czwartek, 31 grudnia 2015

DŹWIĘCZĄC W RYTMIE














DŹWIĘCZĄC W RYTMIE

Z pędzącego pociągu
Zwanego życiem
Radości bukiet posyłam.
Zatrzymawszy się na stacji Cisza
Skupiam myśl  na Tobie.
Serce moje rozkwita
Kiedy płyną słowa od Ciebie.
Niech więc życia nasze
W rytmie Wszechświata dźwięczą,
Byśmy chodząc po tej Ziemi
Czuli się jak w Niebie
Pomiędzy swojemi.










niedziela, 13 grudnia 2015

DZIENNIKI 2014 – ZAGUBIONY PROLOG






Całkiem nie przypadkiem odnalazły mnie dziś stare zapiski, z lipca 2014r.
Same na mnie wpadły. Zatem dobrze. Niech będzie. W końcu to faktycznie był przedsmak późniejszych DZIENNIKÓW 2014.



30.07.2014

MONOLOGI na dwie nogi i na dwa głosy czyli moje dialogi wewnętrzne.

No to zaczynam cykl ekshibicjonistycznych tekstów.

Siedzę i siedzę,
Myślę i myślę
Czego naprawdę mi brak...

Jasnej, klarownej przestrzeni we własnej głowie.
Wolności od zakodowanych wcześniej wyobrażeń o swojej przyszłości.
Otwartości umysłu na wszelkie nowe możliwości, łącznie z tą, że przez kolejnych 10 lat będę mieszkać kątem u obcych ludzi, że nie spotkam mężczyzny mego życia, że mam być panią "Mary Poppins",  bez własnego domu, bez uznania u córek, bez wsparcia od kogokolwiek.
BO NAJWAŻNIEJSZA DLA MNIE JEST WOLNOŚĆ.
WOLNOŚĆ PRZEKONAŃ, MYŚLI, DECYZJI, WOLNOŚĆ OD PRZYMUSU EKONOMICZNEGO.
I biorę też pod uwagę, że nagle wszystko się zmienia  i na przykład wynajmuję mieszkanie, jednak zawsze wiem, że być może jutro będzie trzeba z niego zrezygnować i przenieść się gdzieś, do małego pokoiku u kogoś... I jestem z tym pogodzona. I cieszę się tym, co jest.
Bo ważniejsze od realizacji pragnień jest dla mnie pozostawanie w zgodzie z samą sobą.

Wciąż zadaję sobie to pytanie - jak to w końcu jest: czy jest plan na moje życie?
- Ależ tak, wiem że jest.
- Czy mam zadania do wykonania, z którymi tutaj przyszłam?
- Ależ tak, wiem to!
- Czy zatem mogę swobodnie kształtować swoje życie, marzyć i spełniać swoje marzenia?
Czy mam zdać się na ten odgórny plan i zapomnieć o samorealizacji, a poddać się realizacji zadań? Jak to jest z tą misyjnością?  Wciąż nie wiem tak do końca i w pełni - JAK TO JEST?
- Ja wiem, że chcę żyć i działać w harmonii z Wszechświatem.
- Co to oznacza?
- W zgodzie z planem nadrzędnym. Zdecydowanie nie chcę żyć wbrew temu planowi, wbrew harmonii Wszechświata. Wiem, że wszystko ma swoje miejsce i czas.
- MOMENT. Ależ ja to WIEM z całą pewnością! Wiem, że działanie na siłę niczego dobrego nie przyniesie. Wiem to. Moje życie i doświadczenie pokazuje mi to i potwierdza. Zawsze był ten właściwy moment.
- Dobrze. Ale. Wszystko przecież uległo przemianie i zmianie. Być może teraz moje życie rządzi się już innymi zasadami?
- Co? Myślisz, że jesteś tutaj dla swojej czystej przyjemności? Na wakacje przyjechałaś na planetę Ziemia? Absurd! Skoro jesteś tutaj, to znaczy, że twoja tutaj obecność ma ZNACZENIE. Dla Ciebie oraz dla CAŁOŚCI.
- Zatem?
- Zatem przestań jęczeć, narzekać i tworzyć dziwne projekcje. Wsłuchuj się w siebie, obserwuj wydarzenia wokół Ciebie, nasłuchuj i odczuwaj. Dobrze już wiesz, że we właściwym momencie poczujesz IMPULS do DZIAŁANIA. I doskonale już wiesz, że wszystkie twoje PRAWDZIWE POTRZEBY ZAWSZE SĄ ZASPOKOJONE.
A twoja sytuacja jest lekcją nie tylko dla samej Ciebie, ale również dla osób ciebie otaczających, które dostają możliwość i szansę odnalezienia się i reagowania w danych okolicznościach.
RAMEN.





niedziela, 25 października 2015

HUMAN - Piękni Ludzie








HUMAN - Niesamowita epicka opowieść autora „HOME”.
Yann Arthus Bertrand ponownie zadbał o wspaniałą stronę wizualną. Zdjęcia urzekają. Muzyka miękko współgra z obrazem. Prawdziwość przekazu ludzkich historii i emocji dotyka głębi nas samych.

Widzimy tutaj ocean ludzi potrzebujących obfitości, jak sucha ziemia po lecie.
Prawdziwe życie nie pachnie Diorem, nie ciągnie się za nim smuga Chanel Nr5.

„Kiedy kupujesz , nie płacisz pieniędzmi… płacisz życiem, które przeznaczyłeś na to, aby zarobić pieniądze, które właśnie wydajesz. A życie płynie…”

Niewolniczy system w XXI wieku wydaje się być rozpowszechniony na naszym globie znacznie szerzej, niż za amerykańskiej secesji. A ponoć w obecnych czasach niewolnictwo zostało zakazane we wszystkich prawodawstwach świata…

Wchodząc w świat,  pokazywany przez Bertranda - a przecież to otaczający nas, mniej lub bardziej, świat - zadaję sobie pytania...
Czym jest człowieczeństwo?
Czym jest szczęście? Jak wiele potrzeba, by je poczuć?
Otaczają nas piękni ludzie, a każdy niesie w sobie własną historię. I własny obraz szczęścia.



Jestem wdzięczna i szczęśliwa każdym dniem mojego życia.
Cieszę się każdym oddechem.
Idę drogą i cieszy mnie każdy krok.
Dziękuję za zdrowie, które mam.
Dziękuję za życie, którego doświadczam. Jestem szczęśliwa.



HUMAN – Spójrz na te twarze. Popatrz w te oczy.














poniedziałek, 12 października 2015

TERRA VEGE – LUDZIE Z PASJĄ. Nowy sklep na wegańskiej mapie Warszawy.








Cieszy mnie przeogromnie, kiedy spotykam ludzi materializujących w biznesie zmiany, jakie wcześniej wprowadzili we własnym życiu. Cieszy, że kolejne osoby przewartościowują swoje życie i dostrzegają, co w nim jest ważne tak naprawdę.

A po wielokroć jedną z największych wartości okazuje się być nasze zdrowie – fizyczne i psychiczne. Dolegliwości pojawiające się w ciele ukierunkowują nas do poszukiwania odpowiedzi na pytanie - jak sobie pomóc, aby czuć się dobrze? Bywa, że aby zacząć samemu szukać sposobów, wpierw odbywamy długą i męczącą podróż przez gabinety lekarskie, sterty niekoniecznie przyjemnych badań aż po poczucie bezsilności, że wciąż nie wiemy co nam tak naprawdę dolega i jak tych dolegliwości się pozbyć.
I to bywa momentem zwrotnym, kiedy decydujemy się sami poszukać odpowiedzi. Zaczynamy pytać, czytać, obserwować siebie i wyciągać wnioski.
Następuje zmiana sposobu odżywiania i często towarzysząca temu ogólna zmiana sposobu myślenia i życia.

O takich zmianach rozmawiałam z Renatą, współinicjatorką nowo otwartego sklepu z żywnością wegańską na warszawskich Kabatach - Terra Vege. Renata borykała się z różnymi problemami zdrowotnymi . Przez wiele lat była wegetarianką. Jednak dopiero przestawienie się na wyłącznie roślinne odżywianie sprawiło, że zaczęła czuć się zdecydowanie lepiej. Następnym krokiem było wyłączenie glutenu i to już była wielka zmiana. Wiele objawów chorobowych ustąpiło. Renata poczuła całkiem nowy komfort funkcjonowania. Zmiany, jakich dokonała u siebie zainspirowały Jej partnera, Rafała. Przekonał się w końcu na własnym organizmie i definitywnie wykluczył z jadłospisu zarówno mięso, jak pozostałe odzwierzęce składniki. Ta zmiana najwyraźniej była mocno odczuwalna, ponieważ zdecydował się inspirować innych ludzi i pokazać na własnym przykładzie, że naprawdę da się i to ze wspaniałym skutkiem, żyć na odżywianiu roślinnym. Dlatego właśnie założył sklep z naturalną, roślinną i w większości bezglutenową żywnością.











