czwartek, 24 kwietnia 2014

NIEWIDZIALNI BEZDOMNI - Rzecz o Przebudzeniu

Zdjęcie: Zbyszek


Wielu ludzi myśli o sobie, jako o przebudzonych, a może nawet pretendujących do oświeconych, cokolwiek to oznacza.

Przebudzić się można na wiele sposobów i w wielu aspektach życia. Być może w jakimś się już ocknąłeś, a w wielu innych wciąż śpisz...

Weganizm jest wg mnie jednym z aspektów przebudzenia świadomości. Ale bynajmniej nie jedynym. Można być weganinem wrażliwym na los zwierząt i troszczącym się o swoją roślinną dietę, ale być ślepym na stojącego obok człowieka. Co więcej – można nie dostrzegać siebie samego i zamknąć się na samopoznanie. A jeśli nie widzisz siebie, to czy faktycznie zobaczysz innych?

Zagonieni, zakręceni w tym wariackim świecie, gdzie wszystko wciąż jeszcze jest na czas – szybciej, taniej, więcej i więcej – ludzie pędzą zaślepieni przed siebie, bo nie mają czasu przyjrzeć się sobie ani cudom, które mijają każdego dnia. Ilu zatrzyma się, by zachwycić się rozkwitającym bzem? Ilu w ogóle dostrzega zachód słońca? Myślę głównie o mieszkańcach wielkich miast. Zdarzyło mi się takim osobom rzucić spontanicznie: - Ach, jaki piękny zachód słońca! Albo – wspaniały księżyc! Nie odnotowałam żadnej reakcji. No chyba, że były to kilkuletnie dzieci…

Do dzisiejszych rozważań skłonił mnie krótki filmik (do obejrzenia poniżej). Zaledwie trzy i pół minuty, a takie wrażenie. Ciekawy eksperyment. Warto obejrzeć  i zastanowić się chwilę...

Czy przyszłoby ci do głowy, że ktoś z twoich bliskich może stać się bezdomnym i leżeć na ulicy...? Mi kiedyś przyszło, ponieważ sama byłam tego bliska. Dzięki uporowi, determinacji i pomocy życzliwych  osób (oraz stałemu wsparciu ze strony Julii) znalazłam dach nad głową. A ilu nie miało tyle szczęścia...? Ilu poddało się nie mając sił, by podźwignąć ten ciężar? Ktoś, kto sam przez to nie przeszedł nie ma pojęcia, jak traumatycznym doświadczeniem jest ono dla wrażliwej osoby. Jak to jest - stracić wszystko i nie mieć fizycznych sił by samodzielnie dalej sobie radzić. Nie jest łatwo prosić o pomoc, kiedy taka sytuacja staje się dla człowieka jego rzeczywistością.

Choć pomocną dłoń wyciągnęło do mnie kilka osób, to później wychodziły ich ukryte oczekiwania i intencje. Szczerą reakcję, będącą odruchem serca i pomoc bezinteresowną uzyskałam od słownie jednej osoby (a poszukiwań było dużo), prawie mi obcej, która sama wiele w życiu doświadczyła i przyjęła mnie do siebie jak matka. Nikogo nie oceniam. Wdzięczna też jestem za to doświadczenie, które bardzo wiele uczy. Zastanawiam się - jakimi, my współcześni ludzie, jesteśmy ludźmi?







poniedziałek, 21 kwietnia 2014

SZYBKI DIP Z AWOKADO




Bez żadnych przygotowań i całkiem spontanicznie ukręciłam dziś w mgnieniu oka pyszny dip z awokado! Dip – sos – a może nawet coś na kształt majonezu!

Wróciłam do domu z pięknego spaceru z zaostrzonym apetytem. Od rana tylko surowa, lekka dieta. Zachciało mi się gotowanego ziemniaka. Ale co do niego?
Rozejrzałam się po stanie posiadania i okazało się, że dojrzewające od kilku dni awokado Hass jest dokładnie takie, jakie trzeba by je ze smakiem zjeść. Nie było więc na co czekać, tylko się za nie zabierać. Ale jak je przyrządzić? Chwilę się zastanowiłam i zdecydowałam zrobić to szybko i smakowicie. Do tej pory albo kroiłam awokado w kawałki (plasterki), albo ugniatałam widelcem z ziołami i sezamem. Dziś zachciałam odmiany i użyłam blendera.
Pozornie więcej zachodu, ale tylko pozornie… a jaki efekt!





