czwartek, 27 listopada 2014

INSPIRACJE: MARIA GRODECKA - SIEWCY DOBREGO JUTRA



Mała książeczka o wielkiej treści.

Przeczytałam ją w niedługim czasie po przejściu na wegetarianizm.
Wywarła na mnie ogromne wrażenie. Drugi egzemplarz przekazałam Julii, która twierdzi, że ta książka zmieniła jej życie.

Grodecka napisała ją w 1990 roku. Już wtedy opisywała spustoszenie, jakie czyni na naszej planecie przemysł nazywany hodowlą zwierząt. Wyliczała precyzyjnie koszty, jakie ponosimy my wszyscy oraz ta żywa planeta Ziemia, na skutek zużycia wody, wycinania lasów (w tym tropikalnych lasów Amazonii, stanowiących płuca planety i niezwykle istotny czynnik w zachowaniu równowagi w ekosferze), pustynnienia i jałowienia żyznych gleb, zanieczyszczenia środowiska, chociażby na skutek niewyobrażalnych ilości odchodów zwierząt hodowanych na mięso dla ludzi. Ilość metanu uwalniająca się do atmosfery z tej racji, jest nieporównywalna z ilością CO2, które oskarża się o powodowanie efektu cieplarnianego na planecie, który z resztą jest wymysłem nakierowanym na osiąganie celów polityczno-biznesowych wybranych grup. Grodecka już przeszło 20 lat temu przestrzegała przed dramatycznymi dla Ziemi skutkami takich działań, jakie nastąpią w ciągu kolejnych 10 - 20 lat. A to już nasza teraźniejszość.

W swojej książce autorka podaje dane statystyczne, dotyczące zużycia wody i energii potrzebnych do wyprodukowania kilograma mięsa, w porównaniu z dużo mniejszymi wydatkami, potrzebnymi do pozyskania pełnowartościowego pożywienia roślinnego, które idą też w parze ze znacznie mniejszym obciążeniem dla środowiska naturalnego. Wykazuje, że problem głodu na świecie jest fikcją. Wystarczyłoby zmienić priorytety, uświadomić ludziom prawdę i dokonać zmiany przyzwyczajeń na globalną skalę.

Grodecka porusza również temat toksycznych dla ziemi upraw roślin modyfikowanych genetycznie wskazując, że w przeważającej większości plony te przeznaczone są na pasze dla zwierząt, które później zjadają ludzie. Zamiast karmić roślinami ludzi, karmimy zwierzęta, co jest kompletnie nie ekonomiczne pod każdym względem. Uprawy GMO stoją w sprzeczności ze zrównoważonym rozwojem i różnorodnością biologiczną, prowadząc do wyjaławiania gleb. A przede wszystkim są zamachem na jedno z podstawowych praw człowieka - prawo do nasion i płodów ziemi, które ku zaskoczeniu wielu, stały się obiektem praw patentowych! Życie zostało opatentowane, a rolnicy zaczęli wpadać w tarapaty...

Oczywistą drugą stroną medalu jest ogrom niewyobrażalnego i bezsensownego cierpienia, jakie rozlewa się po całej planecie, z racji potwornych praktyk stosowanych przy przemysłowej hodowli zwierząt. Ludzie nie chcą tego widzieć, bo tak jest im wygodniej. A fakty są okrutne. W obliczu milionów istnień, jakie każdego dnia są zabijane dla przyjemności jednego człowieka a nabijania kabzy drugiego, mówienie o holokauście zwierząt nie jest przesadą.

Zjadanie zwierząt absolutnie nie jest potrzebne człowiekowi do jego życia w zdrowiu we współczesnym świecie. Proszę, nie porównuj naszej sytuacji do dawnego życia Eskimosów czy Indian, polujących onegdaj na bizony. Tego porównać się absolutnie nie da. W dzisiejszym świecie mamy do dyspozycji ogromne ilości i wielką różnorodność roślinnego pożywienia. Rośliny dają nam wszystko, czego potrzebujemy, aby żyć zdrowo i jeść z przyjemnością smaczne posiłki, bez wyrządzania bólu i krzywdy. Nie musimy ściągać skóry z bizona, by się nią okryć na zimę. Żyjemy w całkiem innej rzeczywistości.

Jeśli masz teraz w głowie argument, że rośliny też czują, to proszę, daruj sobie porównywanie roślin ze zwierzętami. Kamień też czuje. We wszystkim co istnieje zawiera się świadomość, jakiś jej stopień. I jak już pisał Ken Wilber, oczywistym wydaje się fakt, że lepiej kopnąć kamień, niż małpę; lepiej zjeść marchewkę, niż świnię.









Autorem fotografii nieba i dwóch słońc jest Zbyszek.







sobota, 8 listopada 2014

WĘDROWIEC





ZAPIS W DZIENNIKU 6 listopada 2014. Pełnia.