Sklepik jest nieduży, a atmosfera w nim bardzo przyjazna. Spotkacie się z życzliwością, otwartością oraz radą, jeśli jej potrzebujecie.

W asortymencie znajduje się dużo produktów certyfikowanych ekologicznie.
Znajdziemy spory wybór roślinnych mlek, jogurtów, serów, pasztetów i wyrobów garmażeryjnych. W dobrej cenie można zaopatrzyć się także w tofu i tempehy.













Co tydzień przyjeżdżają świeże wypieki z piekarni bezglutenowej Margita – wszystkie wegańskie. Dostępne są również pyszne pierogi i kopytka – z Margity bez glutenu lub z Jasienicy pszenne, z certyfikatem eko.











Pojawiły się również czekolady słodzone stewią i różne produkty dietetyczne, w tym suplementy.


Stopniowo zwiększany jest asortyment naturalnych kosmetyków. Zauważyłam, że szybko znikają z półki lubiane produkty marki Himalaya. Dostrzegłam kilka propozycji znanej mi niemieckiej marki NeoBio.








Jak widać, w sklepie Terra Vege z powodzeniem zaopatrywać się mogą zarówno osoby zdecydowane na odżywianie roślinne, jak również poszukujące z różnych powodów produktów dietetycznych, a więc alergicy, diabetycy i oczywiście rodzice małych (i dużych) dzieci.

Osobiście trzymam mocno kciuki za powodzenie przedsięwzięcia Renaty i Rafała.
Ufam, że mała osiedlowa inicjatywa spotka się z uznaniem okolicznych mieszkańców, zainteresowanych naturalną zdrową żywnością.
Weganie zaś zechcą zrobić sobie wycieczkę metrem lub rowerem i dojechać na Kabaty również z innych rejonów miasta. Może przy okazji wywietrzycie płuca i głowy robiąc sobie przechadzkę po lesie, a wracając odwiedzicie Terra Vege.

Właśnie nastąpiła inauguracja internetowej wersji Terra Vege, można zatem jeszcze przed wizytą na Kabatach zapoznać się z asortymentem. Odbiór zamówionych produktów odbywa się osobiście, w sklepie stacjonarnym.

Zapraszam Was serdecznie, przede wszystkim w imieniu własnym jako klientki i przyjaciółki sklepu, jak również w imieniu Renaty i Rafała. Może spotkamy się na zakupach i pogawędkach o życiu wege i nie tylko…











Terra Vege, ul. Kabacki Dukt 4/U1, vis’a vis Tesco Kabaty.
Sklep mieści się na końcu Al. KEN, krótki spacerek od stacji Metra Kabaty.
Otwarty pn. –pt. 9-19 
z wyjątkiem środy - 11-19
soboty - 10-16




piątek, 9 października 2015

SPOKÓJ


Autorem zdjęcia jest Zbyszek






JEŚLI TRACISZ PIENIĄDZE
NIC NIE TRACISZ

JEŚLI TRACISZ ZDROWIE
COŚ TRACISZ

JEŚLI TRACISZ SPOKÓJ
TRACISZ WSZYSTKO


Bruce Lee





Czy te słowa wypowiedział faktycznie Bruce Lee?
Nie gwarantuję, ponieważ nie słyszałam.
Niezależnie od tego, czyjego są autorstwa, warto zastanowić się nad ich treścią.







poniedziałek, 5 października 2015

TRZEBA UFAĆ, ŻE WIEM


Rysunek autorstwa Virydi


Czasami zewnętrzna sytuacja i życiowe zawirowania sprawiają, że gdzieś gubi się wypracowana wcześniej ufność – ufność do życia, do synchroniczności zdarzeń, do tego że wszystko dzieje się we właściwym momencie, we właściwy sposób, a sprawy układają się z właściwymi dla nich ludźmi. Wreszcie – ufność dla siebie samego, dla wewnętrznego przewodnictwa.

Od lat doświadczam synchroniczności i  prowadzenia.
Nauczyłam się, że życie lepiej ode mnie wie, co jest dla mnie w tym momencie najlepsze.
Przekonałam się na własnym doświadczeniu, że kiedy przestaję się zamartwiać i ufam, to sprawy toczą się tak,  jak powinny. Nawet jeśli jest cholernie trudno, a sytuacja wydaje się  być bez-nadziejna. Nigdy ale to nigdy zamartwianie się nie przyniosło mi niczego dobrego. Natomiast dystans do sytuacji (to wielokrotnie bywało prawie niemożliwe, a jednak…) i otwartość na potencjalne rozwiązania -  tak.

Obserwowałam we własnym życiu, jak niemożliwe stawało się możliwe.
Moje życie potrafiło odmieniać się dosłownie z dnia na dzień i to za sprawą zdarzeń niekoniecznie przeze mnie inicjowanych. Doświadczałam cudów.
Ale cuda są w moim życiu obecne każdego dnia, ponieważ dostrzegam je w prostych rzeczach.

Ostatnio potrzebowałam przypomnieć samej sobie, tak bardzo głęboko, że warto ufać, robić to co uważam za słuszne, przestać się bać i poddać się temu, co życie przynosi.
W takich chwilach szukam inspiracji. I wróciły do mnie notatki z wykładów Jonette Crowley. Te proste słowa, jakich potrzebowałam:
TRZEBA UFAĆ, ŻE WIEM.
SKUPIAM SIĘ NA TYM, CO DOBRE.





Notatki z wykładu Jonette Crowley w 2008r w Warszawie

TRZEBA UFAĆ, ŻE WIEM.
ZAUFAJ SWOJEJ PRAWDZIE.

      - KNOW – Poznanie           -  WIEM
      - TRUST – Zaufanie         -  UFAM
      - EXPIRIENCE – Doświadczanie   -  DOŚWIADCZAM

Sekretem jest zmieniać siebie.
Skupiaj się na tym, co dobre.

Nawet, jeśli skupiasz się na negatywnych aspektach po to, aby je naprawić, to nadal poświęcasz uwagę (a za nią energię) negatywizmom. W ten sposób przyciągasz więcej negatywów do swego życia.

Szybciej i lepiej jest skupić się na tym co kochamy i czego pragniemy.
Szybciej i łatwiej jest powiększyć to, co dobre niż pomniejszyć to, co złe.

ZANURZ SIĘ W SIEBIE I POPROŚ O SWOJE WŁASNE PRZEWODNICTWO.
Największe inicjacje przechodzicie podczas własnych indywidualnych medytacji.


Rolą ludzi w Polsce jest utrzymywanie klarowności idei, czystości ideałów, ustanawianie wysokich jakości w biznesie.







niedziela, 13 września 2015

Wierszykanki





Tak oto dnia pewnego, dzięki spontanicznym odruchom serca, przelałyśmy z Julią myśli poprzez wierszowanki, nazwane wierszykankami…


11.09.2015

OD JULII

Ot, wierszem dziś piszę
I chyba
Dobrze się spiszę
Jeśli do Ciebie słów kilka
Skreślę

To tylko chwilka
A uśmiech na buzi się zjawi
Poranek radosnym objawi
Się dzisiaj

I jutro może też sprawi
Że będąc na dworze
Pomyślisz o tych prostych słowach
Smuteczki pod liście schowasz
Wyciągniesz radość z kieszeni

Ciekawe, co się dziś zmieni?



DO JULII

Wszystko się zmienia, Kochanie
Gdy radość ma na śniadanie
Dusza Twa
Tra la la

Skreśliłaś słów więcej, niż kilka
Przecież to ledwie chwilka
A radość tak wielka jest
Że oczy pełne łez

Wierszem piszesz od serca
I to jest zaleta wielka
Bo tak właśnie rozkwita
Dusza Twa
Tra la la!



DO JULII II

Wszystko się zmienia, Kochanie
Gdy serce miękko otwierasz
Człowieka drugiego
Dostrzegasz
I słowo każde życzliwe
I myśl tworząca radość
Sprawia, że razem rośniemy
Nieba głową sięgając

Łezka się w oku kręciła
Pomyślał ktoś z boku – wariatka
A jestem taka szczęśliwa
I głowę mam pełną światła

Radości mam pełen worek
Więcej niż serce pomieści
Rozbłyski mej świadomości
Tak ulotne to chwile
Przychodzą, bez zapowiedzi
Ulatują, barwne motyle

Zostawią jednak ślad trwały
Chociaż są tylko przelotem
W głębi mego jestestwa
Na zawsze zamieszkały

Cudem jest ta harmonia
Muzyka z serca do serca
Co przez nas płynie bez końca
Tworząc nowego człowieka






niedziela, 28 czerwca 2015

QRWA! JAK JA SIĘ CIESZĘ! – WEGAŃSKA WARSZAWA





GO VEGAN! AND BE HAPPY!