Nie czekając dalej wyjęłam:
- cytrynę
- czosnek niedźwiedzi (suszony)
- imbir świeży
- nasiona czarnuszki
- sól różową himalajską
- wodę mineralną
- oliwę extra virgin





Piękne dojrzałe awokado umyłam, przekroiłam na pół i wyjęłam ze skorupek prosto do kielicha blendera. Wcisnęłam sok z kawałka cytryny oraz wkroiłam trochę skórki (cytryna BIO). Dodałam trochę kryształków soli, ze dwa plasterki imbiru, zielony suszony czosnek, czarnuszkę – wszystko „na oko”.
Zmiksowałam ręcznym blenderem typu „żyrafka” . Następnie stopniowo dodawałam po trochu wodę, z wyczuciem i dalej miksowałam.
Na koniec zastanawiałam się czy aby na pewno użyć oliwy, jaki będzie efekt?
Przypomniałam sobie, że niedawno widziałam u Vimari przepis na majonez z awokado. Nie pamiętałam składników, ale mogłabym się założyć że użyła jakiegoś oleju. W takim razie nie zaszkodzi, a doda aromatu i miałam nadzieję, że wzbogaci konsystencję. I tak się stało! Wyszło pysznie! Spróbujcie sami!

Taką ilość uzyskałam z jednego średniej wielkości awokado HASS




AWOKADO – ROŚLINNE MASŁO
Dojrzałe, miękkie awokado jest aksamitne, delikatne i pyszne.
Zawiera w sobie mnóstwo prozdrowotnych właściwości. Jest bogate w tłuszcze (w większości łatwo przyswajalne tłuszcze jednonienasycone, obniżające poziom tzw. złego cholesterolu) i można z niego wytłaczać olej. Zawiera witaminy B6, K i C, kwas foliowy, żelazo, wapń, potas oraz antyoksydanty. Awokado dojrzewa dopiero po zerwaniu z drzewa. Jeśli kupimy twardy owoc trzeba pozostawić go w temperaturze pokojowej na kilka dni, aby dojrzał i zmiękł. Bardzo smaczną i cenioną odmianą jest Hass o grubszej skórce, pomarszczonej i ciemniejącej w miarę dojrzewania.


Dojrzałe awokado HASS






WIOSENNY KOKTAJL OCZYSZCZAJĄCY – czyli IDĘ POD PRĄD







Jak już wiadomo uwielbiam gęste i słodkie musy. Jednak z rozkwitem wiosny i czasem świątecznej przerwy zatęskniłam za innymi smakami, bardziej wytrawnymi. Święta wykorzystałam na oczyszczenie i doenergetyzowanie organizmu, czyli nieco „pod prąd”.
Ostatnio dostrzegłam w Warszawie tablicę reklamową z napisem:
„JEŚLI CHCESZ WRÓCIĆ DO ŹRÓDŁA – IDŹ POD PRĄD”.
No to idę. Ciekawe czy przyjdzie Wam do głowy czyjaż to była reklama?

Zatem mijające dni zaistniały dla mnie pod znakiem zieloności, lekkości i radości. I tego, czego potrzebowałam najbardziej – świętego spokoju.


