębsze zrozumienie tego, co teoretycznie dawno wiadomo…

Ludzie szukają wyższych wymiarów, wysokich wibracji,  poza sobą, na zewnątrz, gdzieś daleko stąd. W niebie. W kosmosie.
A one są wewnątrz nas! Dokładnie odwrotnie, niż wielu sobie wizualizuje!
Niby wielokrotnie powtarzane jest: - wejdź w siebie, wejdź do wnętrza;
A jednak ludzie, w przeważającej większości swej populacji, wciąż kierują uwagę na zewnątrz. Zwracają się ku Bogu w kościołach, świątyniach, w niebiesiech... Czynią świętymi innych ludzi i wywyższają ich...

Moje "AHA!" – widzę wewnętrznie, czuję tak mocno – spirale, wiry układające się przestrzennie…
Na zewnątrz są najniższe wymiary, najniższe częstotliwości.
Im bardziej do wewnątrz – tym wyższe częstotliwości, aż do samego „centrum dowodzenia”.
My jesteśmy wersjami samych siebie z innych poziomów.
Schodzimy coraz „NIŻEJ” czyli coraz bardziej NA ZEWNĄTRZ; sami dla siebie przygotowujemy TAM, to co TU. Rzecz w tym, że na kolejnych poziomach zaczynamy coraz bardziej żyć własnym życiem tej konkretnej wersji nas samych. Zmienia się nasz sposób i punkt widzenia, zyskujemy nowe, inne zrozumienie i postrzeganie rzeczy oraz rzeczywistości. Co innego okazać się może ważne na danym poziomie, niż było planowane w „Centrum dowodzenia”.
WSZYSTKO TOCZY SIĘ PO SPIRALI.
Po spirali przechodzimy z poziomu na poziom, z wymiaru do wymiaru, na kolejne piętra. To dzieje się płynnie i „na zakładkę”, tak jak po spirali toczy się życie wszechświata, a jest ono odzwierciedleniem tego, co wewnątrz nas samych.

Widzę płaskie rysunki koła i przestrzenne wiry.
Pierwotny rysunek koła w kole, to uproszczenie, spłaszczenie przestrzennego wiru, przestrzennej spirali. Wyobraź sobie dziecięcą zabawkę – sprężynę z plastiku, schodzącą po schodach. Kiedy ją złożysz, położysz płasko, zobaczysz  w uproszczeniu koło. Kiedy wprawisz ją w ruch – ujrzysz przestrzenną formę spirali…


30.01.3015
SEN – kolorowe wiry jak tornado

Niesamowity sen, silna energia, pozostająca ze mną na długo.
Wstałam i zaczęłam zapisywać to, co jeszcze widziałam. I czułam.

Byłam na ostatnim piętrze wieżowca, z którego widziałam z góry panoramę miasta. Przez szerokie okno zobaczyłam w oddali, na wysokości wzroku, nadciągające z ogromną, potężną energią i prędkością, wirujące kolorowe tornada. Trzy, przemieszczające się jednocześnie, jeden za drugim. Świetliste, o jasnych barwach - różowy, zielony i... chyba niebieski.
Widząc je, powiedziałam do siebie: - OCHOOOO!
Natychmiast zrozumiałam, że to coś o potężnej sile, co widzę pierwszy raz, z czym jeszcze nie mieliśmy do czynienia. W mgnieniu oka wykonałam odwrót od okna, zabierając ze sobą trzy osoby - córkę, byłego męża i teściową - które miałam ochronić.
Wiedziałam jasno, co mam robić.
Szybko przeszliśmy do innego pomieszczenia. Powiedziałam, aby położyć się na podłodze, przykryci pod białym dywanem. Najpierw oni, na końcu ja. Tak mieliśmy przeczekać.

Tego dnia, myśl o kolorowych wirach towarzyszyła mi w drodze do pracy. Czułam mocno, że to coś bardzo ważnego. Potężna fala.