Jestem zainspirowana i podbudowana filmem dokumentalnym -  Wawangarda o Warszawskiej Kuchni Roślinnej.

Kiedy 6 lat temu odstawiałam mięso, przechodząc jednocześnie na odżywianie organiczne, lekkostrawne, bezmleczne i w większości bez pszenicy, czułam się trochę wariat. Trudno było o akceptację ze strony najbliższego otoczenia. Nawet rozmawiając z przyjaciółmi, zdarzało mi się słyszeć: No ale bez przesady, żeby tak w ogóle bez mięsa.
Trzy lata temu siedziałam przy stole z człowiekiem, menadżerem z miasta Warszawa, który głośno wyrażał swoje opinie o wegetarianizmie, podsumowując iż weganie, to ludzie psychicznie chorzy i należy ich leczyć. Dziś ogólnie wiadomo i potwierdzają to liczne badania naukowe oraz opinie Instytutu Żywienia, iż właściwie skomponowane odżywianie roślinne jest korzystne dla zdrowia i zapobiega wielu chorobom cywilizacyjnym. Ludzie stają się bardziej świadomi i zwracają uwagę na to, czym jest ich pożywienie. Coraz szerzej i głośniej mówi się, a nawet wręcz propaguje weganizm, również wśród osiągających sukcesy sportowców. Sławny strongman, Patrick Baboumian, propaguje odżywianie roślinne, będąc żywym dowodem, iż można. W Warszawie, a także w innych polskich miastach, miejsc z kuchnią wegańską przybywa jak przysłowiowych grzybów po deszczu. I wiecie co? To jest CUDOWNE! Spełniło się nawet moje marzenie o wegańskich lodach na mleku kokosowym. I nie muszę w tym celu jechać do Kaliforni! Wystarczyło przejść się do VegeMIASTA.
Jakiś czas temu pisałam o nowym wege miejscu w stolicy i moich ulubionych trzech knajpkach. A teraz nie jestem w stanie nadążyć, tak dużo ich przybywa. Cudowne jest również to, że tworzą je często fantastyczni ludzie, pełni pasji i zaangażowania. W ten wspaniały sposób, poprzez tak zwane oddolne działanie, szerzymy nowe idee i wdrażamy je w życie. Tym samym ludzie własną pracą  i poprzez swoje wybory całkowicie zmieniają otaczającą nas rzeczywistość. To jest zajefajne! Jestem szczęśliwa, absolutnie prze-szczęśliwa, że mogę żyć w takim czasie i w takim miejscu!

Obejrzyjcie koniecznie – świetny materiał, przy którym serce się raduje i buzia uśmiecha szeroko.








sobota, 27 czerwca 2015

ZMIANY ZMIANY




Wszystko jest w ciągłym ruchu. Chyba, że akurat nastąpi bezruch...


Nie pisałam przeszło dwa miesiące.
Nie było sprzyjających wiatrów. Do pisania.
Jednak zadziało się wiele. Wyszłam z depresyjnego dołka. Przekroczyłam kolejny próg. Znalazłam inspirację. Zachowałam spokój. Znowu łatwo nie było. Jednak zobaczyłam więcej. Tak już się dzieje. Zamykam kolejny, ważny etap.
Etap równie fantastyczny i pełen wyzwań, co żmudny i trudny. Ale najcenniejszy jest feedback otrzymywany od ludzi, dla których się pracuje. Kropkę nad "I" postawił w miniony piątek starszy pan, słowami: - Coraz chętniej tutaj do pani przychodzę....
Kiedy powiedziałam, że niestety już odchodzę, ale miejsce będzie nadal działać, więc zapraszam, usłyszałam:
Proszę pani, to nie to miejsce jest atrakcją, ale pani!
To chyba najwartościowszy komplement, jaki tutaj otrzymałam . Wzruszyłam się mocno. Poczułam, że to wszystko miało sens. Zwłaszcza, że ten człowiek jeszcze kilka miesięcy wstecz przychodząc, po prostu zrzędził. A teraz naprawdę szczerze się uśmiecha. To mi przypomina sceny z filmu "Pod słońcem Toskanii", kiedy główna bohaterka, stojąc na balkonie przygląda się starszemu panu, dzień w dzień przynosząćemu kwiaty w to samo miejsce... próbuje się z nim zaprzyjaźnić, ale on zachowuje dystans. Dopiero na sam koniec historii mężćzyzna posyła jej uśmiech i pozdrowienie...


Bo mówiąc o ludziach dla których pracuję, nie mam na myśli pracodawcy, ale ludzi przychodzących w TO miejsce. Moja praca służy zawsze dwóm celom: mojemu własnemu rozwojowi oraz ludziom, dla których COŚ robię.
Gdybym pracowała w wege knajpie, to COŚ robiłabym dla przychodzących klientów. Ale o wege szamie za chwilę...

Zatem domykam kolejny etap, a w międzyczasie zawirowało... i już powoli otwiera się nowy. Czyż to nie jest cudowne? Jest. Znowu poznaję ludzi, wchodzę w nowe kręgi. A może... stare-nowe kręgi, bo jakoś tak wszyscy wydają się znajomi. Spotykamy się, by wspólnie tworzyć. Tworzenie jest w toku.

Czas nieco odpocząć, zregenerować siły, przewietrzyć umysł, wzmocnić ciało. Wakacje!



sobota, 18 kwietnia 2015

Dla smutnych, samotnych i nieszczęśliwych








Dla wszystkich depresantów, styranych życiem, spragnionych ludzkiej miłości i obecności przyjaznych, życzliwych ludzi.
Dla każdego, kto przestał wierzyć w siebie i uznał, że do niczego już się nie nadaje.
Jako balsam dla zmęczonych, zapłakanych dusz, jako chusteczka na rozpacz i troski.
Nawet, jeśli w pierwszym odruchu odrzucisz prawdę tych słów, nawet jeśli zwątpisz, że dotyczą również CIEBIE...
Przeczytaj je sobie na głos, uwierz w ich moc i przede wszystkim w MOC jaka tkwi w TOBIE.
Jesteś ważny. Jesteś wartościowy. Jesteś jaki jesteś i właśnie taki jesteś PIĘKNY.
ZAWSZE jest gdzieś ktoś, dla kogo jesteś ważną osobą, kto myśli o Tobie a może nawet potrzebuje Ciebie.
ZAWSZE jednak osobą,  która Ciebie potrzebuje najbardziej, JESTEŚ TY SAM.



WŁAŚNIE W TEJ CHWILI:

–      Ktoś jest z ciebie bardzo dumny.

–      Ktoś myśli o tobie serdecznie.

–      Komuś na tobie zależy.

–      Ktoś za tobą bardzo tęskni.

–      Ktoś chce ci o czymś opowiedzieć.

–      Ktoś chce z tobą być.

–      Ktoś ma nadzieję, że nie masz kłopotów.

–      Ktoś jest wdzięczny za pomoc, której udzieliłeś/łaś.

–      Ktoś chce potrzymać ciebie za rękę.

–      Ktoś ma nadzieję, że wszystko jakoś się ułoży.

–      Ktoś chce żebyś był/a szczęśliwy/a.

–      Ktoś pragnie twojej obecności.

–      Ktoś nie może się doczekać, żebyś w końcu ją/jego znalazł/znalazła.

–      Ktoś cieszy się z twoich sukcesów.

–      Ktoś chce ci coś podarować.

–      Ktoś myśli, że ty JESTEŚ darem.

–      Ktoś ma nadzieję, że nie jest ci za zimno lub za gorąco.

–      Ktoś chce ciebie uścisnąć.

–      Ktoś ciebie kocha.

–      Ktoś podziwia twoją siłę.

–      Ktoś chce się tobą zaopiekować.

–      Ktoś uśmiecha się myśląc o tobie.

–      Ktoś chce popłakać sobie na twoim ramieniu.

–      Ktoś marzy o spotkaniu z tobą.

–      Ktoś chce bawić się z tobą do rana.

–      Ktoś chce dzielić z tobą swoje życie.

–      Ktoś myśli, że jesteś jedyny/jedyna na świecie.

–      Ktoś chce ciebie chronić.

–      Ktoś zrobiłby dla ciebie wszystko.

–      Kogoś bardzo obchodzisz.

–      Ktoś prosi ciebie o wybaczenie.

–      Ktoś jest wdzięczny za twoje wybaczenie.

–      Ktoś chce się z tobą pośmiać.

–      Ktoś pamięta o tobie.

–      Ktoś chce ciebie wysłuchać.

–      Ktoś podziwia twoją mądrość.

–      Ktoś chciałby, żebyś teraz z nim/nią był/była.

–      Ktoś modli się za ciebie gorąco.

–      Ktoś dziękuje Bogu za twoją obecność w jego/jej życiu.

–      Ktoś potrzebuje wiedzieć, że kochasz ją/jego bezwarunkowo.

–      Ktoś czeka na twoją radę.