Zainspirowana kuchnią terapeutyczną Szefa Irka odświeżyłam własną wiedzę i połączyłam ją ze wskazówkami tego doświadczonego kucharza i terapeuty.
Zapewniłam sobie butelkę dobrego, polskiego zimnotłoczonego oleju lnianego o krótkim terminie ważności – bardzo go lubię i stosuję od dawna, jednak ostatnio jakoś do mnie nie zaglądał. Podobnie stało się z ksylitolem – fińskim cukrem brzozowym. Odkąd przekonałam się do stewii i zaczęłam stosować jej suszone listki, ksylitol w zasadzie nie był mi potrzebny. Teraz powrócił w moje łaski. Idąc za radą Szefa Irka zadbałam także o ekologiczne grejpfruty, aby móc wykorzystać zarówno ich soczysty miąższ, jak i pełną zdrowej goryczy skórkę. Tak często spożywamy smaki słodkie, kwaśne bądź słone, a nasz organizm (zwłaszcza wątroba) potrzebuje smaku gorzkiego. Doskonała jest na przykład kurkuma, którą na stałe stosuję.  Niestety nie mam dostępu do całego korzenia kurkumy, aby na bieżąco mieć świeżo zmielony, a tylko taki zachowuje w pełni wartości terapeutyczne. Jak większość z nas kupuję kurkumę już zmieloną. Trzeba to będzie zmienić. Znacznie łatwiej sprawa przedstawia się z kardamonem, którego całe owoce dostępne są w wielu sklepach.
A dlaczego grejpfrut koniecznie bio?
Generalnie, jak wielokrotnie wspominałam, w miarę możliwości dbam o jak najwięcej składników ekologicznych w mojej kuchni. Przyczyny są oczywiste – konwencjonalne rolnictwo i ogrodnictwo masowo stosuje opryski i nawozy chemiczne, wiele żywności docierającej do nas z zagranicy jest napromieniowana – zwłaszcza w USA. Ja chcę odżywiać się naturalną żywnością, a nie chemią. Jeśli jednak spożywam konwencjonalne na przykład cytrusy, to zdecydowanie nie wykorzystuję ich skórki. A w dzisiejszym przepisie chodzi o walory terapeutyczne, oczyszczające, więc skórka zostanie użyta i musi być ekologiczna.
Przystępne cenowo ekologiczne cytryny, pomarańcze, kiwi (a także oliwę extra virgin z Grecji) można nabyć w sieci sklepów Lidl. Niestety bio grejpfrutów tam nie widziałam.

Zanim zabrałam się za przyrządzanie koktajlu, wcieliłam w życie jeszcze jedną wskazówkę Szefa Irka. Otóż generalnie swój dzień zaczynam od szklanki wody, często z cytryną oraz kubka naparu ziołowego (pokrzywa, skrzyp, mieszanka jednego z drugim plus dziurawiec lub jeszcze coś innego). Dzisiaj w wodzie wymieszałam łyżeczkę sody oczyszczonej - to jeden z elementów kuracji oczyszczającej organizm. Soda ma wiele zastosowań. Przeczyszcza zarówno zlewy, jak i nasz układ pokarmowy...
W moim przypadku nie nastąpiła gwałtowna reakcja, zmuszająca by biec do łazienki :-)




No to – do dzieła!

WIOSENNY KOKTAJL OCZYSZCZAJĄCY - WERSJA I

CO WZIĘŁAM:
- Garść świeżych liści szpinaku – umytych i osuszonych
- Pół dużego bio grejpfruta ze skórką
- 1 bio pomarańczę
- Plasterek świeżego imbiru bio
- Ziarenka z dwóch owoców kardamonu
- 1 łyżkę oleju lnianego tłoczonego na zimnego
- 2 tabletki spiruliny
- kilka kryształków różowej soli himalajskiej
- pół szklanki wody mineralnej (Kingi Pienińskiej)

Dostępny jest już polski szpinak na wagę, uważam go za zdecydowanie lepszy wybór niż baby szpinak pakowany w foliowe torebki. Użyłam zatem dużych liści świeżego polskiego szpinaku. Z grejpfruta wykorzystałam tylko część skórki, obawiałam się zbytniej goryczy. Umyte owoce rozdrobniłam, żeby ułatwić sprawę blenderowi. Jeśli masz mocny blender możesz pewnie wrzucić je w całości. Pomarańczę obrałam ze skórki. Wszystkie składniki zmiksowałam. I gotowe!

Obecnie korzystam z blendera o słabej mocy, więc moje koktajle nie są aksamitnie gładkie. Możesz zatem na zdjęciach dostrzec drobinki składników.

Smak zdecydowanie wytrawny. Działanie oczyszczające, energetyzujące i odżywcze. Grejpfrut, spirulina, imbir w połączeniu z lnianym olejem to dobry balsam dla układu pokarmowego i dobre oczyszczenie dla narządów trawiennych. Taką kilkudniową kurację dobrze dopełnić oczyszczeniem jelit poprzez lewatywę – z kawy lub rumianku. Trzeba wówczas zadbać o uzupełnienie korzystnej flory jelitowej i przyjmować probiotyki ( np. Sanprobi, ProBacti4 lub inne sprawdzonej jakości).