31.01.2015
Późno wstałam.
Około południa roznosiła mnie energia.
Miałam chęć coś rozpieprzyć, rozwalić i trudno było mi nad tym zapanować.
Emocje, turbulencje - szarpało mną.

Uspokoiło się.
Ale - zawiesił się internet!

Co się ze mną dzieje?!


02.02.2015
Turbulencje minęły.
Wyszłam obronną ręką z tej burzy.
Jestem spokojna, pogodna. Choć jeszcze odrobinę spięta, to coraz bardziej zharmonizowana.
To było jak kuszenie przez diabła. Gra na moich emocjach, uczuciach, słabościach.
Wielka gra umysłu.
Fala, jaka się przetoczyła, mogła nawet zmieść mnie z powierzchni, gdybym była słaba. Te wiry - piękne, świetliste - mają ogromną MOC. Trzeba być silnym wewnętrznie i coraz bardziej świadomie rozglądać się po własnym wnętrzu, by sprostać tym wyzwaniom. Potrzebne jest trafne rozpoznawanie uwarunkowań.  TO jest właśnie ta bieżąca WYŻSZA TRUDNOŚĆ. Wyżej postawiona poprzeczka, sprawiająca że dzieje się coraz... ciekawiej.
Jeśli chcę nadążać i nie wylecieć z hukiem z tego rozpędzonego pociągu te-że-we, jakim jest coraz mocniej przyspieszający od kilku lat czas i coraz prędzej wirujące zmiany, muszę - tak, muszę - być mega uważna i mieć oczy dookoła głowy. A także jasno widzieć własne wnętrze. Potrzebuję obserwować swoje reakcje, emocje, pojawiające się odczucia.. Ponownie - rozróżniać CO JEST CZYM, identyfikować źródło, z którego pochodzą. Co jest moje, a co napływa z zewnątrz i usiłuje zniszczyć moją wewnętrzną pracę.

Potrzebuję pozostawać w jasności umysłu i ostrości wewnętrznego widzenia i wiedzenia. W przeciwnym razie zniszczą mnie moje własne słabości - wątpliwości, intelektualne rozkminki, gierki racjonalnego umysłu. A ich zadaniem okazać się może odcinanie od intuicyjnego postrzegania, prowadzącego z kolei do Centrum, do czystej Wiedzy... słów brakuje mi na opisanie...

Jest DOBRZE.
Równoważę. Koję. Uspokajam. Chronię.
Znowu uczę się wiedzieć, że ja wiem. W sobie.
Dziękuję. W tym stanie umysłu wszystko JEST NA WŁAŚCIWYM MIEJSCU.


05/06.02. 2015
Turbulencje wracają.
Usztywniam się jak betonowa ściana.
Pospinałam ciało na niewidzialne zatrzaski.
Ogień pali od wewnątrz.
Ściska się czaszka.
To musi wybuchnąć, musi spalić się na popiół.
Śmierć - Transformacja - Odrodzenie.

Poleciały iskry.
Popłynęły łzy.
Przyszło zrozumienie.
Te wiry, jakie widziałam przed tygodniem - one przetaczają się przeze mnie. A wraz z nimi nowe, skumulowane informacje. Wywołuje to we mnie turbulencje.
Jak sobie z tym radzić?
Rykoszetem fala uderzeniowa wali w moje otoczenie, w ludzi, których kocham.
Nie chcę ich krzywdzić. Przepraszam.