–      Ktoś chce ci powiedzieć, jak bardzo mu/jej na tobie zależy.

–      Ktoś myśli o tobie dzień i noc.

–      Ktoś chce ci opowiedzieć swój sen.

–      Ktoś jest ci wdzięczny.

–      Ktoś chce cię wziąć w ramiona.

–      Ktoś pragnie, abyś ty wziął/wzięła ją/jego w ramiona.

–      Ktoś ceni twoją duszę.

–      Komuś się śnisz.

–      Ktoś chciałby dla ciebie zatrzymać czas.

–      Ktoś dziękuje Bogu za twoją przyjaźń i miłość.

–      Ktoś chciałby ciebie lepiej poznać.

–      Ktoś nie może się doczekać, aby się z tobą zobaczyć.

–      Ktoś kocha ciebie za to kim jesteś.

–      Ktoś chce podzielić się z tobą swoim marzeniem.

–      Ktoś uwielbia być w twoim towarzystwie.

–      Ktoś chce się do ciebie przytulić.

–      Ktoś kocha twój uśmiech.

–      Ktoś chce abyś wiedział/a, że zawsze będzie przy tobie.

–      Ktoś potrzebuje wiedzieć, że nigdy go/jej nie opuścisz.

–      Ktoś cieszy się, że jesteś jego/jej najlepszym przyjacielem.

–      Ktoś cieszy się, że jesteś jej/jego najlepszą przyjaciółką.

–      Ktoś chce być twoim przyjacielem.

–      Ktoś jest ci bardzo oddany.

–      Ktoś marzy o tobie po nocach.

–      Ktoś żyje dzięki tobie.

–      Ktoś pragnie być przez ciebie zauważony.

–      Ktoś chciałby się do ciebie zbliżyć.

–      Ktoś chce być przy tobie.

–      Ktoś za tobą tęskni.

–      Ktoś w ciebie wierzy.

–      Ktoś czeka na twoją radę.

–      Ktoś potrzebuje twojej opieki.

–      Ktoś ufa ci bezgranicznie.

–      Ktoś pragnie ciebie całym sercem.

–      Ktoś myśli o tobie jak najlepiej.

–      Ktoś ciebie szanuje.

–      Ktoś potrzebuje otrzymać od ciebie ten list.

–      Ktoś potrzebuje twojego wsparcia.

–      Ktoś czeka na twój telefon.

–      Ktoś potrzebuje twojej wiary w niego/nią.

–      Ktoś będzie płakać ze wzruszenia, gdy to przeczyta.

–      Ktoś potrzebuje twojej przyjaźni.

–      Ktoś słucha piosenki, która ciebie przypomina.

–      KTOŚ POTRZEBUJE TO OD CIEBIE DOSTAĆ………………….


Zaczerpnięte ze strony EWY FOLEY.










O DUSZO MA - MUZYKA DUSZY





Moja skołatana dusza doznała dzisiaj ukojenia.
Nakarmiłam ją miękkimi, łagodnymi, otulającymi dźwiękami.
Puściły napięcia, choć trochę. Ciało rozluźniło się, na ile potrafiło. Umysł rozjaśnił się, a pod zamkniętymi powiekami pojawiło się słońce, kiedy kołysałam się miękko w rytm muzyki...

Przypomniałam sobie, czego najbardziej pragnie moje Dusza.
Przypomniałam sobie, że chcę i potrzebuję podążać za swoim wewnętrznym Przewodnictwem.
W codziennym zabieganiu i amoku, w jakim żyje współczesny świat, popadam co i rusz w zagubienie, zapominając o utrzymywaniu w sobie harmonii. Czasem zwyczajnie nie mam siły, by zadbać o siebie samą, kiedy już skończę dbanie o to i o tych, którzy zapewniają mi całkiem elementarne warunki do funkcjonowania. Mówię "elementarne", ponieważ obserwuję, jak współcześni religijnie i duchowo zaangażowani właściciele firm przestali rozumieć, czym jest godziwe wynagrodzenie pracownika i jego godne warunki do życia... Obserwuję sprzeczność pomiędzy głoszonymi prawdami, a podejmowanymi działaniami. A chciałabym widzieć spójność. W moim wnętrzu rodzi się niezgoda na taką sytuację oraz zadziwienie, z jaką lekkością przychodzi tym ludziom żyć w tej duchowej ułudzie. To jedna z przyczyn napięć, szarpiących moim ciałem. I Duszą.



O Duszo ma, cóż Ciebie tak gna, przez ścieżki czasu i miejsc...
W tej marnej grze Ty WCIĄŻ GUBISZ SIĘ,
Więc wstań i otwórz się
NA ZMIANY OTWÓRZ SIĘ.

MIŁOŚĆ TO ODDECH TWÓJ,
KTÓRYM ODDYCHA CISZA

MIŁOŚĆ TO ODDECH TWÓJ,
KTÓRYM ODDYCHA SPOKÓJ



Tej przepięknej pieśni słuchałam dawno w wykonaniu Snatam Kaur.
W ostatnich dniach odkryłam ją na nowo, w polskim wykonaniu wokalistki o aksamitnym głosie, Anny Jurksztowicz.
Cieszy, że Muzyka Duszy płynie w naszym kraju, po polsku.
Nową muzykę Anny Jurksztowicz odkryłam dzięki inspiracji Ewy Foley.

Włącz, posłuchaj, pozwól by dźwięki muzyki wpływały w twoje ciało i duszę...






POZA CZASEM: MUZYKA DUSZY.
O DUSZO MA

O duszo ma, cóż Ciebie tak gna
przez ścieżki czasu i miejsc?
W tej marnej grze Ty wciąż gubisz się,
więc wstań i otwórz się

Śpiewaj swą pieśń najpiękniej tak,
żeby nie musieć śpiewać jej już,
pokochaj raz, lecz mocno tak,
żeby nie musieć kochać znów

O duszo ma, cóż Ciebie tak gna
przez ścieżki czasu i miejsc?
W tej marnej grze Ty wciąż gubisz się,
więc wstań i otwórz się

Drogą swą idź i wiarę w nią miej,
żeby nie musieć wędrować już,
zaufaj raz takiemu guru,
żeby nie musieć szukać znów

O duszo ma, cóż Ciebie tak gna
przez ścieżki czasu i miejsc?
W tej marnej grze Ty wciąż gubisz się,
więc wstań i otwórz się

Pomódl się raz żarliwie tak,
żeby nie musieć modlić się znów
i umrzyj tak jak przykazał Twój Bóg,
żeby nie musieć umierać znów

O duszo ma, cóż Ciebie tak gna
przez ścieżki czasu i miejsc?
W tej marnej grze Ty wciąż gubisz się,
więc wstań i otwórz się

Więc wstań i otwórz się,
na zmiany szykuj się

O duszo ma, cóż Ciebie tak gna
przez ścieżki czasu i miejsc?
W tej marnej grze Ty wciąż gubisz się,
więc wstań i otwórz się

Miłość to oddech Twój,
którym oddycha cisza

O duszo ma, cóż Ciebie tak gna
przez ścieżki czasu i miejsc?
W tej marnej grze Ty wciąż gubisz się,
więc wstań i otwórz się

Miłość to oddech Twój,
którym oddycha spokój




sobota, 11 kwietnia 2015

DZIEŃ ZAGUBIENIA







DZIEŃ ZAGUBIENIA

Jestem jak kot
Otulam się kołdrą
W kłębek zwijam
Przytulam do rozgrzanego pieca
Zamykam oczy i w ciszę zapadam...
Chciałabym, jak koty
Wtulić się w Ciebie i czuć się
Jak w niebie

Koty mają dobrze
Nie są samotne

Rodzina...

Kiedy przepełnia mnie Moc
Chciałabym zadbać o cały świat
Każdego obdarować
Uśmiechem i radością
Przytulić

Kiedy słabnę
Jestem jak wiotka gałązka
Bezwiednie unoszona na wietrze
Wtedy pragnę
By przy mnie był Ktoś
Kochający, ciepły i czuły
Chcę by dbał
I troszczył się jak
Latami ja dbałam
O swoje córy...

Wyję o Miłość więc
Czego naprawdę szukam?
Ojca? Matki?
Mała dziewczynka
Zagubiona w pętli życia...

Na dole szlocha
Mały Ktoś...

Dzień Zagubienia







SZEPTY


"Anioł Chmurny". Autorką zdjęcia jest Virydi





SZEPTY

Chciałoby się, żeby było
A nie jest
Chciałoby się, żeby grało
A milczy

Chciałoby się zgrabnej układanki
A krzywizny wystają
Gubię pion

Gładką drogą chodzić
Wśród pachnących róż…
A tu szaro, mglisto
Tętent kopyt wzbija kurz…

Przewali się, przetoczy
Zawiruje i zdmuchnie
Zostaną jasne oczy
I z  serca płynący zapach róży









niedziela, 1 marca 2015

NIE MUSISZ SIĘ BAĆ - DZIENNIKI 2015


Źródło: Internet




18.02.2015
JEST NÓW
Rano patrzę na zegar. Wyświetlacz pokazuje:
godzina 08.08   data 18.02,   mamy rok 8-semkowy
Jakoś tak... dużo ósemek dzisiaj.