WIOSENNY KOKTAJL OCZYSZCZAJĄCY – WERSJA II





SKŁADNIKI, KTÓRYCH UŻYŁAM:
- Pół dużego bio grejpfruta ze skórką
- 1 jabłko
- 1 bio kiwi
- Pęczek zielonej pietruszki (lub pół dużego)
- 2 plasterki świeżego bio imbiru
- 2 tabletki spiruliny
- 2 łyżeczki cukru brzozowego tj. ksylitolu
- Pół szklanki wody mineralnej (Kryniczanki)
- Kilka kryształków różowej soli himalajskiej
- 1 łyżkę oleju lnianego zimno tłoczonego



Owoce umyłam i pokroiłam na kawałki. Wykorzystałam połowę skórki z grejpfruta. Ekologiczne kiwi można zmiksować wraz ze skórką, podobnie jabłko i imbir. Umytą i osuszoną natkę pietruszki posiekałam. Wszystkie składniki zmiksowałam w blenderze i gotowe!










Olej lniany generalnie dobrze mieć bio lub ze sprawdzonego źródła. Mój nie posiada certyfikacji, jednak pochodzi z dobrego źródła, wytłaczany jest na zimno z polskich nasion lnu wolnych od GMO (a warto wiedzieć, że len został zmodyfikowany) i posiada trzy miesięczny termin ważności przy przechowywaniu w warunkach chłodniczych. Dobrą, sprawdzoną firmą jest także Zielony Nurt. Jeśli chodzi o ksylitol, warto sprawdzać przy zakupie czy to na pewno jest cukier z brzozy (a nie z kukurydzy) – oryginalny pochodzi z Finlandii. Kupując spirulinę nie koniecznie należy kierować się ceną – jest wiele tanich produktów o raczej wątpliwej jakości, jak ze wszystkim.
Na zdrowie! 





wtorek, 8 kwietnia 2014

PORANNE SMOOTHIE ORZECHOWO-BANANOWE



Uwielbiam osładzać sobie poranki.
Kocham gęste, słodkie, treściwe musy, wcale nie koniecznie aksamitnie gładkie.
Lekka ziarnistość wyczuwalnych drobinek orzechów, daktyli czy fig tylko dodaje im uroku.

Oto jeden z moich ulubionych smaków. Pożywny, energetyczny mus w sam raz na zimny ranek. Bądź przedpołudnie…

- Trzy dojrzałe banany
- Garść włoskich orzechów, sparzonych i namoczonych
- Kilka daktyli, opłukanych i namoczonych
- Dwie łyżki mielonego siemienia lnu
- Dwie łyżki kokosowych wiórków
- Sok świeżo wyciśnięty z połówki cytryny
- Dwa plasterki świeżego imbiru
- Trochę cynamonu
- Szczypta kryształków różowej soli himalajskiej 
- Trochę roślinnego mleka bądź dobrej wody

Wszystkie składniki blendujemy.
Przelewamy do wysokiej szklanki.
Rozkoszujemy się smakiem, zapachem, słodyczą i utrzymujemy uśmiech na twarzy przez cały dzień.



Jak zwykle w miarę możliwości używam składników ekologicznych.
Zwłaszcza daktyle ważne, aby były niesiarkowane.
Orzechy włoskie mam bez certyfikatów, ale polskie, ze sprawdzonego źródła.
Jakość nasion, w których zamknięty jest kod życia zawsze dobrze jest stawiać na pierwszym  miejscu.

Korzenie, w tym imbir, najmocniej chłoną z ziemi zanieczyszczenia, więc należy zadbać o sprawdzenie ich źródła pochodzenia.