Świt pojawia się coraz wcześniej.
Jak dobrze jest otworzyć oczy przed siódmą i zobaczyć nad sobą jasne niebo.
To niesie nadzieję.
Jest coraz jaśniej.














wtorek, 17 lutego 2015

NOWA FALA - DZIENNIKI 2015





Kiedy w swoim dzienniku postawiłam datę 2015, zaraz pojawiło się hasło na ten nowy rok…
DBAJMY O SIEBIE.
O siebie samych. O siebie nawzajem.
Równocześnie rozwijajmy swoją indywidualność i współpracujmy ze sobą.
I już widzę, że potrzebuję wziąć to hasło bardzo na poważnie. Dzieje się tak wiele i tak intensywnie, że momentami zapominam o tym, by zatroszczyć się o równowagę. Będę więc sobie o tym przypominać. Ufam, że nie zagłuszę głosu rozsądku w tym codziennym pędzie. Ufam, że Przyjaciele przypomną mi o nim, kiedy się znów zagubię…

12.01.2015
Sny.. jeszcze pamiętam strzępy scen, przewijających się przed moimi oczami… Jedna scena przenika drugą, przenikają się wzajemnie…
Wstaję. Myśli cisną się. Wnioski jasno, wyraźnie widoczne.

Każdy z nas jest NIM.
ON jest każdym z nas.
Widzę to znowu, tyle że inaczej. Odkrywam na nowo.
ON odgrywa każdą z ról poprzez nas.
Jesteśmy jak lalki-marionetki, takie kukiełki na jego palcach, a każdym porusza inaczej. Każdy jest inny i unikalny, czego innego ma doświadczać, ma swój charakter i przeznaczenie.
Widzę dłoń, a na każdym palcu nałożoną inną postać. Widzę rękę, która trzyma wiele nitek, a na końcu każdej tańczy marionetka…

Osobowości… to jest tak, jak rozmaite głosy w twojej głowie; podosobowości; wewnętrzne rozmowy różnych głosów – różnych wersji ciebie samego. Każdy ciągnie w swoją stronę, inaczej widzi twój świat, inne ma zadanie i cele, ale...
Każdy z tych głosów jest innym tobą, każdy siedzi w twojej głowie. Ostatecznie to ty zarządzasz każdym z nich – tym lepiej, im bardziej jesteś ich świadom. Świadom ich istnienia. Im bardziej szanujesz ich indywidualność i prawo głosu. Każdy z nich jest tobą. Ty jesteś każdym z nich, widzianym z innej strony.

Jesteśmy wielką gromadą głosów w jednej głowie. I wcale nie ma nas biliardów – w swej esencji jest nas konkretna grupa,
a każdy z nas ma wiele wiele wiele wersji siebie samego, aby móc przeżywać różne stany, w różnych rzeczywistościach.
By odgrywać rozmaite role na scenie Wszechżycia. A zmiana, dokonana w jednej rzeczywistości, wpływa na zmianę każdej wersji we wszystkich pozostałych odsłonach nas samych.
Widziałeś film "Incepcja"? Spójrz na tę historię szerokim kątem... i szeroko przymkniętymi oczyma...
Klocki domino... popchniesz jeden, a wszystkie pozostałe zmienią swoją pozycję.

Czy zatem każdy z nas jest odpowiedzialny za wszystko, co dzieje się tutaj?
Czy my to wszystko zrobiliśmy sobie nawzajem?
I tak, i nie.
Siadając na wierzchołku widzisz głównego manipulatora – admina – nadzorcę, pociągającego za wszystkie sznurki. Schodząc na niższe piętra zobaczysz jego wyspecjalizowane komórki i okaże się, że każda jest odpowiedzialna za… SIEBIE.


Znowu nieudolnie przekładam na słowa to, co czuję i widzę w języku abstrakcji… Macam, szukam, składam kawałki układanki.



18.01.2015 NÓW
Sny pokręcone, pamiętam sekwencje…

Jestem w jakimś pomieszczeniu – mnóstwo ciemnych, czarnych ptaków latających wokół mnie. Wrony, kruki wplątane w moje włosy. Uciekam stamtąd.

Japonia.
Zdradził mnie przyjaciel.
A może tylko tak mi się wydawało?
Czy moje oskarżenia były słuszne, czy dałam się zwieść pozorom?