Jestem lżejsza. O, tak. Lżejsza o kubeł ciężkich myśli.
Jestem luźniejsza. O, tak. Zatrzaski odpadły.
Umysł i ciało rozluźniły się.
Kilka ważnych zdań, usłyszanych od Przyjaciół, pomogło w dostrzeżeniu w jaskrawym świetle tego, co mocno czułam pod skórą. Jednak zatrzaski zacisnęły się na tyle silnie, że nie pozwalały na szersze pole widzenia. Ulga.
Kilka celnych spostrzeżeń z jednej, pomocna dłoń z drugiej strony, zadziałały jak czarodziejska różdżka.
Jestem OD-CZAROWANA.
Byłam tak sztywno uczepiona do jedynej słusznej  - wg mnie - wizji,  tak skupiona na celu i pilnym wypełnianiu swoich obowiązków, że prawie brakło mi tchu.
TERAZ ODDYCHAM.

Ale...
... wróćmy kilka dni wstecz. Tam pojawił się zaczyn do zmian...

15.02.2015
SEN
Idę drogą, a może raczej ścieżką.
Jest jasno. Jasna ziemia pod stopami.
Dość wąsko, jednak wystarczająco szeroko by swobodnie iść.
Po obu stronach szpaler zieleni, jak aleja równo przyciętych wysokich krzewów, o gęstej soczystej zieleni.
Droga prowadzi lekko pod górkę.
Za chwilę wychodzę na szeroką przestrzeń. To równina.
Widzę drzewa, rosnące swobodnie, pojedynczo. Po lewej stronie moją uwagę przyciąga dąb. Patrzę na jego brązowe liście.
Ścieżka już mnie nie ogranicza.

Wygląda na to, że jestem na ostatniej prostej, jeszcze trochę mam pod górkę, a wytyczona ścieżka sama mnie naprowadza.
Już nie ma niebezpieczeństwa, by z niej zboczyć. Zieleń wzbudza radosny optymizm.
Duża zmiana przede mną.  I ten dąb... wiem, że odgrywa tu istotną rolę. Ale co tak naprawdę symbolizuje?

I jeszcze dopełnienie obrazu, które stało się dla mnie niesamowicie ważnym przekazem...
Kiedy idę ścieżką pod górę, naprowadzana  zielenią krzewów, słyszę spokojny głos:
NIE MUSISZ SIĘ BAĆ.

Nie musisz się bać...
Nie musisz się bać...
Nie musisz się bać...

Te słowa wybrzmiewają w mojej głowie przez następne dni.
Nie potrzebuję bać się o swoją przyszłość. Wszystko układa się samo, tak jak trzeba. Jest dobrze.
Nie potrzebuję się spinać. Przecież to wiem - działać najlepiej jest bez wysiłku. Niczego nie wymuszać. TAO tak pięknie mnie tego uczy.

Następnego dnia usłyszałam słowa, które tylko to potwierdziły. Machina zmiany ruszyła w moim umyśle. W emocjach. W ciele.
Śmierć energetycznym kłódkom i zatrzaskom.
Transformacja energii. Odrodzenie głębokiej natury. Radość. Lekkość.

21.02.2015
Wstaję późno. Wszystko mnie boli. Ciało zesztywniałe. Zmęczone. Głowa ciężka. Płaczę. Brakuje sił.

23.02.2015
Chociaż wstaję obolała, przez cały dzień wypełnia mnie pozytywna energia. Z radością działam i rozmawiam z ludźmi.
To jest bardzo dobry dzień.









sobota, 28 lutego 2015

ALE JESTEM






JESTEM
CHOĆ MNIE NIE MA
CHOĆ MNIE NIE MA
JESTEM

Jestem kulą światła
Nabierającą kształtów
Pędzącą przez galaktyki
By zanurzyć się w wodach oceanu
I zamieszkać w kryształowym mieście

Jestem wiecznym poszukiwaniem
Pytaniami bez odpowiedzi
Wątpliwościami na drodze ku odkrywaniu Prawdy
Zamkniętej w okowach lęków, ciemności i cierpienia
Tak głęboko
By światło prawego serca nie mogło jej dosięgnąć

Jestem odkrywcą
Choć spętanym mrocznymi doświadczeniami
To silnym duchem
Mocnym prawdą serca
I wytrwałym w świetle

Rozpuszczę bariery, pokonam trudności
Znajdę sprzymierzeńców
Jasność mego widzenia rozwieje ciemność
Rozpali trwałe pochodnie
Na coraz gładszej drodze do sedna

Jestem smugą światła
Wpadającą w głębiny oceanu
Rozświetlone przez kryształowe miasta

JESTEM OKRUCHEM STWÓRCZEJ MYŚLI
ALE  JESTEM








niedziela, 22 lutego 2015

TWARDY KAMIEŃ ŚWIATA czyli ZAJMIJ SIĘ WŁASNYM OGRODEM




Zaczerpnięte z profilu Nassima Harameina



Kilka lat temu porzuciłam tzw. karierę zawodową. Pozostawiłam za sobą sukcesy, splendor, zagraniczne wyjazdy, uznanie, pieniądze i perspektywę wysokich zarobków.
Wymagało to ode mnie przejścia przez barierę ogromnego lęku i nabrania odwagi. Musiałam być zdeterminowana i przekonana o słuszności swojej decyzji. Czułam, że to jedyna droga, by wydostać się z rozrywającego mnie od środka potrzasku, uratować i odnaleźć samą siebie.  Odcięłam się. Nie wiedziałam jeszcze jakie będą tego konsekwencje, ale pewna byłam, że wybór i nowy kierunek jest słuszny.

Stopniowo odcięłam się również od śledzenia bieżących wydarzeń i trendów.
Od banków, urzędów i części rodziny, nie potrafiącej zaakceptować zmian, jakie wprowadzałam w swoje życie. Nie potrzebowałam TV, ani gazet.
Nabrałam  przekonania , że jedyne za co naprawdę odpowiadam, to moje własne życie – moje wybory, moje działania i ich konsekwencje. Zrozumiałam, że nie odpowiadam za wybory innych oraz za to, co zdecydowali się myśleć o sobie, o mnie, o życiu…

Do dzisiejszych wywodów skłonił mnie Michael Tsarion.
Od czasu do czasu słucham, czytam, oglądam materiały o tej tematyce. Badam w sobie co jest moje. Zadaję sobie pytania. Przeżywam rozterki. Ostatecznie jednak wracam wciąż do konkluzji, że każdy odpowiada za siebie i najlepiej zrobi, zajmując się swoim podwórkiem. Dokonywaniem zmian w sobie i swoim życiu.

Michael Tsarion zadaje fundamentalne pytania i stawia odważne tezy:

„Wiedza musi dodawać ci siły i zmieniać po pierwsze ciebie.
Jak możesz robić cokolwiek , by zmieniać świat innych?
Może nawet nie mamy do tego prawa?
Może wszyscy źle to pojmujemy?
Jak ktoś może nawet pomyśleć, że ma prawo ingerować w sposób życia innych?
Jak się nad tym zastanowisz dojdziesz do wniosku, że to absurd.
Masz prawo naprawiać swoje życie. To jest pewne, że masz pełne prawo pracować nad swoim życiem. Masz prawo dokonywać takich wyborów, jakich chcesz.

Co, jeśli jest prawdą, że illuminati , kapłani molestujący dzieci, Templariusze i wszyscy ci ludzie… co jeśli okazałoby się, że oni wszyscy mają pełne prawo, by robić to co robią?
A ty nie masz prawa mówić im, ani nikomu innemu, co ma robić.
Co, jeśli okaże się, że takie jest duchowe prawo?
A jedyne do czego ty masz prawo, to zmiana własnego życia, bez względu na to, co robią inni.