Różowa sól himalajska, którą często stosuję, to sól krystaliczna pochodząca z pierwotnych mórz istniejących od zarania dziejów w Himalajach. Wolna od zanieczyszczeń, zawiera około 84 minerały i pierwiastki śladowe. 


poniedziałek, 7 kwietnia 2014

PASTA słonecznikowa z OLIWKAMI




Kolejna recepta na proste i szybkie przygotowanie ulubionej pasty – do warzyw, tostów, makaronu, ryżowych blacików, krakersów…

Zamiar przygotowania TEJ pasty dobrze jest jednak mieć w głowie trochę wcześniej, aby nasiona słonecznika dobrze się namoczyły. Najlepiej zostawić je w wodzie na noc.
Szykując sobie jakieś danie z tofu, można zostawić kawałek właśnie z myślą o takiej paście.

Około pół kubka suchych, ekologicznych ziaren słonecznika trzeba najpierw opłukać, następnie zalać wodą nieco ponad powierzchnię i pozostawić do namoczenia.

Nadmiar wody odlewamy, słonecznik wkładamy do blendera dodając:
- kawałek tofu (ja użyłam ćwierć kostki, by uzyskać tym razem bardziej ziarnistą konsystencję; dodając więcej tofu szybciej uzyskamy gładką pastę i nieco inny smak)
- garść dobrych, czarnych oliwek bez pestek
- trochę kurkumy
- zioła: oregano, bazylię, tymianek – wedle uznania
- odrobinę chilli
- świeży sok z cytryny
- oliwę z oliwek extra virgin
Nie dodawałam soli, ponieważ użyłam słonych oliwek.

Wszystko miksujemy w blenderze i gotowe!
Przełożone do słoiczka i wstawione do lodówki można smakować przez kilka dni (a może i dłużej, jeśli wyjdzie nam więcej) bez uszczerbku na jakości.

W zależności od tego, na co mamy chęć oraz od możliwości sprzętu uzyskujemy gładką pastę, bądź – tak jak tym razem u mnie – bardziej ziarnistą. Taka wyczuwalna tekstura jest naprawdę bardzo fajna.


Niestety – zdjęcia tym razem nie wyszły za ciekawie…





niedziela, 6 kwietnia 2014

HUMUS




Humus, czyli pastę z cieciorki lubię przygotowywać sama w domu.
Świeży humus jest pyszny, zdrowy i banalnie prosty w wykonaniu.
Podstawą przepisu jest włoski groszek czyli cieciorka oraz pasta sezamowa czyli tahini.
Otrzymujemy więc smakołyk bogaty w wapń i inne minerały.

Mniej więcej kubek suchej, ekologicznej cieciorki płuczę i pozostawiam w wodzie na noc, aby się namoczyła i spęczniała. Wodę po namoczeniu odlewam, podobnie jak czynię z fasolą. Dzięki temu, a także sposobowi gotowania nasiona są lżej strawne. Łatwą przyswajalność zapewnia też zmiksowanie ugotowanych nasion.

Cieciorkę w sumie gotuję około godziny. Po doprowadzeniu wody do wrzenia zdejmuję na 10 minut pokrywkę i zbieram gromadzącą się pianę. Następnie dodaję przyprawy:
- kurkumę
- kumin
- suszony imbir
- tymianek
- odrobinę cynamonu
- odrobinę chilli
- dobrze jest także wrzucić pasek suszonych alg, np. kombu bądź wakame dla wzbogacenia smaku i przede wszystkim – wartości odżywczych
Cieciorka z przyprawami gotuje się teraz na wolnym ogniu, lekko pyrcząc.

Mniej więcej kwadrans przed końcem gotowania dorzucam troszkę
- różowej soli himalajskiej

Ostudzoną cieciorkę przekładam do blendera, dodaję:
- łyżkę ciemnej, ekologicznej tahiny
- sok z połówki świeżej cytryny
- sporo oliwy z oliwek extra virgin
Oliwa jest istotnym składnikiem, ponieważ ułatwia trawienie i przyswajanie, wspomaga także funkcje wątroby, no i jest pyszna.






Wszystkie składniki dokładanie miksuję, aby uzyskać konsystencję na tyle gładką i aksamitną, na ile blender pozwala.

Następnie przekładam gotowy humus do słoiczków.
W lodówce można go przechowywać do 7 dni.

Jest doskonały do pieczywa, ziemniaków czy kaszy oraz warzyw – surowych bądź gotowanych. Świetnie komponuje się z oliwkami, suszonymi pomidorami i z cykorią.

Tradycyjnie jada się go z chlebem pita.