Polska.
Krajobraz mazurski. Wokół ludzie, których nie znam. Domek nad jeziorem. Pomost.
Ten sam przyjaciel przywiózł mnie do grona swoich znajomych.
Po czym zniknął. Wyjechał bez słowa. Chodzi o kobietę. Myślę – zdradził mnie.
Ale czy na pewno? Może w pośpiechu nie zdążył zostawić żadnych informacji? Może chodziło o pilną, ważną sprawę?
Brak przekazywania istotnych informacji potrafi zawalić wspaniałe relacje. Podobnie, jak wyciąganie zbyt pospiesznych wniosków, bez zebrania wystarczających ilości wiarygodnych informacji… teraz wiem, że oboje musimy się czegoś nauczyć. Musimy też - my wszyscy - nauczyć się wyrażania swoich uczuć.

Jestem w lesie. Jest jasno, pogodnie, rozświetlone miejsce.
Podchodzi do mnie zwierzę. Trudno powiedzieć, czy to był pies czy lis… a może dwa w jednym?
Mówi do mnie, coś mi tłumaczy.
"... Wiesz dlaczego to drzewo tak wygląda? - wskazuje na wielkie, stare drzewo, porośnięte ogromnymi grzybami. - Bo ludzie na nie sikają..." - odpowiada.

To samo miejsce nad jeziorem. Zmierzch.
Widzę siebie stojącą na pomoście. Jestem sama. Wokół ciemna woda. W łódce kilka osób. Poruszają bardzo ważne kwestie. Słyszę fragmenty rozmowy:
„ … wy żyjecie 60 lat i to nie wystarcza… nie synchronizuje się z całością istnienia…"
Rozumiem, że trzeba zmienić coś w systemie, to nie może dalej funkcjonować tak, jak dotychczas. Ludzie powinni żyć znacznie dłużej i takie było pierwotne założenie, abyśmy mogli tutaj, w tej rzeczywistości realnych zmian, dokonać faktycznie konkretnych działań. Tymczasem długość naszego życia została celowo skrócona, aby uniemożliwić nam działanie. Kiedy stajemy się dojrzali, zyskujemy wgląd w wewnętrzną mądrość i już WIEMY, wówczas umieramy… nie wystarcza nam czasu… To MUSI się zmienić.

Wygląda na to, że czas został celowo rozciągnięty, a my wciągnięci w tzw. koło karmy, by kręcić się jak chomik w swoim kołowrotku... mamieni iluzoryczną obietnicą szczęścia, bez szans na bezpieczne opuszczenie tej karuzeli. Jedynie ci pełni determinacji mogli wyskoczyć w pędzie, doznając poturbowania, ale również uwolnienia, poniekąd. To jednak ma się zmienić. Mamy przerwać to błędne koło. Przejrzeć na oczy. Dostrzec niewolniczy system. Dokonać przeprogramowania. Zrozumieć, że nie wszystko złoto, co się świeci...


19-20.01.2015
Przepływa fala bardzo silnej energii, która mnie rozstraja i wyzwala intensywne emocje.
Nie radzę sobie sama ze sobą. Wpadam w jakąś czarną dziurę.
Nowa fala i niezwykle intensywny napływ. Szczęśliwie pozbierałam się.







niedziela, 8 lutego 2015

POMARAŃCZOWO-KOKOSOWY KREM Z CHIA czyli poranny superwypas








No i znowu, po niejakiej przerwie, namieszałam, ukręciłam, zmiksowałam to i owo.
To się dzielę…

Nareszcie zdecydowałam się sama zrobi COŚ z nasion szałwii hiszpańskiej, czyli popularnych od jakiegoś czasu nasion chia.
Ponoć zamknięte jest w tych małych kuleczkach bogactwo wapnia, żelaza, potasu, magnezu, białka, błonnika, nienasyconych kwasów tłuszczowych omega-3 i wielu innych potrzebnych naszemu organizmowi składników.