Tutaj jest problem, ponieważ cały świat robi dokładnie na odwrót. Wszyscy gonią, chcąc poprawić innych. A prawdziwa praca ma polegać na tym, że zajmujesz się swoim własnym domem, swoim własnym ogrodem.  Gdyby wszyscy tak robili, niewidzialne siły przyszłyby z pomocą…

Jak mówi Vernon Howard:
POTRAFIMY ZAAKCEPTOWAĆ BOGA, STAJĄCEGO SIĘ CZŁOWIEKIEM, BY OCALIĆ CZŁOWIEKA, ALE NIE AKCEPTUJEMY CZŁOWIEKA, STAJĄCEGO SIĘ BOGIEM, BY OCALIĆ SAMEGO SIEBIE. (Vernon Linwood Howard. 1918-1992)

To jedno z najmocniejszych stwierdzeń, jakie słyszałem.
Czym jest zatem ta zależność ludzi, że je odrzucają? Bo wiem, że wszyscy którzy mnie słuchają wyrażają sprzeciw.
Ale co motywuje ludzi,  by odrzucać to stwierdzenie?
Dlaczego nie chcesz zaakceptować, że człowiek jest swoim własnym zbawicielem?
Bardzo mnie to ciekawi. Dlaczego ty masz z tym problem? Co w twojej psychice sprawia, że mając 20 czy 25, bądź 40 lat, nie masz na tyle rozumu by pojąć, że o to właśnie chodzi?
Wg mnie, jeśli tego nie akceptujesz, nie jesteś zdrowy. Powinieneś przejść kwarantannę. I pozbyć się religii.

Mówiłem to wiele razy i powtarzam to ostatnio:
Musisz pojąć różnicę pomiędzy pytaniem:
- Czy ktoś sprzedał mi te kłamstwa?
a
- Czy kupiłem te kłamstwa?
Bo to wielka różnica.

Sprzedaje ci się kłamstwa, ale to święte prawo sprzedawcy, by sprzedać ci kłamstwa.
Wybór musi być, ale decyzja należy do ciebie. Kwestia moralna dotyczy tego co kupiłeś, w co włożyłeś energię i co dałeś w zamian.

Jak człowiek nie ma harmonii wewnętrznej, tworzy chaos. Chodzi więc o to, jak dobrze jesteś zestrojony. Jak stroisz swój wewnętrzny instrument – świadomość. Alternatywnie możesz go nie stroić, a potem grać symfonię w zespole nie zestrojonych ludzi. I możecie wierzyć, że jesteście nieźli. A będzie to chaos. W rzeczywistości ten chaos jest faktem, jest szczytową formą muzyki. Sam manipulujesz swoim umysłem, by uwierzyć, że twój chaos jest porządkiem. I niestety na świecie jest wielu szkodliwych ludzi, którzy nie lubią porządku. Bo czują się dobrze w chaosie, a ty im go dostarczasz.

Żadnego człowieka, osadzonego w swoim wnętrzu, nie da się zahipnotyzować.

Żaden człowiek bliski swojego centrum, kierowany intuicją, mający wyostrzony zmysł krytyczny nie podda się manipulacji na dłuższą metę czy w trwały sposób. Być może da się go zwieść na chwilę.

Myślę, że wiele dziejących się na świecie przeszkód i tragedii działa jak szlifierka, ostrząca miecze inteligentnych ludzi. Niestety nie da się ich ostrzyć bez tarcia. Bez szlifierki i całego tego mechanizmu. Podobnie jest z wyostrzaniem świadomości: musi istnieć ten twardy kamień świata, by ostrzyć twój umysł i świadomość. Dzięki temu dostrzegasz w tym wszystkim sens. Ostatecznie jest to odkrywanie swojej jaźni, nie społeczeństwa czy innych ludzi. Wszystko to jest odkrywaniem tego, kim i czym jesteś.”


 
A ja zadaję sobie pytanie:
Czy rzeczywiście musi istnieć „ten twardy kamień świata”?
Myślę, że musiał. Do tej pory. Ale – jak długo jeszcze?
Może jednak nadchodzi kres jego istnienia?
Może takiej właśnie zmiany mamy dokonać?










piątek, 20 lutego 2015

ŻYCIE PO SPIRALI I PĘDZĄCE WIRY - DZIENNIKI 2015


Zaczerpnięte z profilu Nassima Harameina



24.01.2015
Przeżywam swoje „AHA!”
Nagłe olśnienia, głębsze zrozumienie tego, co teoretycznie dawno wiadomo…

Ludzie szukają wyższych wymiarów, wysokich wibracji,  poza sobą, na zewnątrz, gdzieś daleko stąd. W niebie. W kosmosie.
A one są wewnątrz nas! Dokładnie odwrotnie, niż wielu sobie wizualizuje!
Niby wielokrotnie powtarzane jest: - wejdź w siebie, wejdź do wnętrza;
A jednak ludzie, w przeważającej większości swej populacji, wciąż kierują uwagę na zewnątrz. Zwracają się ku Bogu w kościołach, świątyniach, w niebiesiech... Czynią świętymi innych ludzi i wywyższają ich...

Moje "AHA!" – widzę wewnętrznie, czuję tak mocno – spirale, wiry układające się przestrzennie…
Na zewnątrz są najniższe wymiary, najniższe częstotliwości.
Im bardziej do wewnątrz – tym wyższe częstotliwości, aż do samego „centrum dowodzenia”.
My jesteśmy wersjami samych siebie z innych poziomów.
Schodzimy coraz „NIŻEJ” czyli coraz bardziej NA ZEWNĄTRZ; sami dla siebie przygotowujemy TAM, to co TU. Rzecz w tym, że na kolejnych poziomach zaczynamy coraz bardziej żyć własnym życiem tej konkretnej wersji nas samych. Zmienia się nasz sposób i punkt widzenia, zyskujemy nowe, inne zrozumienie i postrzeganie rzeczy oraz rzeczywistości. Co innego okazać się może ważne na danym poziomie, niż było planowane w „Centrum dowodzenia”.
WSZYSTKO TOCZY SIĘ PO SPIRALI.
Po spirali przechodzimy z poziomu na poziom, z wymiaru do wymiaru, na kolejne piętra. To dzieje się płynnie i „na zakładkę”, tak jak po spirali toczy się życie wszechświata, a jest ono odzwierciedleniem tego, co wewnątrz nas samych.

Widzę płaskie rysunki koła i przestrzenne wiry.
Pierwotny rysunek koła w kole, to uproszczenie, spłaszczenie przestrzennego wiru, przestrzennej spirali. Wyobraź sobie dziecięcą zabawkę – sprężynę z plastiku, schodzącą po schodach. Kiedy ją złożysz, położysz płasko, zobaczysz  w uproszczeniu koło. Kiedy wprawisz ją w ruch – ujrzysz przestrzenną formę spirali…


30.01.3015
SEN – kolorowe wiry jak tornado

Niesamowity sen, silna energia, pozostająca ze mną na długo.
Wstałam i zaczęłam zapisywać to, co jeszcze widziałam. I czułam.

Byłam na ostatnim piętrze wieżowca, z którego widziałam z góry panoramę miasta. Przez szerokie okno zobaczyłam w oddali, na wysokości wzroku, nadciągające z ogromną, potężną energią i prędkością, wirujące kolorowe tornada. Trzy, przemieszczające się jednocześnie, jeden za drugim. Świetliste, o jasnych barwach - różowy, zielony i... chyba niebieski.
Widząc je, powiedziałam do siebie: - OCHOOOO!
Natychmiast zrozumiałam, że to coś o potężnej sile, co widzę pierwszy raz, z czym jeszcze nie mieliśmy do czynienia. W mgnieniu oka wykonałam odwrót od okna, zabierając ze sobą trzy osoby - córkę, byłego męża i teściową - które miałam ochronić.
Wiedziałam jasno, co mam robić.
Szybko przeszliśmy do innego pomieszczenia. Powiedziałam, aby położyć się na podłodze, przykryci pod białym dywanem. Najpierw oni, na końcu ja. Tak mieliśmy przeczekać.

Tego dnia, myśl o kolorowych wirach towarzyszyła mi w drodze do pracy. Czułam mocno, że to coś bardzo ważnego. Potężna fala.


31.01.2015
Późno wstałam.
Około południa roznosiła mnie energia.
Miałam chęć coś rozpieprzyć, rozwalić i trudno było mi nad tym zapanować.
Emocje, turbulencje - szarpało mną.

Uspokoiło się.
Ale - zawiesił się internet!

Co się ze mną dzieje?!


02.02.2015
Turbulencje minęły.
Wyszłam obronną ręką z tej burzy.
Jestem spokojna, pogodna. Choć jeszcze odrobinę spięta, to coraz bardziej zharmonizowana.
To było jak kuszenie przez diabła. Gra na moich emocjach, uczuciach, słabościach.
Wielka gra umysłu.
Fala, jaka się przetoczyła, mogła nawet zmieść mnie z powierzchni, gdybym była słaba. Te wiry - piękne, świetliste - mają ogromną MOC. Trzeba być silnym wewnętrznie i coraz bardziej świadomie rozglądać się po własnym wnętrzu, by sprostać tym wyzwaniom. Potrzebne jest trafne rozpoznawanie uwarunkowań.  TO jest właśnie ta bieżąca WYŻSZA TRUDNOŚĆ. Wyżej postawiona poprzeczka, sprawiająca że dzieje się coraz... ciekawiej.
Jeśli chcę nadążać i nie wylecieć z hukiem z tego rozpędzonego pociągu te-że-we, jakim jest coraz mocniej przyspieszający od kilku lat czas i coraz prędzej wirujące zmiany, muszę - tak, muszę - być mega uważna i mieć oczy dookoła głowy. A także jasno widzieć własne wnętrze. Potrzebuję obserwować swoje reakcje, emocje, pojawiające się odczucia.. Ponownie - rozróżniać CO JEST CZYM, identyfikować źródło, z którego pochodzą. Co jest moje, a co napływa z zewnątrz i usiłuje zniszczyć moją wewnętrzną pracę.