Jestem Wędrowcem. Wciąż przenoszę się z miejsca na miejsce.
To jest piękne. I smutne.
Dziś uświadamiam sobie i jasno widzę,
co wprawia mnie w nostalgię,
że wchodzę w kolejny tunel, by uporządkować kolejne miejsce.
Posprzątam. Oczyszczę. Poustawiam. I sobie pójdę.
Taka moja rola. Smutno mi.
Chciałabym na dłużej zagrzać miejsce.
Poczuć się znów "jak w domu". I w nim BYĆ. Nie tylko przez dwa dni...
Tak, wiem. W swojej Duszy nieustannie jestem w Domu.
Dziś jednak czuję znów człowieczą tęsknotę, za człowieczą rodziną i domem.
I ciepłem ludzkich serc oraz otulających, kochających rąk.




A może to wszystko NIE - TAK.
A może coś sobie wmawiam.
A może paradoksalnie,
umiłowanie do ruchu, zmian i tworzenia,
wygnałoby mnie z przytulnego gniazdka, gdybym je miała...
A może... jednak... chętnie do niego bym wracała,
po kolejnym dniu nowego tworzenia...
Któż to wie?
Ja to wiem.
Wszystko jest we mnie. Każda odpowiedź. Tylko nie zawsze chcę ją usłyszeć.
Wybuchowa mieszanka paradoksów i przeciwieństw.

Kocham ciszę.






sobota, 1 listopada 2014

WAŻNE PYTANIA: CZYM DLA CIEBIE JEST ROZMOWA?







Co jakiś czas przychodzi do mnie ważne pytanie, na które szukam w sobie odpowiedzi.
Jedno z ostatnich brzmi: CZYM DLA CIEBIE JEST ROZMOWA?

MUZYKĄ! Rozmowa jest dla mnie muzyką. Porozumieniem. Przepływem. Jestem szczęśliwa, kiedy jest harmonijny.

Muzyka jest Życiem.
Kosmos, Wszechświat  - wypełniony jest muzyką.  Dźwięk jest wibracją, falą, budulcem. Światło jest falą, wibracją, budulcem. Światło rozkłada się na barwy. Każda barwa ma swoją częstotliwość i swój dźwięk. Muzyka jest światłem. Muzyka jest kolorem. Muzyka jest życiem.

Kilka lat temu słuchałam głośno muzyki Jana Sebastiana Bacha na skrzypce i orkiestrę. Byłam urzeczona dźwiękiem. Spontanicznie weszłam w tę muzykę, słuchałam jej całą sobą, zaczęłam ją „grać”, imitując ruchy skrzypka. Jako dziecko uczyłam się gry na skrzypcach w szkole muzycznej. W tamtym momencie poczułam głęboko i wyraźnie, że w innej rzeczywistości jestem skrzypaczką, spełniam się w muzyce i graniu na skrzypcach, jestem szczęśliwa. To było cudowne doznanie.
Dzisiaj wróciło do mnie wspomnienie tego przeżycia, za sprawą przepięknej muzyki. Kwiatku, dziękuję Tobie za nią!




Muzycy z L’Apreggiata CZUJĄ MUZYKĘ.
Używając instrumentów muzycznych i wydobywając z nich dźwięki, prowadzą ze sobą ROZMOWĘ. Słuchając ich oraz obserwując, czuję, że to co robią i czym się zajmują sprawia im ogromną radość, są na właściwym sobie miejscu. Ich ruchy są spokojne, miękkie, pełne gracji i harmonii. Ich muzyka wypływa z serca i wpływa do serc słuchaczy i widzów. Czyste Piękno. Słucham całą sobą i przestać nie mogę.





Instrumenty, na których grają ci muzycy, są piękne. Czy zwróciłeś kiedykolwiek uwagę na kształt główki w skrzypcach bądź wiolonczeli? Ach te spirale! Cały Wszechświat jest spiralny!

Przyglądam się ich twarzom, ich ruchom, temu jak ze sobą WSPÓŁPRACUJĄ. Widzę harmonię, przepływ, medytację.
Takiej muzyki na żywo słuchać chcę!

Taką muzyką chcę BYĆ.

Takie rozmowy chcę prowadzić.

Niech rozmowa stanowi przepływ, porozumienie, odnajdywanie tego co wspólne, budowanie harmonii.

Chociaż czasem rozmowa bywa zaczepna, przewrotna, takie słowne droczenie się. Sypią się iskierki. Niech będą to iskierki radości i nawet gdy przerodzą się w chwilową sprzeczkę, finał może być uroczy.


Oto dwie bardzo energetyczne rozmowy muzyczne:








"Teraz rozumiem, że granice pomiędzy ciszą a dźwiękiem są umowne.
Wszystkie granice są umowne i czekają, by je przekroczyć.
Można przekroczyć każdą, pod warunkiem, że w głowie zaświta taka myśl.

Moje życie przekracza ograniczenia ciała."

Atlas Chmur