Jadałam je już w deserach, jakimi inni częstowali. I zawsze bardzo dobrze to smakowało. Zaopatrzyłam więc w końcu swoją spiżarkę w nowe superfood i postanowiłam poeksperymentować!





Dzisiaj złapałam co miałam i ukręciłam naprawdę wielce smakowity krem owocowy. Albo, jak wolisz, kremowy mus owocowy. Gęsty, treściwy i aromatyczny



Co wzięłam?
Przygotowałam kielichowy blender, a do niego wkładałam:
- 3 banany
- 3 pomarańcze
- 4 namoczone daktyle
- łyżeczkę masła (oleju) kokosowego surowego (bio&raw&virgin)
- kryształki różowej soli himalajskiej
- trochę kokosowego mleka
- trochę kokosowych płatków

Składniki zmiksowałam.

Oddzielnie namoczyłam w niewielkiej ilości wody nasiona chia. Kilka łyzeczek - 3-4.
Stały około pół  godziny, ładnie napęczniały i wytworzyły kleik.
Dodałam do nich wówczas trochę kokosowego mleka, cynamon oraz imbir  i kilka minut podgrzewałam na niewielkim ogniu. Napęczniały jeszcze mocniej.
Taki nasionkowo-kokosowy żel przełożyłam do kielicha blendera i  króciutko zmiksowałam razem z  kremem owocowym.

Wyszło kremowe, aromatyczne, owocowe i sycące.
PYCHA!





niedziela, 1 lutego 2015

WSTAJE NOWE. ZIMOWE PRZESILENIE NA NOWIU, 21.12.2014. EPILOG - DZIENNIKI 2014




Kiedy dojrzewa gotowość do zmian, zmiany dojrzewają by się objawić.




21.12.2014
Niedzielny ranek.
Księżyc na nowiu.
Winter Solstice czyli Zimowe Przesilenie – Najkrótszy dzień w roku, najdłuższa noc, najgłębsza ciemność sięgająca własnego dna, pogłębionego cieniem nowiu.
NÓW zapowiada NOWE.

Ludzie obok podążają do kościoła na niedzielne kazanie, a mi dany jest proces…

Pod zamkniętymi powiekami widzę szeroki, jasny horyzont.
Pastelowe kolory – złoty piasek, błękitne niebo. Daleka przestrzeń.
Słońce, które właśnie wschodzi  i  j u ż   j e s t   PONAD  linią przecięcia horyzontu.

Widzę ŚWIT.    JUTRZENKA.
WCHODZĘ    W    NOWE.

JEST ŚWIATŁO.    JEST JASNO.     JEST NOWE.
Dziękuję za to doznanie.

Jasność, ciepło, radość i uśmiech rozlewają się po moim wnętrzu, po mojej twarzy, razem z płynącymi ze wzruszenia łzami…
Czuję, że to nowy jasny początek dla mnie, który przekłada się na świetlany świt dla ogółu, dla Całości, dla Nas. Dla każdego, kto zdecyduje się w nim być.

Wchodzę w wewnętrzny proces – pojawiają się obrazy z mojego życia; ludzie, od których doświadczyłam przykrości.
Przychodzi zrozumienie, że wszystko sama dla siebie przygotowałam. A cokolwiek robiłam bądź robię drugiemu człowiekowi – robię samej sobie.
Kiedy czuję do kogoś niechęć, urazę, żal, gniew… w rzeczywistości uderzam tym w samą siebie. Ta uraza trafia we mnie. I przynosi dla mnie, w moim życiu konsekwencje, w postaci kolejnych przykrości, które tak naprawdę sama sobie daję!