Potrzebuję pozostawać w jasności umysłu i ostrości wewnętrznego widzenia i wiedzenia. W przeciwnym razie zniszczą mnie moje własne słabości - wątpliwości, intelektualne rozkminki, gierki racjonalnego umysłu. A ich zadaniem okazać się może odcinanie od intuicyjnego postrzegania, prowadzącego z kolei do Centrum, do czystej Wiedzy... słów brakuje mi na opisanie...

Jest DOBRZE.
Równoważę. Koję. Uspokajam. Chronię.
Znowu uczę się wiedzieć, że ja wiem. W sobie.
Dziękuję. W tym stanie umysłu wszystko JEST NA WŁAŚCIWYM MIEJSCU.


05/06.02. 2015
Turbulencje wracają.
Usztywniam się jak betonowa ściana.
Pospinałam ciało na niewidzialne zatrzaski.
Ogień pali od wewnątrz.
Ściska się czaszka.
To musi wybuchnąć, musi spalić się na popiół.
Śmierć - Transformacja - Odrodzenie.

Poleciały iskry.
Popłynęły łzy.
Przyszło zrozumienie.
Te wiry, jakie widziałam przed tygodniem - one przetaczają się przeze mnie. A wraz z nimi nowe, skumulowane informacje. Wywołuje to we mnie turbulencje.
Jak sobie z tym radzić?
Rykoszetem fala uderzeniowa wali w moje otoczenie, w ludzi, których kocham.
Nie chcę ich krzywdzić. Przepraszam.

Świt pojawia się coraz wcześniej.
Jak dobrze jest otworzyć oczy przed siódmą i zobaczyć nad sobą jasne niebo.
To niesie nadzieję.
Jest coraz jaśniej.














wtorek, 17 lutego 2015

NOWA FALA - DZIENNIKI 2015





Kiedy w swoim dzienniku postawiłam datę 2015, zaraz pojawiło się hasło na ten nowy rok…
DBAJMY O SIEBIE.
O siebie samych. O siebie nawzajem.
Równocześnie rozwijajmy swoją indywidualność i współpracujmy ze sobą.
I już widzę, że potrzebuję wziąć to hasło bardzo na poważnie. Dzieje się tak wiele i tak intensywnie, że momentami zapominam o tym, by zatroszczyć się o równowagę. Będę więc sobie o tym przypominać. Ufam, że nie zagłuszę głosu rozsądku w tym codziennym pędzie. Ufam, że Przyjaciele przypomną mi o nim, kiedy się znów zagubię…

12.01.2015
Sny.. jeszcze pamiętam strzępy scen, przewijających się przed moimi oczami… Jedna scena przenika drugą, przenikają się wzajemnie…
Wstaję. Myśli cisną się. Wnioski jasno, wyraźnie widoczne.

Każdy z nas jest NIM.
ON jest każdym z nas.
Widzę to znowu, tyle że inaczej. Odkrywam na nowo.
ON odgrywa każdą z ról poprzez nas.
Jesteśmy jak lalki-marionetki, takie kukiełki na jego palcach, a każdym porusza inaczej. Każdy jest inny i unikalny, czego innego ma doświadczać, ma swój charakter i przeznaczenie.
Widzę dłoń, a na każdym palcu nałożoną inną postać. Widzę rękę, która trzyma wiele nitek, a na końcu każdej tańczy marionetka…

Osobowości… to jest tak, jak rozmaite głosy w twojej głowie; podosobowości; wewnętrzne rozmowy różnych głosów – różnych wersji ciebie samego. Każdy ciągnie w swoją stronę, inaczej widzi twój świat, inne ma zadanie i cele, ale...
Każdy z tych głosów jest innym tobą, każdy siedzi w twojej głowie. Ostatecznie to ty zarządzasz każdym z nich – tym lepiej, im bardziej jesteś ich świadom. Świadom ich istnienia. Im bardziej szanujesz ich indywidualność i prawo głosu. Każdy z nich jest tobą. Ty jesteś każdym z nich, widzianym z innej strony.

Jesteśmy wielką gromadą głosów w jednej głowie. I wcale nie ma nas biliardów – w swej esencji jest nas konkretna grupa,
a każdy z nas ma wiele wiele wiele wersji siebie samego, aby móc przeżywać różne stany, w różnych rzeczywistościach.
By odgrywać rozmaite role na scenie Wszechżycia. A zmiana, dokonana w jednej rzeczywistości, wpływa na zmianę każdej wersji we wszystkich pozostałych odsłonach nas samych.
Widziałeś film "Incepcja"? Spójrz na tę historię szerokim kątem... i szeroko przymkniętymi oczyma...
Klocki domino... popchniesz jeden, a wszystkie pozostałe zmienią swoją pozycję.

Czy zatem każdy z nas jest odpowiedzialny za wszystko, co dzieje się tutaj?
Czy my to wszystko zrobiliśmy sobie nawzajem?
I tak, i nie.
Siadając na wierzchołku widzisz głównego manipulatora – admina – nadzorcę, pociągającego za wszystkie sznurki. Schodząc na niższe piętra zobaczysz jego wyspecjalizowane komórki i okaże się, że każda jest odpowiedzialna za… SIEBIE.


Znowu nieudolnie przekładam na słowa to, co czuję i widzę w języku abstrakcji… Macam, szukam, składam kawałki układanki.



18.01.2015 NÓW
Sny pokręcone, pamiętam sekwencje…

Jestem w jakimś pomieszczeniu – mnóstwo ciemnych, czarnych ptaków latających wokół mnie. Wrony, kruki wplątane w moje włosy. Uciekam stamtąd.

Japonia.
Zdradził mnie przyjaciel.
A może tylko tak mi się wydawało?
Czy moje oskarżenia były słuszne, czy dałam się zwieść pozorom?

Polska.
Krajobraz mazurski. Wokół ludzie, których nie znam. Domek nad jeziorem. Pomost.
Ten sam przyjaciel przywiózł mnie do grona swoich znajomych.
Po czym zniknął. Wyjechał bez słowa. Chodzi o kobietę. Myślę – zdradził mnie.
Ale czy na pewno? Może w pośpiechu nie zdążył zostawić żadnych informacji? Może chodziło o pilną, ważną sprawę?
Brak przekazywania istotnych informacji potrafi zawalić wspaniałe relacje. Podobnie, jak wyciąganie zbyt pospiesznych wniosków, bez zebrania wystarczających ilości wiarygodnych informacji… teraz wiem, że oboje musimy się czegoś nauczyć. Musimy też - my wszyscy - nauczyć się wyrażania swoich uczuć.

Jestem w lesie. Jest jasno, pogodnie, rozświetlone miejsce.
Podchodzi do mnie zwierzę. Trudno powiedzieć, czy to był pies czy lis… a może dwa w jednym?
Mówi do mnie, coś mi tłumaczy.
"... Wiesz dlaczego to drzewo tak wygląda? - wskazuje na wielkie, stare drzewo, porośnięte ogromnymi grzybami. - Bo ludzie na nie sikają..." - odpowiada.

To samo miejsce nad jeziorem. Zmierzch.
Widzę siebie stojącą na pomoście. Jestem sama. Wokół ciemna woda. W łódce kilka osób. Poruszają bardzo ważne kwestie. Słyszę fragmenty rozmowy:
„ … wy żyjecie 60 lat i to nie wystarcza… nie synchronizuje się z całością istnienia…"
Rozumiem, że trzeba zmienić coś w systemie, to nie może dalej funkcjonować tak, jak dotychczas. Ludzie powinni żyć znacznie dłużej i takie było pierwotne założenie, abyśmy mogli tutaj, w tej rzeczywistości realnych zmian, dokonać faktycznie konkretnych działań. Tymczasem długość naszego życia została celowo skrócona, aby uniemożliwić nam działanie. Kiedy stajemy się dojrzali, zyskujemy wgląd w wewnętrzną mądrość i już WIEMY, wówczas umieramy… nie wystarcza nam czasu… To MUSI się zmienić.

Wygląda na to, że czas został celowo rozciągnięty, a my wciągnięci w tzw. koło karmy, by kręcić się jak chomik w swoim kołowrotku... mamieni iluzoryczną obietnicą szczęścia, bez szans na bezpieczne opuszczenie tej karuzeli. Jedynie ci pełni determinacji mogli wyskoczyć w pędzie, doznając poturbowania, ale również uwolnienia, poniekąd. To jednak ma się zmienić. Mamy przerwać to błędne koło. Przejrzeć na oczy. Dostrzec niewolniczy system. Dokonać przeprogramowania. Zrozumieć, że nie wszystko złoto, co się świeci...