Czując niechęć czy urazę do drugiego człowieka przyglądam się jemu i widzę świat/życie jego oczami – On sam/Ona sama ma własne trudności do pokonania; być może czuje się przytłoczony problemami i natłokiem spraw do załatwienia.
Może popada we frustrację – jak czasem ja – i stąd biorą się Jego/Jej zachowania, reakcje wobec mnie.
Zatem  -  WYBACZAM SOBIE, że OCENIAŁAM, że osądzałam, złościłam się.
WYBACZAM SOBIE, że źle myślałam o Nim/Niej i tym samym – o sobie samej.
WYBACZAM IM, ich reakcje na mnie.
Każdy żyje tak, jak potrafi i jak chce w tym momencie.
Skoro z Nim/Nią nie harmonizuję, skoro nie jest nam po drodze, ja odchodzę swoją drogą, w swoim kierunku, a Jego/Ją zostawiam za sobą, w Pokoju. Wybaczam, dziękuję, żegnam się z uśmiechem, z życzliwością, dziękując za to, co otrzymałam.
I zwracam się KU NOWEMU.


WIELE NIEPOŻĄDANYCH SYTUACJI W MOIM  ŻYCIU BIERZE SIĘ Z NEGATYWNEGO MYŚLENIA O INNYCH LUDZIACH.



EPILOG – 30/31.12.2014

W nocy 30 grudnia kładłam się bardzo zmęczona, już po północy.
Leżąc w łóżku uśmiechałam się szeroko, dziękując bardzo za wszystko, co otrzymuję.
Za obfitość. Za dary. Za to, co do mnie przychodzi oraz czym dzielę się z innymi.
Moje serce i dusza są pełne radości. Uśmiecham się szeroko, szczerze.

Rano jak przez mgłę widzę kawałek snu…
Stoję przed szklanymi drzwiami. Widzę przez szybę twarz mojej dawno nie widzianej siostry.
Otwieram drzwi i wpuszczam ją do środka, do mojego świata.








31 grudnia pakuję walizkę. Na dworcu wsiadam w pociąg. Opuszczam zatłoczone, hałaśliwe miasto. Siedząc w ciepłym przedziale turkoczącego wagonu, jestem przenoszona stopniowo w całkiem inną rzeczywistość. Po ponad trzech godzinach podróży wchodzę w świat wyciszenia, spokoju, zwolnionego – choć tylko pozornie – tempa wydarzeń. Pozornie, gdyż zewnętrzna rzeczywistość momentami stoi tutaj w miejscu. Jednak energia pulsuje wyjątkowo intensywnie. Chwilami można ją zobaczyć, pod zamkniętymi lub lekko uchylonymi powiekami, bądź gdy patrzysz trochę obok, przesuwając punkt skupienia o kilka centymetrów…


Otwarte przestrzenie pustych pól.
Łyse gałęzie drzew. Szarówka. Zaszczeka pies. Koty przemkną podwórzem  schronić się do stodoły. W izbie trzeszczą szczapy drewna, spalane ogniem w starym piecu. Ciepło rozchodzi się po pomieszczeniu, z głośników sączy się jazz. Głęboka barwa wina wypełnia szkło. Pachnie już aromatycznie nasączona przyprawami kolacja. Ciepło. Ciepło. Powietrze nasycają rozmowy na tematy, których wielu wciąż nawet nie tyka... 
Wkrótce zegar wybije dwunastą, oznajmiając nowy czas.
Żadnych petard, hałaśliwych fajerwerków. Wystarczą te, które są w nas.


Totalna zmiana. Wszystkiego.

Ten rok zamykam inaczej, niż wiele ostatnich długich lat.
To jak zamknięcie bardzo trudnego, pełnego wyrzeczeń etapu mojego życia i zwrócenie się w całkiem nowym kierunku.
Ten nowy kierunek skąpany jest w jasności. Tutaj realizują się moje zamierzenia. Jest intensywnie, twórczo, a ja już nie jestem sama. Choć przecież nigdy sama byłam i nie byłam, to teraz wyraźnie widzę i czuję obecność Przyjaciół blisko mnie.
Tutaj szanuję i dbam o siebie.
Tutaj szanujemy i dbamy o siebie wzajemnie.