19-20.01.2015
Przepływa fala bardzo silnej energii, która mnie rozstraja i wyzwala intensywne emocje.
Nie radzę sobie sama ze sobą. Wpadam w jakąś czarną dziurę.
Nowa fala i niezwykle intensywny napływ. Szczęśliwie pozbierałam się.







niedziela, 8 lutego 2015

POMARAŃCZOWO-KOKOSOWY KREM Z CHIA czyli poranny superwypas








No i znowu, po niejakiej przerwie, namieszałam, ukręciłam, zmiksowałam to i owo.
To się dzielę…

Nareszcie zdecydowałam się sama zrobi COŚ z nasion szałwii hiszpańskiej, czyli popularnych od jakiegoś czasu nasion chia.
Ponoć zamknięte jest w tych małych kuleczkach bogactwo wapnia, żelaza, potasu, magnezu, białka, błonnika, nienasyconych kwasów tłuszczowych omega-3 i wielu innych potrzebnych naszemu organizmowi składników.

Jadałam je już w deserach, jakimi inni częstowali. I zawsze bardzo dobrze to smakowało. Zaopatrzyłam więc w końcu swoją spiżarkę w nowe superfood i postanowiłam poeksperymentować!





Dzisiaj złapałam co miałam i ukręciłam naprawdę wielce smakowity krem owocowy. Albo, jak wolisz, kremowy mus owocowy. Gęsty, treściwy i aromatyczny



Co wzięłam?
Przygotowałam kielichowy blender, a do niego wkładałam:
- 3 banany
- 3 pomarańcze
- 4 namoczone daktyle
- łyżeczkę masła (oleju) kokosowego surowego (bio&raw&virgin)
- kryształki różowej soli himalajskiej
- trochę kokosowego mleka
- trochę kokosowych płatków

Składniki zmiksowałam.

Oddzielnie namoczyłam w niewielkiej ilości wody nasiona chia. Kilka łyzeczek - 3-4.
Stały około pół  godziny, ładnie napęczniały i wytworzyły kleik.
Dodałam do nich wówczas trochę kokosowego mleka, cynamon oraz imbir  i kilka minut podgrzewałam na niewielkim ogniu. Napęczniały jeszcze mocniej.
Taki nasionkowo-kokosowy żel przełożyłam do kielicha blendera i  króciutko zmiksowałam razem z  kremem owocowym.

Wyszło kremowe, aromatyczne, owocowe i sycące.
PYCHA!





niedziela, 1 lutego 2015

WSTAJE NOWE. ZIMOWE PRZESILENIE NA NOWIU, 21.12.2014. EPILOG - DZIENNIKI 2014




Kiedy dojrzewa gotowość do zmian, zmiany dojrzewają by się objawić.




21.12.2014
Niedzielny ranek.
Księżyc na nowiu.
Winter Solstice czyli Zimowe Przesilenie – Najkrótszy dzień w roku, najdłuższa noc, najgłębsza ciemność sięgająca własnego dna, pogłębionego cieniem nowiu.
NÓW zapowiada NOWE.

Ludzie obok podążają do kościoła na niedzielne kazanie, a mi dany jest proces…

Pod zamkniętymi powiekami widzę szeroki, jasny horyzont.
Pastelowe kolory – złoty piasek, błękitne niebo. Daleka przestrzeń.
Słońce, które właśnie wschodzi  i  j u ż   j e s t   PONAD  linią przecięcia horyzontu.

Widzę ŚWIT.    JUTRZENKA.
WCHODZĘ    W    NOWE.

JEST ŚWIATŁO.    JEST JASNO.     JEST NOWE.
Dziękuję za to doznanie.

Jasność, ciepło, radość i uśmiech rozlewają się po moim wnętrzu, po mojej twarzy, razem z płynącymi ze wzruszenia łzami…
Czuję, że to nowy jasny początek dla mnie, który przekłada się na świetlany świt dla ogółu, dla Całości, dla Nas. Dla każdego, kto zdecyduje się w nim być.

Wchodzę w wewnętrzny proces – pojawiają się obrazy z mojego życia; ludzie, od których doświadczyłam przykrości.
Przychodzi zrozumienie, że wszystko sama dla siebie przygotowałam. A cokolwiek robiłam bądź robię drugiemu człowiekowi – robię samej sobie.
Kiedy czuję do kogoś niechęć, urazę, żal, gniew… w rzeczywistości uderzam tym w samą siebie. Ta uraza trafia we mnie. I przynosi dla mnie, w moim życiu konsekwencje, w postaci kolejnych przykrości, które tak naprawdę sama sobie daję!

Czując niechęć czy urazę do drugiego człowieka przyglądam się jemu i widzę świat/życie jego oczami – On sam/Ona sama ma własne trudności do pokonania; być może czuje się przytłoczony problemami i natłokiem spraw do załatwienia.
Może popada we frustrację – jak czasem ja – i stąd biorą się Jego/Jej zachowania, reakcje wobec mnie.
Zatem  -  WYBACZAM SOBIE, że OCENIAŁAM, że osądzałam, złościłam się.
WYBACZAM SOBIE, że źle myślałam o Nim/Niej i tym samym – o sobie samej.
WYBACZAM IM, ich reakcje na mnie.
Każdy żyje tak, jak potrafi i jak chce w tym momencie.
Skoro z Nim/Nią nie harmonizuję, skoro nie jest nam po drodze, ja odchodzę swoją drogą, w swoim kierunku, a Jego/Ją zostawiam za sobą, w Pokoju. Wybaczam, dziękuję, żegnam się z uśmiechem, z życzliwością, dziękując za to, co otrzymałam.
I zwracam się KU NOWEMU.


WIELE NIEPOŻĄDANYCH SYTUACJI W MOIM  ŻYCIU BIERZE SIĘ Z NEGATYWNEGO MYŚLENIA O INNYCH LUDZIACH.



EPILOG – 30/31.12.2014

W nocy 30 grudnia kładłam się bardzo zmęczona, już po północy.
Leżąc w łóżku uśmiechałam się szeroko, dziękując bardzo za wszystko, co otrzymuję.
Za obfitość. Za dary. Za to, co do mnie przychodzi oraz czym dzielę się z innymi.
Moje serce i dusza są pełne radości. Uśmiecham się szeroko, szczerze.

Rano jak przez mgłę widzę kawałek snu…
Stoję przed szklanymi drzwiami. Widzę przez szybę twarz mojej dawno nie widzianej siostry.
Otwieram drzwi i wpuszczam ją do środka, do mojego świata.








31 grudnia pakuję walizkę. Na dworcu wsiadam w pociąg. Opuszczam zatłoczone, hałaśliwe miasto. Siedząc w ciepłym przedziale turkoczącego wagonu, jestem przenoszona stopniowo w całkiem inną rzeczywistość. Po ponad trzech godzinach podróży wchodzę w świat wyciszenia, spokoju, zwolnionego – choć tylko pozornie – tempa wydarzeń. Pozornie, gdyż zewnętrzna rzeczywistość momentami stoi tutaj w miejscu. Jednak energia pulsuje wyjątkowo intensywnie. Chwilami można ją zobaczyć, pod zamkniętymi lub lekko uchylonymi powiekami, bądź gdy patrzysz trochę obok, przesuwając punkt skupienia o kilka centymetrów…


Otwarte przestrzenie pustych pól.
Łyse gałęzie drzew. Szarówka. Zaszczeka pies. Koty przemkną podwórzem  schronić się do stodoły. W izbie trzeszczą szczapy drewna, spalane ogniem w starym piecu. Ciepło rozchodzi się po pomieszczeniu, z głośników sączy się jazz. Głęboka barwa wina wypełnia szkło. Pachnie już aromatycznie nasączona przyprawami kolacja. Ciepło. Ciepło. Powietrze nasycają rozmowy na tematy, których wielu wciąż nawet nie tyka... 
Wkrótce zegar wybije dwunastą, oznajmiając nowy czas.
Żadnych petard, hałaśliwych fajerwerków. Wystarczą te, które są w nas.


Totalna zmiana. Wszystkiego.

Ten rok zamykam inaczej, niż wiele ostatnich długich lat.
To jak zamknięcie bardzo trudnego, pełnego wyrzeczeń etapu mojego życia i zwrócenie się w całkiem nowym kierunku.
Ten nowy kierunek skąpany jest w jasności. Tutaj realizują się moje zamierzenia. Jest intensywnie, twórczo, a ja już nie jestem sama. Choć przecież nigdy sama byłam i nie byłam, to teraz wyraźnie widzę i czuję obecność Przyjaciół blisko mnie.
Tutaj szanuję i dbam o siebie.
Tutaj szanujemy i dbamy o siebie wzajemnie.